-
Liczba zawartości
3087 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Sierżant Julian
-
Z tych danych nic nie wynika na razie.
-
W zasadzie nie ma czegoś takiego jak moc kolumn. Te 200W to tylko napis na tabliczce. Główne parametry kolumn to skuteczność i impedancja. Moc ma wzmacniacz.
-
Klub Miłośników Zegarków Tudor
Sierżant Julian odpowiedział Tommaso → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Nareszcie Pelagos z odrobiną życia w sobie. -
Kolega nie przeczytał był tego, co napisałem, a odpowiada. Proponuję przeczytać powtórnie. A z tym już koledze nie mogę pomóc, na takie pytanie odpowiedź każdy znajduje sobie sam na etapie wyboru kolumn do swojego domu. Szczerze mówiąc wątpię. Mogli się postarać, ale nie musieli, ich klientowi wystarczy zapewne, że parametry elektryczne będą w miarę podobne do oryginałów. Chociaż z drugiej strony, jak się kopiuje lampowca z lat bodaj 60. (a tym jest Mak 275), to skopiowanie wszystkich bebechów jest pewnie łatwą opcją.
-
Nie rozumiem zarzutu. Chodzi o to, ze "monitory odsłuchowe" (np. ATC albo Spendor) reprodukują czysty dźwięk jak w oryginale (czym by on nie był), a "kolumny audiofilskie" (np. ATC albo Spendor) produkują dźwięk służący tylko do masturbacji? Chętnie usłyszą szersze objaśnienie. BTW, w sypialni mam kolumny APS Io z przedwzmacniaczem/dakiem Lawry. Chyba popełniłem błąd, bo gdzie się onanizować, jak nie w sypialni, nespa?
-
Mogę. Wyżej ChinaZeel, a poniżej McChinol. EDIT: wkleiłem jeszcze ChinoMunda. https://pl.aliexpress.com/item/1005007287639765.html?spm=a2g0o.productlist.main.3.60af5fuG5fuGUr&algo_pvid=51ed6456-e7f1-46ec-be61-5d23f996b35f&algo_exp_id=51ed6456-e7f1-46ec-be61-5d23f996b35f-1&pdp_npi=4%40dis!PLN!2927.52!2924.79!!!5084.27!5079.53!%402103894417302889219923687e4de7!12000040076008114!sea!PL!1863768309!X&curPageLogUid=b9TOlzQG2sRv&utparam-url=scene%3Asearch|query_from%3A https://pl.aliexpress.com/item/1005007765384763.html?spm=a2g0o.productlist.main.21.60af5fuG5fuGUr&algo_pvid=51ed6456-e7f1-46ec-be61-5d23f996b35f&algo_exp_id=51ed6456-e7f1-46ec-be61-5d23f996b35f-10&pdp_npi=4%40dis!PLN!7878.40!7720.99!!!13682.52!13409.15!%402103894417302889219923687e4de7!12000042130116484!sea!PL!1863768309!X&curPageLogUid=3wECx6RjERUl&utparam-url=scene%3Asearch|query_from%3A https://pl.aliexpress.com/item/1005007974038120.html?spm=a2g0o.productlist.main.87.60af5fuG5fuGUr&algo_pvid=51ed6456-e7f1-46ec-be61-5d23f996b35f&algo_exp_id=51ed6456-e7f1-46ec-be61-5d23f996b35f-43&pdp_npi=4%40dis!PLN!20207.98!10103.99!!!35095.48!17547.74!%402103894417302889219923687e4de7!12000043101269252!sea!PL!1863768309!X&curPageLogUid=1r8x1u7eTMES&utparam-url=scene%3Asearch|query_from%3A
-
Na marginesie: jak już zacząłem przeglądać te chińskie strony, nie z drutami ale z elektroniką, odkryłem tam syndrom Davosy: tak jak Davosa (oraz wielu innych producentów) kopiuje wygląd roleksów 1:1, dając tylko własne logo, tak są firmy, które kopiują wygląd sprzętu hi-end, również dając własne logo. Zobaczyłem McIntoshe, DartZeele i Goldmundy zupełnie jak prawdziwe, tylko z inną nazwą. Proporcja cen była podobna, jak proporcja ceny Davosy do Rolka. I teraz pytanie: skoro oficjalnie akceptujemy "roleksy" od Davosy (przepraszam markę, ale ona akurat mi się napatoczyła, co nie znaczy, że jest pod tym względem wyjątkowa), to chyba powinniśmy akceptować McIntosha 275 od Ping-ponga, nie? To znaczy osobiście wydaje mi się, że nie, ale trudno mi powiedzieć, dlaczego, bo przykład zegarków bardzo tu miesza.
