Żyłem w Warszawie, jeździłem do rodziny do Krakowa, Torunia i kilku innych większych i mniejszych miejscowości. Nikt nie przeglądał nam śmieci, klatki schodowe były otwarte całą noc, w latach siedemdziesiątych jadłem czekoladę, żułem gumę Donald, były cukierki i pączki, wędlina i kiełbasy, chleb który smakował chlebem, owoce, świeże ryby, grzyby i masło. Narzekało się, że kiedyś było lepsze, ale i teraz się narzeka. Miałem ubranie, podręczniki, przybory szkolne, trochę zabawek rodem z PRL lub DDR (klocki PB imitujące LEGO, nawet ząbki pasowały) aparat Zenith, zegarek Ruhla i dało się żyć. Ojciec był konstruktorem w fabryce urządzeń kreślarskich, matka pielęgniarką, babcia sekretarką w zakładach tworzyw sztucznych... co jeszcze chcesz wiedzieć?