Dobre
Nie, bez popadania z jednej skrajności w drugą. Pisałem w tym temacie wcześniej, że skoro starsi ludzie są najbardziej narażeni na działanie COVID to oni właśnie powinni być "punktowo" chronieni przez restrykcje i system ogólnie. Powinno się ich narodowo objąć opieką, zaszczepić i wszystko co tam jeszcze jest w arsenale ew. pomysłów. Ale i tak powstaje problem, bo ludzie +65, czyli ta sama grupa, która odpowiada za najwięcej zgonów (ergo najbardziej przerażające statystyki) tak się składa najsłabiej reaguje na szczepionkę i dla nich to i tak jak rzut monetą po zaszczepieniu. Więc jeden wielki klops, jakiejkolwiek strategii by się nie przyjęło.
Mój tok myślenia raczej sugeruje reszcie mniej narażonym grupom pogodzić się z pewnym ryzykiem na które mają mniejszy wpływ niż myślą albo wmawia im się, że mają. Od samego początku masowo oszukuje się ludzi i stwarza iluzję, że za moment będzie lepiej, że przesiedzimy w domu, przeczekamy, to przetrwamy, ale to się będzie jeszcze ciągnąć i ciągnąć, a w międzyczasie wyrządzimy sobie szkody innego typu, które będziemy odrabiać przez dekady. Zaszczuwa się nas, bombarduje informacjami o COVIDzie i nagle zniknęły wojny, problem imigrantów z Afryki, tarć na Ukrainie, zniknął głód, zniknęły problemy społeczne, konflikty, afery, nawet nie ma już raka, nie ma już chorych dzieci, jest tylko COVID i codzienne liczby zarażonych i informacje o kolejnych przemyślanych restrykcjach dla spłaszczenia krzywej zachorowań, typu - galerie zamknięte, ale biedronka otwarta. Hotele zamknięte, ale do kościoła wolno.
A żyć, pracować i płacić za utrzymanie swoje i dzieci, jakoś trzeba. I posyłać do przedszkola, gdzie COVIDu nie ma, ale za rok, jak dziecko trafi do klas I-III to zdalne nauczanie - bo tam COVID jest.