-
Liczba zawartości
2707 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Autor1984
-
Mój ładniejszy
-
@Krakus1 Jerzy, dziś chyba odbierasz? Ciekaw jestem Twojej opinii. Przyjemności z jazd próbnych.
-
Zegarek Klubowy 2026 - dyskusja
Autor1984 odpowiedział Paweł Bohacz → na temat → Zegarki i inicjatywy związane z zegarkami
Jako członkowie Stowarzyszenia, zgodnie ze statutem, rozdz. III, § 9, nabywa się określone prawa, obowiązki, a także uprawnienia do korzystania ze świadczeń i pomocy Stowarzyszenia na warunkach preferencyjnych. To są właśnie pewnego rodzaju przywileje wynikające z członkostwa. Nic bardziej skomplikowanego - wystarczy złożyć deklarację członkowską i z dumą nosić wpinkę klubową. -
Jerzy, jeżeli nosisz się z zamiarem kupna (zmiany), to zrobiłeś bardzo dobrze. Szczerze przyznam, że po jeździe próbnej (kwiecień 2023) już nic innego mi nie odpowiadało. Ten samochód zdecydowanie powoduje, że wszystko inne wydaje się "miałkie" - zwykłe dupowozy z punktu A do B. Oczywiście poza RR i B, którymi nie miałem nawet możliwości się przejechać, a nawet nie chciałbym… Na pewno nie teraz. Jeżeli zaś nie chcesz zmieniać samochodu, to… no, sam zobaczysz.
-
W latach 90. jako młody chłopiec pracowałem w wypożyczalni kaset, aby zarobić na kasetę, którą mogłem później obejrzeć. Jak chciałem rower, to przez 3 sezony jeździłem do Ojca na budowę, by w końcu upragnione MTB otrzymać... Na studiach dziennych pracowałem praktycznie w każdy weekend. I chyba właśnie tutaj pojawia się jeszcze jeden problem - coś, co nazwałbym "szczepionką antysocjalizmu". Ona niestety słabnie z każdym kolejnym pokoleniem. My pamiętamy, że pieniądze nie brały się z bankomatu, a rzeczy, które dzisiaj są dla młodych oczywistością, kiedyś wymagały pracy, wyrzeczeń i często długiego czekania. Dokładnie tak, jak napisałeś - jesteśmy dzisiaj na etapie, na którym konsumpcja naturalnie eksplodowała. I czasami z obrzydzeniem patrzę w mediach społecznościowych na tę falę konsumpcjonizmu. Młodzi ludzie, którzy w wielu przypadkach nie musieli jeszcze doświadczyć ciężkiej pracy ani wyrzeczeń, otrzymywali od rodziców rzeczy, na które ich rodzice pracowali przez całe życie. Trudno więc oczekiwać, że będą mieli takie samo podejście do pieniędzy i budowania kapitału. Dlatego właśnie tak istotna jest świadomość społeczna i odbudowa tych struktur, o których pisałem wcześniej. W przeciwnym razie możemy stworzyć społeczeństwo pozornie zamożne, ale w istocie przyzwyczajone przede wszystkim do przewalania pforsy na przyjemności. To jest bardzo łatwy model życia, dopóki pieniądze są... Znacznie trudniej jest zbudować coś, co te pieniądze będzie generowało również dla następnego pokolenia. I tutaj ogromna odpowiedzialność spoczywa na rodzicach. To oni powinni nauczyć młodych, że pieniądze nie są wyłącznie narzędziem do natychmiastowego spełniania zachcianek, ale również środkiem do budowania niezależności, własności i przyszłości. Że można korzystać z życia, ale jednocześnie trzeba coś po sobie zostawić. Kraj należy zostawić lepszym, aniżeli się go zastało. Teraz czytam ile nieruchomości skupują Ukraińcy. Podobno MSWiA wzmacnia współpracę z GIIF i KAS w zakresie bezpieczeństwa finansowego, przeciwdziałania praniu pieniędzy i legalności transakcji, pokazuje, że nie jest to całkowicie abstrakcyjny problem.
