No i efekt jest taki, że często niema co liczyć na przewagę siły, bólu nie czuje taki. Dotyczy to naćpanych i świrów. Z jednym postrzelonym z dwubiegunówką rozmawiałem kiedyś w szpitalu po jego postrzeleniu, to powiedział, że poczuł tylko ciepło między nogami jak mu krew poszła, żadnego bólu. Sam osobiście gdy samochodem wpadłem siódmego lutego dziewięćdziesiątego siódmego roku do jeziora, to nie czułem absolutnie żadnego zimna. No tak to działa, że walcząc o życie nie czujemy ani bólu ani nie zdajemy sobie sprawy ile mamy siły. Nie działają techniki, nie działają naciski na wrażliwe punkty. Jedyny sposób to albo duża ilość osób obezwładniających albo odcięcie dopływu tlenu. Duszenie odpowiednio założone jest skuteczne ale nie zawsze ktoś sobie na to pozwoli a po drugie, odcięcie komuś kto walczy i życie tlenu na 5 sekund... Czy to tazerem czy to naciskiem na tętnice, nie ma znaczenia, niewiele trzeba by taki po utracie przytomności już jej nie odzyskał. Wielokrotnie pytaliśmy jak działać przy pojebach to nie slyszymy odpowiedzi. Tego nawet nie można przećwiczyć bo niby na kim? Kurde, stawiać mi tu flaszkę i grilla cały wieczór zajmie gadanie na ten temat.
Na szkoleniu z szybkiej jazdy (dzień teorii) 15 minut jazdy na trolejach nauczyłem się jednego. Wybijcie sobie z głowy pościgi z amerykańskich filmów. Skasujesz radiowóz, będziesz odpowiadał za szkody i krzywdy. Ale najlepsze jest to, że kilka dni temu cofałem i zaj...bałem radiowozem w słupek. Moja wina bezdyskusyjnie, mam ubezpieczenie więc niby ok. Ale aż się boje co będzie za rok gdy będę prywatne auto ubezpieczał. Będą i tym wiedzieli czy nie będą? Na to ze stu procentową pewnością nikt mi nie odpowie.