Remy, na recenzję się nie porwę, bo słoń mi na nos nadepnął. Ale mam jakies pierwsze wrażenia po jednorazowym spryskaniu ręki na pół godziny. Tytanem projekcji żaden niestety nie jest (te są z Francji, wypusty z ZEA są podobno mocniejsze). Ten, który Ci się podoba, to rzekomo klon Green Irish Tweed. Mój faworyt. Przyjemny, świeży i rzeczywiście zielony w odbiorze. Jak zroszona wiosenna trawa w pogodny poranek. Wąchałem ostatnio Cool Water i widzę podobieństwo, ale Armaf jest subtelniejszy. Mam wrażenie, że bardziej casual niż do t-shirtu i szortow. Co do Club de Nuit, chyba jednak wolałem Al Haramain L'aventure (był bardziej dymny). Ten jest lekko świeższy i zdecydowanie bardziej cytrusowy. Chyba lekko syntetyczny, ale w necie spotkałem się z opiniami, że musi sobie poleżeć i "dojrzeć" (o ile to w ogóle możliwe). Platinium z korka wydawał się obiecujacy - coś w okolicach Montblanc Legend Spirit, ale bez jego słodyczy i tej gumy balonowej. W praktyce już słabiej. Lekko słodkawy, nawet przyjemny, ale niczym się chyba nie wyroznia. Parametry ciężko mi ocenić. Niby szybko przestałem go czuć, ale jakoś tak co chwilę gdzieś delikatnie się przebija. Jest tu leciutka nuta, której nie cierpię - coś gryzącego, co dobrej pory wyczułem w Lacoste Pour Femme, Dior Sauvage, Nautica Blue i chyba Bleu de Chanel. Z ich składów wnioskuje, że to może być cedr, ale cholera wie. Z Black Onyx mam chyba największy problem. Niczego podobnego jeszcze nie wąchałem. Otwarcie jest dziwne. Jakieś drewno doprawione nie do końca typową, roslinną słodyczą, której nie mogę zidentyfikować (chciałbym napisać marchewkowo-irysową, ale z jakiegos powodu w głowie pojawia mi się koniczyna pod postacią tych kwiatków, które wysysało się za dzieciaka;)). Coś mi to w każdym razie przypomina. Im dalej w las, tym lepiej, trochę się zmienia i dochodzi cos, co chyba kojarzy mi się z jakimś szałerżelem. Powinien być dość trwały, bo po prysznicu czułem go na ręce niemal tak samo, jak przed nim. Przyszedł też Clud de Nuit Intense w wersji damskiej, ale stara mówi, że nie zdzierży. Moje klimaty to też nie są, więc jeśli ktoś jest chętny, zapraszam. Rzekomo naśladuje Noir de Noir Toma Forda.