To już chyba ostatni (no, może przedostatni) tydzień z porannymi przejażdżkami... Problemem nie jest wczesne wstawanie, bo latem potrafiłem wstawać o 4tej, żeby 2-3h na spokojnie, przed pracą pokręcić. Teraz trzeba wstać później (bo ciemno), wpadam już w godziny szczytu na moich trasach, a jazda w korku to nie jest to, co mi odpowiada. Za chwilę będzie więc mniej jeżdżenia rowerem (pewnie tylko weekendy), a w tygodniu jakaś siłownia i ćwiczenia ogólnorozwojowe. No chyba, że trenażer wreszcie odpalę 🤔