Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Piotr Ratyński

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    9947
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    35

Zawartość dodana przez Piotr Ratyński

  1. Obie opnie są potoczne, dowody są przekazywane zazwyczaj z ust do ust, konkretów w postaci widoku umowy licencyjnej brak. Hampden na pewno przyjechał do ZSRR za w ramach umowy, innej możliwości nie ma, pewne były tez i inne umowy licencyjne, ale jest tez faktem, że wiele ich wyrobów nie można było sprzedawać na rynkach międzynarodowych własne przez brak licencji. Szczególnie po drugiej wojnie światowej, wiele technologi pojechało wraz z całymi fabrykami do sowietów w ramach łupów wojennych, z Polski też.
  2. No ja się wtedy przesiadłem na miejskie środki komunikacji od rana i rower (wtedy można było jeszcze na rowerze z promilami ), a auto dopiero po obiedzie.
  3. Jak wymrą, to młodsze pokolenie będzie już stare i stare dziadki będą wymienione na nowe stare dziadki (czytaj pierdzistołki). Tak było zawsze do tej pory.
  4. Pooglądaj sobie filmy co maja świnie w żołądkach, albo jak się robi parówki... Takiego szczupaka, który ma szczura w brzuchu to bym chciał łowić na każdym wypadzie, ale to już rzadkość. Instrukcja jak nie wyciągać szczupaka z wody.
  5. Nie lubię tego i na dodatek mało pomocne, nie leczy tylko osłania. Na podrażnienia bolesne ze zgagą mnie radykalnie pomogło 50 g spirytusu z 5 kroplami propolisu pite rano na czczo. Wystarczył tydzień kuracji, najpierw nie jest to łatwe do połknięcia, a potem trzeba uważać, bo można się przyzwyczaić.
  6. Naturalnymi wrogami kormoranów są wszelkie drapieżniki polujące na drzewach, zjadające jaja i pisklęta, typu łasica, tchórz, ryś, żbik itp. Kolonie kormorana są dla nich dość łatwym łupem.
  7. Ilość kormoranów wtedy była ograniczana do rezerwatów (niewielu), rybacy nie pozwalali żeby kolonie kormoranów odbierały im chleb. Zabroniono, zwalczono choroby, na dodatek degradacja środowiska spowodowała, że kormoran ma się lepiej od swoich wrogów, nic więcej kormoranowi nie było trzeba, natura jest tu bezsilna. Podobnie jest z bobrami, które nie chodziły na wykłady prof. bodajże Graczyka i nie miały pojęcia, ze podobno muszą budować żeremia w odludnych miejscach i rozlazły się po całej okolicy niszcząc co się tylko da (stare drzewostany, wały...), nawet w mieście Poznaniu jest ich kilkadziesiąt rodzin. Nie było ich tu ok 700 lat, więc środowisko/natura/ jest na nie nie przygotowane.
  8. To trzeba mieć talent, żeby politykę podwiesić do kormoranów, albo do wycinki lasów. Ochrona tych ptaków została poczęta za komuny, o lewactwie jeszcze nikt wtedy nie słyszał nawet, jakby co...
  9. Jak zrobisz lepszy operat od PZW to nawet całą. Zdecydowana większość rzek jest dzierżawiona od państwa przez PZW, dzierżawa nie jest wieczysta. Z jeziorami kiedyś było podobnie, ale obecnie PZW dzierżawi coraz mniej. Czy to dobrze? Bywa różnie, zależy kto wykolegował PZW z dzierżawy, czy rybak, czy rabuś. Z ochroną kormoranów ludzie dali d##y, tak jak w kazdym innym przypadku (bobry, wilki itd). Natura da sobie radę, byle jej nie przeszkadzać ("pomagać"), ale do uczonych od natury to nie dociera. Teraz co roku (chyba co roku?) daje się zezwolenie na odstrzał (egzekucję) jakiś 300 kormoranów, a rodzi się ich ok. 3000 rocznie, Przy realnym braku naturalnego wroga i ludzkiej ochronie pozostałych, o jakiejś regulacji ilościowej populacji kormoranów mówią chyba tylko idioci.
