herbee, jak już pisałem, szampana nie było co otwierać. Trwałość chyba podobna, jak w przypadku poprzedniego flakonu. Ale przynajmniej zapach taki jak trzeba, czyli o wiele lepszy niż jego kuzyn od Armafa. Aktualnie i tak grzeje ławę, czzekajac na inną porę roku. W tym momencie uskuteczniam głównie Zino i Aramisa, a dziś - dla odmiany - Athletic Man prosto z Grudziądza. Za jakiś czas zakręcę się chyba za to koło L'aventure Knight (swoją drogą debilna nazwa wariantu). Jakościowo rzekomo bije na głowę jedyny zapach Armafa, który rzeczywiście mi się spodobał, czyli Tres Nuit.