HISTORIA JEDNEJ DELBANY... Przeglądając sobie jakiś czas temu pewien znany wszystkim portal zakupowy, zwany oeliksem natrafiłem na pewną ofertę, którą nieco się zainteresowałem. Myślę sobie… - cena ok, niech tam sobie leży w gablocie u mnie. Napisałem do sprzedawcy zapytanie, czy są w komplecie wskazówki, bo w ogłoszeniu nie widzę i czekam. Po jakimś czasie dostaję odpowiedź, że tak, wskazówki są w komplecie. Tknięty pewną dozą nieufności poprosiłem o zdjęcie wskazówek. Niestety okazało się, że oczywiście są ale nie od Delbany. Poprosiłem sprzedawcę, żeby zerknął na zdjęcie ze wskazówkami, które mu wysłałem z informacją, że właśnie takie mnie interesują. Sprzedawca odpisał, że wskazówek ma dużo i na pewno coś dopasuje. - ok – myślę sobie – może jednak zaufać. Kupuję. Zapłaciłem i czekam grzecznie na przesyłkę. Po kilku dniach przesyłka dociera. Otwieram kopertę i ku mojemu zaskoczeniu z koperty wysuwa się zestaw à la Adam Słodowy „Zrób to sam” W jednym woreczku strunowym obiecana dodatkowa tarcza wraz ze starym, porysowanym szkłem (brak na fotografii), w drugim rozmontowana koperta, w trzecim garść wskazówek a w czwartym mechanizm i luźno latający wałek z koronką. Chyba nie muszę nikomu mówić co by było gdyby wałek dostał się pod balans… Przełknąłem pierwszy łyk goryczy i postanowiłem, że nie będę już kombinował. Z OLX nie jest tak dobrze jak np. z Allegro i nie chroni mnie żaden program ochrony kupujących. Zmontuje sobie sam i niech już będzie moja strata. Swoją drogą, nie wiem jak sprzedający wyobrażał sobie tą sprzedaż jeśli zegarek dotarłby do osoby nie zajmującej się zaglądaniem pod dekiel zegarkom… Ale niech będzie. Sam sobie jestem winien. Na zdjęciach był rozebrany, to przecież mogłem się spodziewać puzzli w kopercie, mimo, że w opisie napisane było wyraźnie, że zegarek jest sprawny. Dziwnie pojmowana sprawność… OK mam pół godzinki to raz dwa to ogarnę. Zabieram się za montaż! Wysypałem wskazówki z woreczka i szukam obiecanych „dopasowanych” egzemplarzy… Nie trudno się domyśleć, że oczywiście nic takiego nie znalazłem. Dobra, podejrzewałem, że tak może być. Coś tam znajdę w organizerze. - Zacznę od sprawdzenia zegarka i założę najpierw wałek – pomyślałem. Wsuwam wałeczek, wchodzi tylko sam czubek i się blokuje. Wrrrr… trzeba zdjąć tarczę i zobaczyć co z remontuarem. Ściągam więc tarcze i moim oczom ukazuje się rozsypany romontuar „sprawnego” zegarka. Zdejmuję więc mostek remontuaru i układam ponownie wszystko jak trzeba. Podczas układania wsuwam wałek z koronką i… nie wchodzi! Wyciągam go, przyglądam mu się bacznie pod lupą 10x i stwierdzam, ŻE TO NIE JEST WAŁEK OD FELSY! Już mnie nieco szlag jaśnisty trafia. Ale nic to, zagryzam po raz kolejny wargi i szukam wałka od Felsy w swojej graciarni. Jest! Znalazłem jeszcze jeden! Ostatni… Montuję do końca remontuar, dokręcam mostek, wałek już na miejscu, można nakręć i sprawdzić co w trawie piszczy… Co mnie ciekawego jeszcze dziś spotka??? Nie długo musiałem czekać, żeby coś mnie spotkało. Robię jeden obrót koronką a mechanizm ziuuuuuuu! kręci kołami aż do spuszczenia sprężyny! NO SUPER!!! Coś z kotwicą albo w jej okolicy… Ściągam balans „sprawnego” zegarka, odkręcam i podnoszę mostek kotwicy i… kotwicy nie ma!!! To był ten moment kiedy miałem ochotę zamieść wszystko tak jak leżało na biurku do koperty i odesłać sprzedawcy razem z garścią ciepłych słów! Ale wspomniawszy o braku ochrony kupujących zacisnąłem zęby i pomyślałem trudno – zostanie najwyżej na części… Zanurkowałem ponownie do organizera i wyłuskałem z niego koleją niezbędną część aby „sprawny” zegarek w końcu ruszył. Założyłem kotwicę, potem mostek i balans. JEST!!! WRESZCIE!!! CYKA!!! Założyłem mu tą drugą, gratisową tarczę. Bardziej mi się podoba, a o oryginalności tego zegarka i tak nie ma co myśleć. Cholera wie co on z nim wcześniej wyrabiał… Tarcza ma fajny, matowy, w stosunku do reszty tarczy, ring. Nie wiem czy dobrze to widać na zdjęciu. Dobieram wskazówki… zakładam… godzinowa OK… minutowa OK… sekundowa… SPADA Z TRZPIENIA! NO RZESZ! ŻEBY TO @#$%^& !!! Nie wiem o co kaman ale „wszystkie dwa” sekundniki, które jeszcze mam - spadają. W innych zegarkach te same sekundniki siedzą jak ta lala. Wychodzi na to, że jakimś cudem za cienki jest czop! Znalazłem jakiś sekundnik z dłuższą tuleją, którą udało mi się bardzo delikatnie zaklepać i założyć na miejsce… ale wskazówka jest za krótka! PIERRRRRDZIU! I TAK JUŻ GORZEJ NIE BĘDZIE!!! – Myślę sobie. Na dziś mam tego po dziurki w nosie! Dałem nową szybkę i pakuję całość do koperty. Już mam DOŚĆ i dziś na pewno nic więcej przy nim nie będę robił, bo zły jestem jak pies, a złość w tej robocie nie jest dobrym stanem samopoczucia. Zakręcam dekiel koperty i nakręcam sprężynę… …aż pod koniec nagle SSSRRRUUU!!! Sprężyna zerwana!!! Nie wierzycie??? Sam nie mogłem w to uwierzyć!!! Załamałem ręce i wstałem od stołu… … wróciłem tam dopiero po dwóch godzinach. Inaczej niechybnie zegarek leciałby na trawnik przez zamknięte okno… Zrezygnowany sięgnąłem do organizera… znalazłem jeszcze jedną sprężynę… wymieniłem… i nie będę się już z tego zegarka cieszył… nie mam siły… nie dziś!!! Tylko błagam Was! Nie piszcie mi, że koronka źle dobrana...