Ja pokazałem, co było używane. Niemcy mieli swoje założenia, które miały spełniać zegarki wojskowe i producenci mieli się do tego dostosować. Czarna tarcza, dolna sekunda, układ lumy na tarczy w A lub B, odporność na wstrząsy i wilgoć. Brytyjczycy podobnie, zegarki ATP które nie były zegarkami cywilnymi, a w końcowej fazie wojny, wręcz określili dokładnie jak taki zegarek ma wyglądać i pojawiły się Dirty Dozen, właśnie z dolną sekundą.
Stany początkowo również miały luźniejsze wytyczne i stosowano zegarki ORD-DEPT zarówno dla służby cywilnej jak i wojska, później założenia uściślono i weszły A-11 i pochodne. Z resztą A-11 w wersjach cywilnych były wtedy popularne (to te z nazwą producenta na tarczy i gładkim deklem) i do dziś funkcjonują na rynku. Prawidłowy A-11 ma nazwę producenta po prostu niewidoczną, ale jest na tarczy. Jest to tak naprawdę zwykły cywilny zegarek Bulova, Elgin itp. tylko dostosowany do wymagań specyfikacji, z poprawioną kopertą, przerobioną tarczą itp.
Moim zdaniem, jeśli to miałby być zegarek do różnych imprez rekonstrukcyjnych, to powinien być w miarę uniwersalny. Pasujący i nie gryzący się z żadną z rekonstruowanych scen. Dlatego coś w klimatach między pilotem, a zegarkiem polowym, z grubsza udający zarówno Niemca, jak i Ruska, czy Brytyjczyka. Amerykanie odpadają, bo ich zegarki są maleńkie i tutaj żadna reedycja się nie nada. To zegarki ~30mm, a reedycja jest po prostu wielka, ma około 38mm i różnica jest znaczna. Proponuję obejrzeć chociażby "Parszywą Dwunastkę" gdzie pięknie w kilku scenach widać, jak śmiesznie wyglądały te "damki" na potężnych męskich łapach. Akurat w tym filmie zagrały oryginały i świetnie je widać.