-
Liczba zawartości
258 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez McIntosh
-
Concord Records.... 🙁 To te dupki, które "sprzątnęły" 20 lat temu jedną z moich ulubionych wytwórni płytowych czyli Telarc Records. Aktualny katalog Telarca to dramat w porównaniu do tego czym ta firma była kiedyś.
-
Tutaj też ciekawe porównanie, winyl vs SACD.
-
Zawsze można to zmienić aczkolwiek możliwość osobistego poznania artystów to też wspaniałe doświadczenie i super wspomnienia. Ja wybieram Filharmonię Narodową z racji miejsca zamieszkania. Tu mam najbliżej. No jest jeszcze Żelazowa Wola, ale regularność wydarzeń muzycznych nie ma tu żadnego startu do FN. Co do YT to też mam pakiet premium, ale wykorzystuję platformę, żeby w ogóle poznać nowości płytowe. Jak muzyka przypadnie mi do gustu, to kupuję fizyczny nośnik, bo jakość dźwięku znacznie lepsza, a i wspieram w ten sposób artystów, co też jest dla mnie bardzo ważne. Trzeba wspierać tych, którzy wnoszą do życia tak wiele radości, emocji i wzruszeń. I tak na fali moich poglądów zebrałem słowny łomot w mediach społecznościowych, bo poparłem wprowadzenie opłaty reprograficznej. Miałem dosłownie wszystkich przeciwko sobie w dyskusji. Działo się. 🙂
- 220 odpowiedzi
-
3
-
- muzyka klasyczna
- barok
- (i 8 więcej)
-
Dziś 11 listopada, Święto Niepodległości, więc teraz Polska. Do posłuchania wybrałem płytę zespołu dla mnie absolutnie wyjątkowego. Zespołu, który wyprzedził swój czas i choć w latach w jakich tworzył kasy wielkiej z tego nie było, to wartość artystyczna jego muzyki sprawiła, że stał się legendarny. Mam na myśli fenomenalny, nietuzinkowy, genialny Kobong. Kapela została założona przez dwóch gości, którzy nadali bieg krótkiej, choć intensywnej muzycznej podroży. Byli to basista Bogdan Kondracki oraz specjalista od polirytmii i w ogóle połamanych rytmów, a mianowicie perkusista Wojciech Szymański. Obaj z wykształceniem muzycznym grali wspólnie tworząc zręby tego, czym Kobong miał być. Następnie dołączył do nich Robert „Sadek” Sadowski, który z zespołem Houk nagrał rewelacyjną płytę pt. „Transmission Into Your Heart” - moim zdaniem jedną z najlepszych w historii polskiego rocka. Skład uzupełnił drugi gitarzysta Maciej Miechowicz i tak powstał Kobong. Nie jest więc prawdą to, co podają internetowe portale, że „Sadek” założył Kobonga. Niezależnie od tego był jednym z kluczowych „elementów” muzycznej układanki grupy. Jego technika gry na gitarze (biały Gibson Les Paul) przypominała malowanie dźwiękiem, gdzie akordy charakteryzowało pełne, soczyste brzmienie, a nie jakieś tam pitolenie pryma / kwinta. Było w tym coś z Hendriksa, lecz z masą przesteru, co dało świetny efekt. Kobong jechał więc jak walec drogowy, choć w niektórych kompozycjach pojawiło się też trochę klimatycznych, przestrzennych dźwięków. W grze zespołu nie brakowało elementów improwizacji prowadzącej gdzieś w okolice jazzu. Na przykład w kompozycji pt. „Po pas” z łatwością można odnaleźć brzmienia znane z płyt Milesa Davisa z okresu, kiedy grał fusion. Ambitne, mocne, metalowe riffy opatrzono nieoczywistą rytmiką, co sprawiło, iż powstała muzyka trudna w odbiorze dla niezbyt wyrobionych słuchaczy. Na domiar złego, wytwórnia nie zadbała o odpowiednią promocję albumu, więc potencjał perły polskiego metalu został zaprzepaszczony. Ludzie nie potrafili też zrozumieć, co Kobong właściwie rzeźbi. Zrozumieli i docenili po latach na fali popularności zespołu Meshuggah. Cóż, cudze chwalicie, swego nie znacie.
-
Coś w tym jest, ale islam okazuje to nie tylko werbalnie.
-
Jak to socjalista aczkolwiek mnie to wszystko nie klei się z wyznaniem Mamdaniego. Islam postrzegam jako zagrożenie dla świata zachodu i w ogóle religię zamordyzmu. Gdzie się w tym wszystkim odnalazł liberalny Nowy Jork? Instynkt samozachowawczy ich zawiódł czy to już desperacja?
