K**, już tu nie zaglądam, bo mam słabe nerwy. Ale zostawię Wam coś po sobie - też niemiłe wspomnienie odnośnie opatrunku. Mianowicie wyobraźcie sobie upchane po zatoki 2,5 metra bandażu, które jest po kilku dniach na żywca wyciągane:D. W taki oto sposób robili sobie czop na lejącą się po gardle krew przy zabiegu prostowania przegrody nosowej (też całkiem ciekawy zabieg, bo na znieczuleniu miejscowym wycinają kość, łamią przy pacjencie, zszywają i wsadzają z powrotem do nosa i przyszywają), to nie chirurgia estetyczna tylko zabieg, który ma przywrócić normalne oddychanie nosem. W każdym razie, jak już mi to wyciągnęli i poczułem ciepełko na gardle i ustach, to lekarz powiedział: " mogłem bardziej tą małżowinę (w nosie takie coś mam!?) przyciąć jednak, ale Pan się nie martwi, poprawimy za parę lat" - nigdy, K**a w życiu! narka!