@Edmund Exley swoje pierwsze mistrzostwa, które świadomie obejrzałem, były w 82 w Hiszpanii. Miałem to szczęście, że nasi nieźle się zaprezentowali, a ja jako dziesięcioletni gnojek naprawdę miałem się czym pasjonować. Do tej pory pamiętam maskotki i gadżety tych mistrzostw. Polskie, rzemieślnicze podróbki pomarańczki, śmierdzące gumą i paskudną farbą, ale mające dla młodego dzieciaka mnóstwo uroku. Gazetki, naklejki, wpinki, taka fajna oprawa, której teraz już nie ma. No i Łazuka... To naprawdę był miesiąc świętowania.
To były wakacje, byłem u Babci w Wąbrzeźnie, małym miasteczku w woj. toruńskim. Telewizja odbierała bardzo słabo, każdy piłkarz miał swojego "ducha". Prąd miał dwudziesty stopień zasilania, a czarno-biały Ametyst z wypalonym już ze starości kineskopem ledwo wyświetlał obraz. Trzeba było solidnie zasłaniać okna, żeby coś zobaczyć, ale było co oglądać. 5-1 z Peru, tego nie da się zapomnieć.
Już nigdy, żadne rozgrywki nie miały tyle smaku, zapachu i kolorów. I choć był stan wojenny, a może właśnie dlatego że była bida i szaro, ta impreza była naprawdę świętem koloru i radości. No i bohaterowie, których nie da się zapomnieć... Boniek, Lato, Szarmach, Szmolarek i oczywiście mały popierdalacz Buncol.
Szczerze? Nie zrozumie, kto tego nie przeżył i szkoda, że dzieciaki nie mają teraz takiej oprawy mistrzostw.