-
Winyl, CD / SACD.... Niezależnie od wyboru nośnika, to jednak nie ma nic lepszego jak muzyka na żywo. W ostatnią sobotę było u mnie tak... Filharmonia Narodowa, Witold Lutosławski i koncert na wiolonczelę (Sol Gabetta) oraz orkiestrę, a w drugiej części X symfonia Szostakowicza. Było super. 👍
- 220 odpowiedzi
-
4
-
- muzyka klasyczna
- barok
- (i 8 więcej)
-
Islam w natarciu. Co poszło nie tak? 🤔
-
Różnie bywa z cenami. Kolekcjonuję płyty SACD z wytwórni Esoteric, a tu kwoty są w przedziale od 400 do 800 zł w zależności od tytułu. Japońskie wydania CD mini LP są w cenach od 2000 do 6000 jenów. Przy kwocie 6000 jenów to już wychodzi cena płyty analogowej. Co do trwałości, to wiele zależy od tego, jak płyta była użytkowana. Jazzowe first pressy z lat 50. nadal potrafią pięknie zagrać, ale na to składa się wiele czynników. No i niestety trzeba się z tym certolić. Płytkę CD po prostu wyjmujesz z okładki lub pudełka i słuchasz. Płytę winylową trzeba przynajmniej przetrzeć z kurzu, wziąć wagę i sprawdzić docisk igły, żeby mieć pewność, że nic się w ustawieniach gramofonu nie przestawiło. Igłę też trzeba przeczyścić. Jest z tym trochę „zabawy”. No i trzeba nauczyć się ignorować szum płyty oraz występujące trzaski. W przypadku analogu jest dobrze, jak igła z rowka nie wyskoczy, a to się zdarza też na zupełnie nowych płytach jeżeli w procesie produkcyjnym poszło coś nie tak. Winyle to momentami istny tor przeszkód, ale i dźwięk niezapomniany. Przy odtwarzaczu CD z brzmieniem nie pokombinujesz, a z gramofonem możesz zrobić niemalże wszystko. Kalibracja zmienia dźwięk, wkładka zmienia dźwięk, możesz wymienić ramię - wiele możliwości.
-
Płyty analogowe wymagają zdecydowanie więcej uwagi niż płyty CD. Podobnie jest ze źródłem. Odtwarzacz CD po prostu gra i po sprawie, natomiast gramofon wymaga kalibracji i ostrożności jeżeli nie chcesz zniszczyć cennych płyt winylowych. No ale to piękne przedmioty zwłaszcza, gdy polichlorek winylu nie zawiera barwnika na całej powierzchni płyty, ale barwnik tworzy wielokolorową grafikę. Super to wygląda. No i poligrafia - okładki winyli są nie do pobicia. Jest w tym coś pasjonującego. Gramofon i płyta analogowa jest jak zegarek mechaniczny. Odtwarzacz CD i płyta CD to zegarek kwarcowy, który jest dokładniejszy w pomiarze czasu, mniej kłopotliwy i tańszy w serwisie, a jednak wielu z nas kupuje zegarki mechaniczne. Takie życie.
-
Nie twierdzę, że to najlepsze role Ala Pacino, choć na przykład scena Bóg kpiarz z filmu „Adwokat diabła” zapadła mi w pamięć. To była petarda w wykonaniu Ala Pacino. Natomiast raczej unikam rankingowego klasyfikowania filmów.
-
Pełna zgoda. Fenomenalny aktor. Świetnie zagrał też w filmie pt. "Rekrut". Polecam, jeżeli komuś z Was umknął ten film.
-
Nie powiedział, ale w pytaniach Michaela dało się wyczuć sceptycyzm między słowami. Poniekąd rozumiem też Jego dystans do sytuacji. Michael Fremer to nie jest przypadkowy gość, a jego stwierdzenia bywają opiniotwórcze. Pewnie nie chciał powiedzieć czegoś nieprzemyślanego.
-
I jeszcze dorzuciłbym "Adwokat diabła". Rola Ala Pacino "rozwala system". Co za genialny aktor.
-
Mam tę płytę na CD i na czerwonym winylu (limitowane wydanie z 2020 roku). SACD chyba sobie odpuszczę. Powoli z wielkim trudem jakoś uczę się akceptować wady płyt analogowych i chyba w ogóle pójdę już całkowicie w winyle. Jest w tym trochę cierpienia, ale też dużo fajnej zabawy. No i jednak poligrafia nie do pobicia, a to dla mnie bardzo ważny aspekt. 🙂
-
A moje ulubione filmy, które mogę oglądać wielokrotnie bez oznak znudzenia to American Psycho i Vanilla Sky. 😬
-
Też myślę, że tu jest problem, bo w żadnym innym przypadku taka sytuacja u mnie nie występuje. Co tam kabelki. Michael Fremer z ostatniej wystawy AVS pokazał produkt Nirvana Audio obok którego nie mógł przejść obojętnie, więc postanowił zadać kilka pytań prowadzącemu prezentację. Za "skromne" 2,5 tys. dolców można kupić coś, co podobno poprawia dźwięk całego toru odsłuchowego. Takie cuda panie... Zapewne podwojenie lub potrojenie wspomnianej kwoty przyniesie bardziej spektakularny efekt. 😉
-
Mnie bardziej podoba się „Reminiscence” Mietka Kosza, a i w dyskografii Leszka Możdżera też znajdzie się kilka perełek.