-
Grateful Dead: https://www.mcintoshlabs.com/about/news/mcintosh-and-the-grateful-dead-celebrate-the-final-tour-of-dead-and-co A tutaj z kolei wieele lat temu: https://audiophilestyle.com/ca/bits-and-bytes/woodstock-mcintosh-an-iconic-duo-r828/
-
Albo tego, ale to już naprawdę drogie:
-
Zdaje się, że Grand Seiko z grubsza w ten sposób poleruje swoje koperty. Chyba na znacznej części nagrań instrumentów dętych solo da się usłyszeć oddech. Nie mówiąc już o tym, że nawet oddech i mamrotanie pod nosem Glenna Goulda da się usłyszeć bez problemu. A on grał na fortepianie. Kolega wyraźnie niezorientowany. Ja na przykład przez wiele lat miałem u siebie duże studyjne kolumny Spendora, zanim w końcu zamieniłem je jednak na coś równie dobrego, ale ciut mniejszego. BTW, Spendor jest drogi parszywie. A kabli Vovoxa używam jako sieciowych oraz kiedy potrzebuję interkonektów XLR. Firma jest od kabli studyjnych. I nie kosztuje tyle, co Klotz czy Belden, w pewnych kręgach uważane za studyjne. Kosztuje sporo razy więcej. Widocznie muzycy też się nie znają. A są też tacy, którzy w studio używają kabli MIT albo Transparent Audio. Pewnie snoby. Potępiamy.
-
Może być słychać, ale po prostu Sherwood miał zapewne deficyt w niskich tonach, a Tonsile były w tubową wysokotonówką. W czasach PRL "znawcy" nazywali głośniki wysokotonowe Tonsilu "syki", i to miał być komplement bo uważano, że tak ma być.
-
Co najmniej na 21 kwarcach, to się wie. O, a koronka w jakiej zmyślnej rureczce. To powinno mieć jakąś nazwę firmową związaną z morzem, jak to u roleksa. Tube Oyster, Sea Cucumber albo coś.
-
Zwykle w takich razach ryczy. Nie lubię, jak ryczy.
-
Albo idziemy wyżej i wtedy Longines:
-
Ja nawet nie wiem, co to TWS. Ale pewnie będzie jak zwykle ze setka dużych przewodowych.
-
To jest pewien problem, ale ze sprzedawcami. Zegarki męskie zaczynają się od pi razy oko 35 mm, a kończą na 40 mm, a nie zaczynają. Powyżej 40 mm to jest już coś dla facetów z wielkimi łapami albo na wakacje. Natomiast w kostkach bezpieczne rozmiary w ogóle zaczynąją się od krótszego boku 30 mm albo i mniej, albo w przypadku kwadratu od powiedzmy nie więcej niż 33 mm. Kostka zawsze wygląd ana większą od okrągłego, bo wizualnie liczy się przekątna. Proponowałbym Vario Versa. Jest kwarcowy. https://vario.sg/collections/versa-reversible-watch-quartz
-
Sprzedam San Martin diver 39mm w typie SeaQ
Sierżant Julian odpowiedział Sierżant Julian → na temat → SPRZEDAM
Prosimy uprzejmie do góry.- 4 odpowiedzi
-
- san martin
- diver
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Co do winyli, to skoro mam około 1500 pyt winylowych, to co niby mam robić? Starać się dbać o nie i skompletować jak najlepiej grający tor analogowy, no nie? Nawiasem mówiąc, sporo egzemplarzy z lat 70. i 80., czyli mających minimum 40 lat, wciąż znakomicie gra i trzyma jakość. Nie mogę tego powiedzieć o wielu moich nagraniach na CD z lat 90.