  10. Nie łowię na takiej komercji, więc może i tak jest. Mam za to kilku znajomych, albo właścicieli komercji, albo pracowników, powtarzam za nimi.
  11. Sporo musisz się nauczyć jakby co, ja mam sześc wędzisk do spina i trzy kołowrotki. Ale oczywiście można też "orać" brzegi sprzętem, który się nie zerwie, licząc na jakąś metrową mamę szczupaczą. Czasem nawet się to może zdarzyć. Plecionka w okolicy 0,30 gwarantuje już niezrywalność prawie 100 %, a i można czasem wyholować autobus z wycieczką jak spadnie z mostu. Potwierdzam, szczególnie przy braku doświadczenia, można się tak wkopać. Ci co zabierają z nad wody wszystko co złowili są na wymarciu, coraz wijącej wędkarzy "nie zabija" tylko się bawi i jakoś ryb nie przybywa, a wręcz jest ich coraz mniej. Czyli to jednak nie wędkarze zjadają te ryby. Teksty o płaceniu za kartę są dla ciemnego ludu, ja płacę za wędkowanie o wiele więcej niż zjem, powiem nawet, że gdybym te pieniądze co wydaję na wędkarstwo przeznaczył na kupowanie ryb, to bym tego przez rok nie przejadł, tak że kula w płot. Pisze o komercji "burdelikowej", czyli takie stawy gdzie karmią ryby paszą od poniedziałku do czwartku, a od piątku przerywają żeby ryby były głodne na weekend, bo inaczej to klient niezadowolony. Czasem jadam ryby z takich komercji, bo mam kilku znajomych, którzy kupują tam ryby specjalnie po to żeby mnie ugościć, a nie wypada mi mówić co o tym myślę. I tak te ryby są lepsze od tych biedronkowych. Są oczywiście komercje lepsze, a nawet dużo lepsze, jednak jakie znaczenia ma skąd zjadasz rybę?
  12. Kołowrotek do spinningu. Nie posiadam, ale opinie kolegów posiadających są w zasadzie pozytywne, jakość dobra. Znaczy na jaki początek? Wszystko zależy jakie ryby chcesz łowić, to o przynętach, gumy są bardziej uniwersalne i łatwiejsze w opanowaniu prowadzenia, ale i wirówki sa nie do pogardzenia. A plecionka czy żyłka... hmm... zależy jakie: finezyjne cienkie - to plecionka zapewnia lepsze zacięcie, a trudniejszy hol, żyłka trudniej zaciąć, ale wybacza błędy holu; grube - to tak czy owak plecionka, większa wytrzymałość, a hol i tak będzie siłowy.
  13. Karpia 22 kg nie naprowadzisz na podobiera, albo na wyślizg, jak go nie zmęczysz, czy męczenie trwa półgodziny, czy kilka minut to zależny od wytrzymałości linki. Czas ma tu mniejsze znaczenie, sam piszesz, że karp wypoczywa w worku, czyżby dla przyjemności bo ma ochotę na drinka? Ja łowię ryby ponad 50 lat i w ogóle mało truchła ryb widziałem, a one przecież zdychają, jedynie po zimowej przydusze są jakiś czas na widoku, potem szybko nikną nawet gdy nie są sprzątane. Nigdzie nie jest napisane, że ryba po holu (obojętnie czy finezyjny, czy siłowy) musi zdechnąć, ale jakby nie patrzeć, to dla niej nic przyjemnego nie jest i tyle. Tak czy owak jedna ryba ubywa obojętnie skąd, a wypuszczasz ryby tam gdzie łowisz nie dlatego żeby je oszczędzić, a tylko po to żeby mieć więcej uciechy łowiąc je kilkakrotnie. Komercja typu "burdelik" to ryby śmierdzące paszą na odległość.
