Wysępiony nieco przedwcześnie (bo to jeszcze z półtora miesiąca) prezent urodzinowy od małżowiny. Spełnione marzenie. <3 Slaw, fajne żółtko. Fidelio, gratki cudnej Stowy!
Szyszkops, to od tego jodu tak puchną. A tak na serio, to są ŁA-BĘ-DZIE. Ale w sumie masz prawo nie wiedzieć - byłem dziś w Stalinogrodzie i zdaje się, że rzeczywiście takich tam nie macie.
Sopot w styczniu i lutym jest rewelacyjny. Knajp otwartych nie brakuje, na monciaku spokój, a ceny zakwaterowania śmiesznie niskie w porównaniu do tych z sezonu.
Czasy, o których nikt nie mówi. Wszystkim się zdaje, że wojna się skończyła i nagle *PYK* - sama radość. Już lektura "1945 Woja i pokój" Grzebałkowskiej była dla mnie szokująca, a tu musi być rzeczywiście ostro.
No i po Bastionie. Przyjemne i wciągające czytadło. Nie podzielam zdania, że jest to książka bez zakończenia. A najzabawniejsze, że jak tylko zacząłem czytać, wszyscy wokół zaczęli chorować na jakieś grypy i inne cholerstwa. Kinda creepy. A dziś opowiadanka.
Był kiedyś w polskim szołbyznesie taki gość, Atrakcyjny Kazimierz, rzekomo sprawca wielu ciąż. Jakos tak mi się skojarzyło przez tego Erosa. A u mnie niemal od początku tygodnia:
TigerBear, gdzie takie dajo? Sam używałem Amary kilka dni temu i jestem zaskoczony, jak fajnie daje radę w zimie. A u mnie dziś YSL M7 oud absolut. Aż mnie trzesie, gdy myślę, że ten nieszczęsny flakon z pierwszym wypustem oryginalnego M7 oddalem komuś za free kilka lat temu.
Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.