-
Osobiście wolałbym, żeby te przezroczyste cosie były podświetlone, a najlepiej żeby migały w takt muzyki. Wtedy przynajmniej można by liczyć na atak epilepsji. W środku też pitolek, reszta grubości pytonga to musi być izolacja taka czy inna. W takich grubych często bywa powietrzna. W maniakalnych próżniowa ale to skrajnie rzadki przypadek. Byłbym, ale mam niestety konferencję gdzie indziej. Mam doroczne konferencje w listopadzie, które pokrywają sie zawsze z AS. Jak raz zrobili w październiku, to AS też od razu w październiku
-
Facet napisał to co myślał na temat, że nie ma sensu się zaperzać w sprawach marginalnych. Stwierdzenia czy kabel działa i jak tutaj nie znajdziecie, bo autorowi najwidoczniej ta kwestia była trzeciorzędna.
-
Jest w ostatnim zdaniu, jak mi się zdaje.
-
Nie można, bo to nie moje, a poza tym nie wszystko da się zapisać w trzech zdaniach. To nie komentarz na forum tylko felieton, czyli coś co z definicji zajmuje stronę druku.
-
Może zacytuję felieton ściągnięty z czasopisma HiFi i Muzyka sprzed kilkunastu lat: Cable wars Jednym z głównych zmartwień felietonisty, mającego na koncie więcej niż dziesięć utworów jest, aby się nie powtórzyć. Oczywiście sprawy naprawdę poważne (na przykład: ile dostanę za ten felieton?) wciąż pozostają na pierwszym miejscu, jednak tak czy inaczej problem istnieje. Aby nie znaleźć się w sytuacji staruszka, któremu Żyd chowa różne przedmioty ("Alzheimer, dziadku, Alzheimer"), od czasu do czasu sprawdzam, co też poprzednio zmajstrowałem. W wyniku takiej kontroli stwierdziłem, że jakieś pół roku temu pozostawiłem w zawieszeniu pewien pasjonujący temat. Tematem tym są przesądy i wierzenia audiofilskie. Owszem, wspomniałem o jednej czy dwu sprawach, które w wyniku aktywności wiernych nabrały nadspodziewanej wagi, ale tematowi wciąż daleko do wyczerpania. A głównym zagadnieniem, które z zakresu zwykłych doświadczeń słuchowych przeszło do kategorii sporów religijnych, jest kwestia okablowania. Muszę zastrzec, że nie mam zamiaru rozstrzygać: jest li kabel ważnym elementem systemu hi-fi czy nie jest. Nie dlatego, aby nie dało się tego jednoznacznie określić (jakkolwiek określeniu "ważny" faktycznie do jednoznaczności daleko). Określić to i owo się da, jednak problem religijny jest dlatego problemem religijnym, że jego przedmiot jest niedookreślony i takim ma pozostać. Posłużmy się przykładem wiary chrześcijańskiej. Jedno z jej głównych założeń, kwestia istnienia Boga, z definicji musi być nierozstrzygalne. Gdyby istnienie Boga dało się udowodnić, stanowiłoby to naruszenie zasady wolnej woli oraz koniec wiary jako takiej - w byty o udowodnionym istnieniu nie trzeba wierzyć, one po prostu istnieją. Przysłuchując się dyskusjom na temat kabli w systemach hi-fi nie mogę się oprzeć wrażeniu deja vu. Jeśli któryś z rozmówców nagle stwierdza, że wierzy lub też nie wierzy w kable (co jest nader częstym chwytem konwersacyjnym) to tym samym daje do zrozumienia, że problem nie nadaje się do rozstrzygnięcia na płaszczyźnie osobistego doświadczenia. I już z oddali dobiega śpiew chóralny i czuć zapach świec. Z punktu widzenia człowieka pozbawionego skłonności do szukania bytów wyższych w drucie doświadczenia ze sprzętem hi-fi są proste. Pewne jednostki są w stanie usłyszeć, że zintegrowany mini-system muzyczny gra inaczej niż system dobrany z dobrze zaprojektowanych