Ciekawe zagadnienie, jakby je dobrze przemyśleć, to można by pracę naukową napisać.
U nas chyba nigdy nie było remisji, ale to raczej z braku nasilonych objawów. Był okres wzmożonego "zatowarowywania", ale to raczej ze względu na chęć poznania organoleptycznie co nam pasuje bardziej, a co mniej. Jak wiadomo najłatwiej nabiera się doświadczenia mogąc obcować na co dzień z danymi zegarkami... a że środki pozwalały, to kupowaliśmy. Mając doświadczenie i wiele sztuk w szufladzie, jakby z automatu, kupuje się mniej... Nawet @Paulus57 zaprzestał hurtowych zakupów chińszczyzny, ba redukuje ilość posiadanych sztuk.
Artur ogranicza się do Orisa. My jesteśmy wielomarkowi, acz ze wskazaniem na Longinesa... Wiele doświadczeń, różne drogi... Generalnie, to fajne jest to hobby (oczywiście jeśli nie ogranicza się tylko do kupowania dla kupowania). Szczególnie, jeśli wraz z czasem rośnie nam nie tylko ilość "przerobionych" sztuk, ale i wiedza.