-
Janku, tylko jedną rzecz ująłbym nieco inaczje. My nigdy nie powinniśmy "nasycić się" np. nieruchomościami. To powinna być zawsze linia wznosząca - ziemia, domy, mieszkania, przedsiębiorstwa, i kapitał. Oczywiście pod warunkiem, że ten kapitał w możliwie dużym stopniu pozostaje w polskich rękach. I tu dochodzimy do rzeczy znacznie szerszej niż samochód, zegarek czy obraz. Polacy, żeby mogli pozwolić sobie na umiarkowany konsumpcjonizm, powinni odbudować warstwę społeczną, którą można nazwać elitą. A elity nie buduje się w jednym pokoleniu. To jest proces na kilka pokoleń. Przed wojną istniała w Polsce warstwa ludzi, którzy nie tylko posiadali majątek, ale również tworzyli kulturę, kolekcjonowali sztukę, budowali biblioteki, fundowali przedsięwzięcia społeczne, utrzymywali zabytkowe rezydencje i byli częścią pewnej ciągłości kulturowej. II wojna światowa tę warstwę w ogromnej mierze zniszczyła. Niemcy i Sowieci prowadzili planową eksterminację polskich elit - naszej inteligencji, ludzi nauki, kultury, gospodarki, administracji i życia społecznego. A później przyszły kolejne dziesięciolecia pieprzonego komunizmu. Majątki zostały znacjonalizowane, właścicieli pozbawiono ich własności, a ogromna część dworów, pałaców i innych rezydencji popadła w ruinę, została rozgrabiona albo rozebrana. Tylko na Dolnym Śląsku przed wojną istniało podobno 1100 zamków, pałaców i dworów, a po 1945 roku wiele z nich zostało zniszczonych lub utraciło swoją pierwotną funkcję. Do tego dochodzi gigantyczna strata dóbr kultury. Szacuje się, że w czasie II wojny światowej Polska utraciła ponad PÓŁ MILIONA ruchomych dóbr kultury. To nie jest wyłącznie kwestia pieniędzy. To jest przerwanie ciągłości kulturowej. Dlatego uważam, że odbudowa tej warstwy wymaga czasu. Nie wystarczy, że ktoś dzisiaj zarobi dużo pieniędzy i kupi drogi obraz, rzęźbę czy inne rękodzieło. Potrzeba kilku pokoleń, które będą budowały majątek, ale również wykształcenie, kulturę, kolekcje, tradycje rodzinne i świadomość tego, co warto zachować i przekazać dalej. I oczywiście absolutnie nie przeszkadza mi, że ktoś kupuje obraz młodego artysty, o którym wspomniał Waldemar. Wręcz przeciwnie. Tak właśnie zaczyna się budowanie kolekcji. Tyle że obok tego powinniśmy odbudowywać znacznie szerszą strukturę. Jeżeli więc kiedyś jako społeczeństwo będziemy mieli już własne domy, mieszkania, przedsiębiorstwa, ziemię i kapitał, wtedy naturalnie przyjdzie większa przestrzeń na kolekcjonerstwo czy inne rzeczy, które nie mają już wyłącznie użytkowego charakteru. Dlatego moim zdaniem nie powinniśmy nigdy dojść do punktu, w którym uznamy, że "już wystarczy" - osiągnęliśmy cel. Majątek powinien być pomnażany, a kapitał, również kulturowy - przekazywany dalej. Bo silnego, zjednoczonego i wpływowego państwa nie tworzy się wyłącznie wysokim PKB. Tworzy się przez świadomą warstwę społeczną, która potrafi ten dorobek pomnażać i chronić. My po prostu musimy odbudować to, co innym społeczeństwom pozwalało budować się przez kolejne pokolenia. I to siłą rzeczy musi potrwać. Dlatego nie mam problemu z tym, że ktoś zamiast obrazu kupuje samochód, podróżuje albo kupuje zegarek. Problem zaczynałby się dopiero wtedy, gdybyśmy jako społeczeństwo przestali budować i pomnażać, a zaczęli wyłącznie konsumować. Sztuka jest ważna. Ale żeby mieć komu ją kupować, od kogo ją kupować i komu ją później przekazać, trzeba najpierw mieć społeczeństwo posiadające kapitał, własność i ciągłość pokoleniową. A skoro już wspomniałem o budowaniu własności i kapitału, warto spojrzeć również na to, kto kupuje polskie nieruchomości. Według danych MSWiA wśród cudzoziemców nabywających nieruchomości w Polsce od lat widoczną grupę stanowią m.in. Niemcy, Holendrzy i Duńczycy. Szczególnie istotny jest pas północno-zachodni kraju, w tym województwo zachodniopomorskie. I nie chodzi mi o to, że cudzoziemiec kupujący mieszkanie czy dom jest zjawiskiem samym w sobie złym. Chodzi o coś znacznie ważniejszego: o strukturę własności kapitału w długim okresie. Państwo, którego obywatele posiadają ziemię, nieruchomości, przedsiębiorstwa i kapitał, ma zupełnie inną pozycję niż państwo, w którym coraz większa część tych aktywów znajduje się w rękach kapitału zewnętrznego. Dlatego właśnie uważam, że naszym celem nie powinno być "nasycenie się" nieruchomościami czy majątkiem. Powinniśmy je pomnażać przez kolejne pokolenia. I powinien być to proces nieprzerwany. Tyle ode mnie.