oddzielnych elementów. To doświadczenie negują osoby nie słuchające muzyki oraz co bardziej podejrzliwi czytelnicy gazet codziennych, które lubią sobie czasem napisać o fortepianie za kaloryferem. Następne są osoby, które słyszą bez trudu różnicę pomiędzy jedną parą kolumn a drugą, albo pomiędzy wzmacniaczami. Ci również mają własne grono sceptyków. Następnie idą ci, którzy odróżnią odgłos wydawany przez jeden odtwarzacz CD od innego. Ci mają przeciwko sobie wszystkich wymienionych dotychczas plus część absolwentów studiów z dziedziny reżyserii dźwięku, których na odpowiednich kursach poinformowano że cyfra to cyfra, a bit to bit. I tak wreszcie, stopniowo, doszliśmy do facetów którzy twierdzą, że w odpowiednich warunkach da się odróżnić dźwięk przefiltrowany przez jeden kabel głośnikowy, od tego przefiltrowanego przez inny. Ci mają przeciw sobie wszystkich poprzednich plus osoby, które nie mają nic przeciwko dotychczas wymienionym zagadnieniom, ale uważają że "kable to już przesada". Innymi słowy: tej różnicy nie mieli okazji usłyszeć. Wracając do wspomnianego wcześniej człowieka niepodatnego na objawienia mistyczne, potraktuje on sprawę słyszenia lub niesłyszenia spokojnie. Nie usłyszał dziś, usłyszy jutro, jak sobie uszy umyje, albo nigdy, bo słuch już nie ten. Jednak jest w audiofilskiej populacji pewien procent jednostek, które w starożytnym Egipcie zajmowałyby zapewne stanowisko pomocnika kapłana. Taki osobnik źle zniesie fakt, że czegoś tam na razie nie usłyszał. On powie raczej jak Luter: tu stoję i stać muszę (nie pamiętam, co dokładnie Luter powiedział, ale było to coś w tym rodzaju). Niestety, przyjmując podobną postawę, uniemożliwia się sobie usłyszenie w przyszłości czegokolwiek sprzecznego z katechizmem. Od tego momentu bowiem kwestia, czy kabel "A" w systemie złożonym ze wzmacniacza Musical Satori, odtwarzacza Musical Nirvana i kolumn Musical Surprise spowoduje, że dźwięk będzie ostry i chrupki jak lód na kałuży w grudniowy poranek, natomiast kabel B w tej samej konfiguracji sprawi wrażenie, że powierzchnię tej samej kałuży pokrywa rzęsa trójrowkowa (Lemna trisulca), niezbyt paląca kwestia, od której nie zależy bynajmniej wynik wojny na Bliskim Wschodzie ani nawet wynik najbliższych wyborów parlamentarnych w ojczyźnie Piasta Kołodzieja, nagle nabiera wymiaru krucjaty. Ale po licho komu potrzebna jeszcze jedna krucjata, skoro skutki poprzednich do dziś sprawiają kłopot? Pozostaje pytanie o brzmienie kabli. Można by o tym coś napisać, ale kogo to w gruncie rzeczy obchodzi? O czym jest więc ten felieton? Może o kablach? Nie, on jest o fanatykach. O ludziach, którzy w sprawie kabla, słonej zupy albo następstwa w rodzinie Mahometa gotowi są zrobić krzywdę sobie i innym. Alek Rachwald
-
Czy audiofilizm był tutaj pomyślany jako obelga? Bo mam również gramofon...
-
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
Sierżant Julian odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dla kwadratowego zegarka 39 mm to nadal zdecydowanie dużo, ale niech tam. Nich twórca martwi się o swoje dzieło. Sprzedawać się będzie na pewno, a że jest dość rzucający się w oczy ze swoim kształtem, to może trochę wyprze z zajmowanych pozycji na nadgarstkach raperów złote submarinery. Nawiasem mówiąc, jest opinia, że to zrzyna z samego siebie, ale mnie się wydaje, ze jest też podobny do niektórych Cartierów.