  14. Ja złowiłem w ciągu jednego dnia tego samego karpia, wiem bo miał w wardze mój haczyk i tu mógłbym powiedzieć, ze go nie zmęczyłem za pierwszym razem. To jak się według Ciebie wyciąga niezmęczonego karpia 30 kg, lub suma 2,30 m? Możesz to opowiadać na zebraniu koła ratowania karpia przed zagładą, ale nie wędkarzowi. Umiejętności pozwalają jedynie na robienie jak najmniej szkody rybie, chociaz to tez zależy od wielu okoliczności niezależnych od wędkarza. Większość dużych ryb można pocałować na zdjęciu dopie4ro gdy straca przytomność z wysiłku. Tutaj widać jaki karpik nie zmęczony jest po pół godzinie walki. http://tinyurl.com/ybez4r5x
  15. No cóż, mnie się to tez nie podoba, ale że jest to zgodne z przepisami to się raczej nie wypowiadam negatywnie, no chyba ze jakiś no kill czepia się konsumpcji, chociaż jest ona tak samo zgodna. Dla mnie wędkarstwo powinno ludzi jednoczyć a nie dzielić, a od regulowania co złe a co dobre jest prawo i złe jest jedynie jego nieprzestrzeganie.
  16. Ależ ja tez często holuję "sportowo", bo chociaz staram się łowić to co chcę, to jednak dużo tu przypadku, jedyna różnica, to jest taka, ze nie robię sobie zdjęć ze złowionymi rybami i staram się ryby które nie zjem, lub złowiłem niezgodnie przepisami, uwalniać już w wodzie, najlepiej jeszcze przed totalnym zmęczeniem ryby, jednak nie zawsze się to uda. Ogólnie wędkarstwo (obojętnie czy no kill, czy dla spożycia)podobnie jak myślistwo budzi sporo kontrowersji, czasy mamy teraz takie, że poprawność przesunęła się na stronę tych którzy uważają, że natura ze swoim prawem dżungli jest be i trzeba ja bronic przed nią sama.
  17. Nie ma na to prostej odpowiedzi, jedzenie ryb i mięsa z Biedronki nie zwalnia od odpowiedzialności za złowienie ryby i za zabicie zwierzęcia. Prymitywne to jest udawanie, że ja to jestem taki och i ach bo własnoręcznie nie zabiłem. A na przekład walenie zakrzywionym kijem w piłeczkę to taka mniej prymitywna rozrywka?
  18. Pytanie, czy ciąganie ryby na haku do utraty przytomności, zdrowia i często życia, po to żeby sobie z nią zrobić pseudoartystyczne zdjęcie jest bardziej etyczne od ciągania ryby na haku po to żeby ja zjeść? Dla mnie to "artyści" fotografii wędkarskiej powinni płacić dodatkowo za każde zdjęcie, ledwo żywej ryby. Szczególnie mnie wkurzają zdjęcia pokazujące całowanie suma, długości w okolicy 2 m, który już nawet nie może poruszyć końcówką ogona, bliski zawału, albo już po. Próbowali by pocałować tego suma w pełni sił... Wędkarstwo od zawsze to było łowienie ryb w celu ich skonsumowania, no kill to moda dość niedawna w porównaniu, przyszła do nas z Anglii. No i w Anglii to ona ma sens, bo tam nie ma rybactwa śródlądowego, kłusownictwa (praktycznie) i zwyczajowo nie je się ryb słodkowodnych, oprócz łososiowatych ( na zabieranie pstrągów wędkarz ma tam pozwolenie). A u nas: łowię sobie ryby, niedaleko rybak ma rozciągnie sieci, ja wypuszczam ryby które złowiłem, a na obiad idę kupić ryby do tego rybaka, bo je sprzedaje niedaleko. Czy to byłoby mądre? Albo wypuszczam złowione paru kilowe, śliczne, tłuste i pachnące karpie, z litości bo się u nas same nie rozmnażają, a na obiad (żona uwielbia) jadę kupić śmierdzące dzieci karpia do Biedronki. No chyba to by świadczyło nie najlepiej o mojej kondycji umysłowej. Rozumiem tych, którzy ryb nie jedzą, w innym przypadku no kill to hipokryzja. Niemcy maja przegięcie w druga stronę, bo zieloni wymusili tam zakaz wypuszczania wszystkich ryb po złowieniu (dobrze, że mało kto respektuje), branie z nich przykładu byłoby równie mądre, jak branie przykładu z Anglików. Pewnie by to pasowało wielu mięsiarzom czy dziadkom borowym, biorącym wszystko jak leci. Ja ryby oczywiście również wypuszczam, te które mi nie są potrzebne do konsumpcji, lub tak wymagają przepisy, a to że zabieram czasem ryby do octu (uwielbiam ukleje) to nie robi ze mnie gorszego wędkarza. Gdy słyszę o tym, że no kill to jest dopiero etyczne, a zjadaczy należny ukarać, to mi gula rośnie...