-
Dziś u mnie wirtuozi technicznego death metalu czyli Archspire. Rzeźnia do kwadratu. 😈
-
Dziękuję za ciekawy artykuł. Co prawda publikacja odnosi się do płyt CD-R, a więc takich, gdzie dane na nośniku zapisywane są w procesie tzw. wypalania czyli nagrywane przy użyciu nagrywarki. Moje płyty CD są tłoczone, a to jednak wiele zmienia w kontekście trwałości zapisanych na nich danych (czyli muzyki). W każdym razie moją uwagę zwróciło stwierdzenie, żeby płyty okresowo czyścić. Nie przyszło mi do głowy, żeby czyścić powierzchnię płyty CD jeżeli ta była w stanie idealnym przynajmniej w ocenie wzrokowej. Ogólnie jest to słabo wykonalne w sytuacji, gdy mam w kolekcji kilka tysięcy płyt CD i około tysiąca winyli. Kiedy ja miałbym na to znaleźć czas? 🙂
-
Nie wygląda to na grzybicę. Grzybica ma ciemny kolor, a na moich niektórych płytach ten nalot jest zbliżony do koloru białego. Mam przypuszczenie, że chodzi o folie, w których znajdują się płyty CD wydawane w formacie mini LP. Na szczęście daje się to usunąć. W opakowaniach z tacką (digipack, jewel case) ten problem w ogóle nie występuje. Podobnie w wewnętrznych kopertach od Mobile Fidelity - tu również zero problemów. Coś z tymi foliami chyba Japończykom „nie pykło”.
-
A do mnie dotarła taka oto buteleczka... Muszę ratować stare, japońskie wydania mini LP. Nie wiem, co jest, ale na niektórych płytach z wewnętrznej folii powstaje jakiś dziwny (nie wiem, jak to nazwać) osad. Dobre 20 minut walczyłem z debiutanckim albumem RATM zanim udało mi się płytkę tak doczyścić, żeby była w stanie idealnym. Co to za cholerstwo? 🤔 Płyta jest z 2008 r.
-
Klub Miłośników Zegarków IWC Schaffhausen
McIntosh odpowiedział arek-legnica → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Oczywiście możemy się różnić opiniami, ale od stwierdzenia: "Rolex to zegarki nie dla mnie" do stwierdzeń jednego z kolegów jest daleka droga. Poniżej cytaty: Ja śmiem twierdzić, że każdy kto ma wiedzę na temat konstrukcji mechanizmów, doceni Roleksa. Przecież ich wychwytu Dynapulse nie powstydziłby się Patek Philippe. A zresztą co ja będę się produkował... https://www.rolex.com/pl/watchmaking/features/movement @MacSen Ad1. Zgoda. Rolex "umie w zegarki". Ad2. Popularność Roleksa nie wynika z walorów merytorycznych, co nie oznacza, że stoi to w sprzeczności zegarmistrzowskimi kompetencjami producenta. Czy za porównywalne środki można kupić lepszy zegarek? Zastanowiłem się nad tym chwilę i nie widzę alternatyw biorąc pod uwagę jakość mechanizmu oraz proporcje w wymiarach koperty. Ad3. Akurat Rolex próbował ukrócić działania flipperów zresztą nie on jeden. Przykład z mojej pasji muzycznej. Japończycy wydają płyty CD w formacie mini LP. To chodliwy, limitowany towar, który na rynku wtórnym potrafi osiągać zawrotne ceny w porównaniu do ceny z metki jeżeli tytuł jest poszukiwany. No i chcąc kupić nową płytę mini LP czasem zdarza się następująca informacja: "You may purchase only 1 item of this product". Oczywiście można sprobować złożyć zamówienie w kilku sklepach, ale Japończycy jakoś to sprawdzają, bo jak chciałem zamówić limitkę "Hackney Diamonds " to w jednym sklepie poszło bez problemu, a w drugim zablokowali mi zamówienie i zwrócili kasę. Taka sytuacja. Wracając do Roleksa, rynek zdecydował, że jest, jak jest. Gdyby ludzie mieli hype na IWC, to dziś może narzekalibyśmy, że Big Pilot 43 nigdzie nie jest dostępny i trzeba długo czekać na zakup zegarka. Takie życie. -
Klub Miłośników Zegarków IWC Schaffhausen
McIntosh odpowiedział arek-legnica → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Rolex to firma wspaniała, która od czasów mechanizmu 3135 zrobiła duży postęp. Ich mechanizmy w kontekście zegarmistrzostwa są fascynujące, znacznie lepsze od zdecydowanej większości firm zegarkowych. Jedyny "zarzut", jaki można mieć do Roleksa to brak wielkich komplikacji, ale to zarzut na zasadzie, że jak muszę to coś na siłę znajdę. Zupełnie nie rozumiem, jak można aktualnie krytykować Roleksa? -
Dobrze, że nie ma wątku o gramofonach. Słuchanie muzyki z płyt analogowych ma słodko-gorzki smak i tu miałbyś już jazdę bez trzymanki, bo w gramofonach znacznie więcej elementów wpływa na dźwięk.