-
Waldek, chyba trochę inaczej odczytałeś mój wpis. Ja nie pisałem, że za komuny Polacy nie mieli czasu ani pieniędzy na sztukę. Oczywiście, że byli ludzie, którzy kupowali obrazy czy meble dlatego, że im się podobały. Twój przykład jest tego świetnym dowodem. Pisałem o obecnych czasach i o różnicy w priorytetach. Nie każdy musi być kolekcjonerem sztuki i nie każdy musi mieć potrzebę jej poznawania. Jeżeli ktoś ma pasję, gust i kupuje coś dlatego, że mu się podoba, a nie dlatego, że liczy na zysk - świetnie. Tylko trudno oczekiwać, że ktoś, kto dopiero "dorobił" się własnego domu ( często krecha na 25 lat), samochodu i względnego finansowego bezpieczeństwa, zaiwestuje w sztukę. Zdecydowanie w pierwszej kolejności jakieś "luźne" pieniądze przeznaczy na podróże i poznawanie świata, a nie na rzeźby. 37,5 miliona Polaków mi się oczywiście nie zwierza, ale sądzę, że jesteśmy po prostu bardziej praktycznym i pragmatycznym społeczeństwem niż część rozpieszczonych społeczeństw Zachodu... EDIT: Poprawka składni...
-
Tak jak wspomniał Przemek w wielu przypadkach jest to korzystniejsze podatkowo, a dodatkowo daje możliwość użytkowania auta, na które przy zakupie za gotówkę nie każdy chciałby przeznaczyć taką kwotę. Trudno się więc dziwić, że ktoś zamiast oddać te pieniądze państwu (choć możliwości amortyzacji i rozliczania drogich samochodów są dziś coraz bardziej ograniczane) wybiera samochód, którym może na co dzień jeździć. A sztuka? Sztukę trzeba przede wszystkim rozumieć i mieć na nią czas. Kupienie obrazu dla posiadania? No nie wiem. Poza tym obraz, rzeźba czy grafika wymagają odpowiedniego wnętrza i pewnej świadomości estetycznej. Dziś dominuje minimalizm, więc nie każdy tego potrzebuje czy chce w swoim domu. Jeżeli ktoś ma trochę wolnych środków, to zdecydowanie łatwiej i bezpieczniej kupić obligacje indeksowane inflacją albo złoto. I chyba lepiej kupić coś, co rzeczywiście sprawia nam przyjemność (zegarki, biżuterię), niż kupować sztukę tylko po to, żeby wyglądało, że się ją rozumie. Poza tym nie zapominajmy o jednej rzeczy. Zachód po wojnie miał kilkadziesiąt lat względnej stabilizacji i bardzo dynamicznego wzrostu gospodarczego. W latach 50., 60. i 70. zachodnioeuropejskie społeczeństwa stopniowo przechodziły od odbudowy do społeczeństwa konsumpcyjnego - ludzie zaczęli posiadać własne domy i mieszkania, kupowali samochody, poprawiali standard życia, a dopiero wraz z osiąganiem większej stabilności i zamożności coraz częściej pozwalali sobie na rzeczy, które nie były już potrzebą, ale przyjemnością czy formą ekspresji: zegarki, sztukę, ogólnie na kolekcjonerstwo "dupereli". My mieliśmy zupełnie inną historię. Wojna, później "czerwona przyjaźń", gospodarka centralnie planowana, niedobory, a następnie dopiero od 1989 roku możliwość rzeczywistego budowania prywatnego majątku. Nic więc dziwnego, że przez