Jeśli to jest jakiś szczególnie bliski dla Ciebie zegarek, albo jest po prostu wartościowy - mogę dać Ci kontakt do znajomych konserwatorów malarstwa i grafiki. Robią renowację polskich klasyków, więc z tym mogą Ci pomóc i go odratują. Myślałem o tym, ale zrezygnowałem kiedy poznałem człowieka, który pracuje jako restaurator w dla grupy Swatch (czyli np. wspomnianej Omegi). Po prostu wiem, że nie byłbym w stanie zagwarantować takich warunków jak profesjonalny serwis, który nie próbuje "rzeźbić", tylko, jeśli np. wskazówka jest skorodowana, to ją wymienia na oryginalną-nową (choćby to był zegarek z początku wieku). Jeśli tarcza ma minimalną korozję, to ją odnawia z zachowaniem tradycyjnego procesu produkcyjnego, materiałów - później zegarek przechodzi przez kontrolę jakości. Bardziej by mi się opłacało zarabiać w frankach, albo funtach i pracować np. z jedną marką, niż szukać zleceń, poważnych ludzi tutaj i udawać, że się coś robi jak należy. Nie mam nic przeciwko tym "gabinetom" odnawiaczy. Niech robią to co robią, jeśli jest klient, który chce płacić i jest zadowolony. Karygodne jest jednak to, że uznaje się ich działania za "restaurację", zdarza się to nawet na tym forum. Tak jak kiedyś prowadzono walkę z podróbkami zegarków, tak samo dziś należy zwrócić uwagę na złożoną sprawę konserwacji i restauracji. To jest oczywiście indywidualne pytanie co znaczy "czas", który minął od kiedy powstał wskazany zegarek. Przykład - mam starego Wostoka po dziadku - obaj go używaliśmy, co już mocno widać i bardzo mi się podobają te wszystkie draski, nie będzie potrzeby go odnawiać. To fajny splot historii, przedmiot właśnie dzięki temu jest artefaktem. Z drugiej strony są zegarki, które nie potrzebują mieć na sobie śladu czasu - to też kwestia indywidualna co z nimi robić.