  19. Mandat wynosi 200,- zł, a ukarać może straż rybacka, policja i inni z uprawnieniami do kontroli.
  20. Bo bierzesz pod uwagę tylko niewielki wycinek komercji, ja łowię często tam gdzie gmina pobiera opłaty za wędkowanie (to też komercja), wymagając posiadanie karty. Ogólnie karta jest wymagana bezwzględnie przez prawo do łowienia na wodach, gdzie właścicielem wody jest skarb państwa, czy do zdecydowanej większości wód, które są dzierżawione, gdy właścicielem jest osoba prywatna, lub inny podmiot gospodarczy to nie musi wymagać posiadania karty.
  21. Kartę wędkarska warto mieć, podobnie jak prawo jazdy, bo ma ona takie samo zadanie, świadczy o tym, ze coś umiesz. Na komercyjnych też często wymagają posiadanie karty i wymagane jest od łowiącego przez prawo, tak jak posiadanie prawa jazdy gdy prowadzisz samochód. Koszt niewielki jednorazowy, egzaminy najczesciej formalność i masz ją już na całe życie. . Opłaty za łowienie nie maja nic wspólnego z karta wędkarską, proszę nie mylić z legitymacja członkowską PZW i opłatami za zezwolenie na połów w wodach PZW.
  22. Bez przesady z tą siermiężnością, a na dodatek kij leszczynowy też trzeba umieć przygotować do łowienia (wycięcie właściwego kija i właściwa metoda suszenia na wisząco), a na szczytówkę pręt z jałowca kilkakrotnie moczony w krowim moczu i suszony, aż uzyska odpowiednie właściwości. Nic proste nie jest.
  23. Rexa mam, ale leży na półce w roli okazu muzealnego. Moja rada, na początek lepiej się nie wysilać na jakiś super sprzęt, bo po okresie "nauki" na pewno go zmienisz na inny. Dla ryby jest haczyk i przynęta, no może jeszcze przypon, reszta sprzętu jest dla wędkarza i musi mu pasować. Inny sprzęt pasuje wysokiemu, inny niskiemu, inny bardziej sprawnemu fizycznie inny mniej sprawnemu itd. Ja sprzęt wędkarski, oprócz drobiazgów, zawsze kupuje osobiście i w realu, nigdy w internecie, łapię np. wędzisko właściwym chwytem do reki, pomacham i już wiem, czy jest moje czy nie, podobnie z kołowrotkiem, pokręcę trochę i ju wiem czy go lubię czy wręcz odwrotnie. Oczywiście są firmy lepsze i gorsze, ale to się ciągle zmienia, jest sprzęt lepszy i gorszy nawet rej samej firmy, czyli jakąś wiedzę trzeba mieć, no i przede wszystkim trzeba wiedzieć co jest do jakiej metody łowienia. Sprzetu jest teraz taka masa, że opisanie wszystkiego to by była już książka, więc krócej i łatwiej jest pomóc, gdy to początkujący zadaje pytanie na temat sprzętu, który mu się podoba.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.