Wszystkie mikrobrandy, których zegarki mam (poza jednym - ale to długa historia) nadal istnieją i działają. Mechanizmy standardowe, z serwisem zero problemów. Żaden z nich nie nawija papki a serwuje fajne zegarki w dobrych cenach, które niezmiennie cieszą. Fajnie wykonane, bez baboli jakościowych. Jak był problem z jednym czy drugim serwis szybko reagował i po kłopocie.
Póki Seiko było tanie więcej można było wybaczyć, paradoksalnie mam wrażenie, że jakość była wtedy lepsza.
Co do odjazdu Swiss Made: policz podwyżki Omegi w przeciągu ostatnich dwóch trzech lat, oby palców ci starczyło 😆
Sam dopiero co kupiłeś Longines’a i pierwsze co to jedzie do serwisu bo wskazówka GMT nie centruje.
Za co płacimy pytam? Bo nie za jakość, nie za fajne zegarki - płacimy za abstrakcyjny ideał luksusu i prestiżu.
A cieszą się tylko księgowi. Ja ograniczam się do mikro, niezależnych i marek niszowych i uwierz mi, że mam w czym wybierać. Świat nie znosi próżni i w ślad za odlatującym mainstreamem pojawiają się chętni, by wypełnić luki. A wszystkim wielkim życzę kryzysu na miarę kwarcowego, który zweryfikuje ich podejście i traktowanie klientów jak Muppetów.