Walka była, mój błąd, że w sumie wiedząc, że szans nie mamy wziąłem się za wyżyłowanego schizofrenika. To nie mogło skończyć się dobrze. Koleżanka dostała parę bencków, ja byłem cały czas za nim więc mnie nie sięgnął. Potem leciałem za nim na miękkich nogach zagazowany i już chciałem walić z ostrej ale ludzi na ulicy kilku było. Nauka na przyszłość, jak się podejmuję interwencje z koleżanką wobec świra to odpuścić, poczekać na wsparcie, niech się dyżurny dwoi i troi. Interwencyjni są od tego. Trzeba sobie zdać sprawę, że mi do starości a nie młodości. A najgorsze, że dyżurni na domówki gdzie siekiera w użyciu wysyłają dzielnicowych bez tazerów, bez kamizelek itp, ludzi już nie tak sprawnych jak 20 paro latkowie. Tak, bo dzielnicowy zrobi komplet papierów od a do z, ale najpierw musi przeżyć a to już dyżurnych najmniej interesuje.