Ciężki miesiąc. Nie dość, ze kupiłem zegarek Monta Atlas, którego (bądźmy szczerzy) wcale nie potrzebuję, bo przecież mam już inny zegarek, to jeszcze się szarpnąłem i właśnie wywaliłem pieniądze na ramię Roksan Tabriz (oczywiście używane), na zamianę dla wysłużonej Regi 250. Reszta miesiąca chyba na sucharkach.
Owszem, producent określa go jako garniturowego GMT, chociaż moim zdaniem to niezupełnie tak. To jest wbrew wymiarom dosyć masywna sztuka, z pewnością nie klasyk do eleganckiego stroju.
Nie solidaryzując się z autorem postu (w sensie, że nie odczuwałem dotąd podobnej potrzeby) muszę jednak powiedzieć, ze temat jest odświeżająco nowy i ciekawy.
U mnie nie.
Ja też mam dwa, ale faktycznie jeden od jakiegoś czasu rozłączony. Zasadniczy w pokoju dziennym na dole, na Lebenie i kolumnach Opera, a drugi w sypialni na aktywnych kolumnach APS i przetworniku Lawry.
To nie tiffany, to aquamarine. Majfrendy nazwali to tiffany, bo kolor zrobił się modny od kiedy Patek wypuścił limitowanego Nautilusa w odcieniu o tej nazwie, ale to nie ten kolor na szczęście. Prawdziwy tiffany blue jest paskudny, z dodatkiem zieleni.
Niczego, moje zasadnicze kable to EWA, ale urwał mi się jeden wtyk więc poszło do naprawy. Przez ten czas system się spinał na wyciągniętych z szuflady Wireworldach, a teraz wróciło do normalnej konfiguracji.
Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.