dziadku - to akurat mądre słowa. Tym profesorkom źle w życiu nie jest, chociaż wszystko zależy od otoczenia. Czytałeś może książkę "Gra o Tron?" lub oglądałeś serial? Moja szefowa to szycha największego kalibru. Negocjacje, siatka intryg, ważni ludzie, którym wolno zdradzić tyle i tyle i ani krzty więcej. Dużo polityki i zapewne stresu. Dla mnie jest to rodzaj kunsztu, bo ja takich umiejętności negocjacyjnych jeszcze nie mam (i polityka mnie chyba jeszcze trochę za bardzo brzydzi ). Ale są i tacy profesorzy, które specjalnie się tym nie przejmują, mają swoje laboratorium i dostają jakieś tam pieniądze na naukę i badają różne rurkostworki i nikt im nie wchodzi w paradę. Masz rację, że plusem takiej pracy jest to, że de facto nie trzeba iść na emeryturę i zawsze znajdzie się dla Ciebie coś do roboty (a ja jestem pogodzony z tym, że nikt mi państwowej emerytury raczej nie da . Muszę jeszcze trochę dzieci zrobić). Ritter - ja pracowałem w Instytucie Pasteura (tutaj u nas Ludwik Pasteur jest pochowany w katakumbach). To nie jest taka klasyczna mikrobiologia, która polega na badaniu jedynie bakterii. Skupiamy się na dłubaniu w interakcjach pomiędzy bakteriami/wirusami, a gospodarzem (człowiekiem...choć to przeważnie oznacza używania linii komórkowych i myszy ). Mocno się skupiamy na układzie immunologicznym i tym, jak bakterie go oszukują oraz tym, jak ten układ sobie jednak próbuje z nimi radzić. Ta gałąź nauki jest niezwykle dobrze dofinansowana, bo powoli pojawiają się nam bakteryjki, które są oporne na antybiotyki. Choroby infekcyjne ogólnie są, oprócz raka, dosyć sporym problemem, więc pracę w tym można znaleźć bez problemu. Chociażby w związku z epidemią Eboli, pootwierano u nas kilka nowych etatów. Dział jest ogromnie dynamiczny i chcę w nim pozostać. Może zrobię staż w Instytucie Maxa Plancka, w Niemczech. Tam nauczę się, jak zdobywać kasę i jak zarządzać projektami... jeśli się sprawdzę, to może pomyślę o założeniu własnego laboratorium - być może za granicą, być może w Polsce. Obecnie wielu młodych próbuje w PL coś działać. Mój były szef ma swoje laboratorium w Warszawie i robi naukę lepszej klasy, niż wielu jego kolegów w Niemczech czy Francji. Natomiast chcę zrobić coś na pograniczu nauk podstawowych i przemysłu, żeby mieć łatwą odskocznię w stronę przemysłu, jeślibym uznał, że to mi bardziej odpowiada. Jest wiele branży technicznych, w które można pójść i gdzie później można znaleźć ciekawą pracę - ot. szczepionki, nowe wektory, biologia syntetyczna, rozwijanie narzędzi biologii molekularnej. Nieskończoność możliwości. O pracy na "własny rachunek" też myślałem. Cholera, nawet "artystą" mógłbym być. Robisz firmę, która robi ludziom obrazy na ścianę, z ich sekwencjami DNA, na podstawie próbki śliny. Ale jednak łatwiej dołączyć się do wielkiego ośrodka i w jego ramach pracować nad czymś swoim - ma się wtedy dostęp do wielu różnych platform, które pomagają Ci w badaniach. Nie musisz mieć np. ultra drogiego mikroskopu za milion euro, skoro koledzy mogą użyczyć . Dzisiaj odpoczywam, ale od jutra zacznę powoli robić przegląd tego, co chcę robić. Na razie wiem, że to będzie staż, ale chcę wybrać sobie najciekawszy temat, jaki się da - w tej branży, jeśli lubi się swój temat, to ciężko na tym wyjść źle. P.S. w Polsce nie jest tak źle. Większość starszego profesorstwa to skostniałe dziadki, które już nie nadążają nad tym, co stało się po otwarciu granic. Natomiast młodzi? Powiem tak - mamy w Polsce niewiele dobrych ośrodków naukowych, ale te, które są dobre, często deklasują wiele zagranicznych. Szefują im w większości ludzie o 10 lat starsi ode mnie.