Z racji turystycznego charakteru wyjazdu poruszałem się głównie w kręgach kelnerów, recepcjonistów, sklepikarzy i wielonarodowego tłumu turystów oraz pasażerów wszelkich form komunikacji zbiorowej 😉. W turystycznych rejonach miasta, reprezentacja lokalnej społeczności z pewnością była dość specyficzna i niereprezentatywna dla całego tureckiego społeczeństwa.
Zresztą ja o Turkach jako takich chyba ani jednego złego słowa tutaj nie napisałem, bo cały ten podróbkowy biznes (zarówno zegarkowych jak i ciuchowych) jest rzeczywiście nakierowany głównie na turystów - przede wszystkim tych zagranicznych.
Natomiast przy tej okazji mam jeszcze jedno spostrzeżenie, powiedzmy że psychologiczno-socjologiczne.
Kiedy spacerowałem po Istambule, już po zobaczeniu jak handluje się tam masowo i otwarcie podróbkami, to każdy nosiciel eleganckiego zegarka oraz każda elegancka pani z torebką LV na ramieniu budzili moje podejrzenia co do oryginalności. Nie tylko, kiedy było to w kontekście kontrastu (kelner z Hublotem), ale w innych sytuacjach również.
Natomiast kiedy rok wcześniej spacerowałem po Mediolanie, to każda elegancka torebka LV na ramieniu eleganckiej pani, takich podejrzeń we mnie nie budziła. Choć być może niektóre z tych torebek też pochodziły z bazaru Turcji. Podobnie, jakoś nie wzbudził moich podejrzeń Rolex na nadgarstku pani prowadzącej do stolików gości w eleganckiej restauracji w Porto Cervo.
Tak to otoczenie w jakim przebywamy wpływa na nas i buduje naszą percepcję.