Wczoraj wieczorem jakieś leśne dzikie bydle skręciło kark mojej młodszej suczce yorka.Zawsze je wypuszczałem na sikanie ,obiegły dom i zaraz wracały.Ta młodsza zawsze pierwsza- a tu nie ma.Biegaliśmy,szukaliśmy i nic.Dopiero jak powiedziałem do jej matki- Fionka, a gdzie Frania,szukaj Frani poprowadziła i pokazała miejsce gdzie ona leży,tuż za płotem.Jezu,piszę teraz a łzy leją mi się ciurkiem.To był mój piesek,taka przylepka- ciągle ze mną,wszędzie,nawet w łazience,nawet na krok nie odstępowała.K....,dlaczego wczoraj ich wcześniej nie zawołałem???!!!!W październiku skończyła 6 lat.K.....,stary wielki chłop a ryczę jak bóbr.