pierwsze dekady wolności nadrabialiśmy przede wszystkim to, czego wcześniej zwyczajnie nie mieliśmu. Dlatego nie dziwi mnie, że dziś w Polsce ktoś w pierwszej kolejności buduje dom, leasinguje dobry samochód, nabywa mieszkanie, które urządza według własnego gustu, zamiast kupować obrazy młodych absolwentów ASP. To jest naturalny etap dorabiania się społeczeństwa. Mam wręcz wrażenie, że pod względem konsumpcyjnym i mentalnym jesteśmy miejscami mniej więcej tam, gdzie część Zachodu była kilkadziesiąt lat temu. Kiedy człowiek zaczyna mieć poczucie stabilności, pojawia się przestrzeń na fanaberie, pasje i rzeczy zupełnie niepotrzebne do życia.
-
U mnie wychodzi 672 300,00. Głównie przez "Design Pure Excellence Individual Premiere Collection", w którym to dostępna jest biała skóra. Znając zycie, pewnie bym coś jeszcze dołożył, ale w 700 000,00 zamknałbym całośc. Merol, którego ostatnio konfigurowałem to ~ 805 000,00zł...ale z V8 na pokładzie
-
"Nikogo nie dziwi" - to chyba jednak zbyt daleko idące stwierdzenie. Natomiast z pewnością przez wiele dekad byliśmy społeczeństwem bardziej praktycznym niż Włosi i trudno się temu dziwić. Oni po wojnie korzystali z Planu Marshalla i odbudowywali kraj w zupełnie innych warunkach, my natomiast pozostawaliśmy pod sowieckim butem i musieliśmy odbudowywać państwo oraz gospodarkę w warunkach gospodarki centralnie sterowanej. Nie generalizowałbym też, że posiadanie drogiego zegarka automatycznie oznacza chęć epatowania majątkiem. To, że Ty mając luźne pół miliona kupiłbyś F.P. Journe, jest Twoją decyzją i rozumiem ją w pewnym stiopniu. Są jednak ludzie, którzy swoje priorytety ustawiają zupełnie inaczej. Dla mnie i zapewne dla wielu innych ważniejsze są nieruchomości, środki transportu czy szeroko rozumiany majątek trwały, a dopiero później rzeczy będące w dużej mierze przyjemnościami - broń, motocykle, zegarki itd. Oczywiście masz rację, że F.P. Journe może być znakomitą lokatą kapitału, podczas gdy samochód jest przede wszystkim kosztem. Tyle że dokładnie tak samo można patrzeć na nieruchomość. Każdy z nas ma po prostu inną hierarchię potrzeb i przyjemności. A co do Włochów, mam wrażenie, że przykładają większą wagę do ubioru, wyglądu, Vespy czy zegarka na nadgarstku. I dobrze...wolność polega również na tym, że każdy może wydawać własne pieniądze na to, co uważa za wartościowe. Zabieram jednak głos dlatego, że moim zdaniem siły narodu i państwa nie buduje się przede wszystkim własnymi zachciankami, tylko przemysłem, kapitałem i własnością prywatną. Jeżeli ojciec zbuduje dom, dobrze byłoby, żeby syn zbudował dwa, a wnuk cztery. W ten sposób kolejne pokolenia budują majątek i stają się właścicielami własnego kraju, zamiast oddawać go krok po kroku obcemu kapitałowi. I właśnie tutaj dochodzimy do rzeczy, która moim zdaniem jest znacznie ważniejsza niż to, czy ktoś nosi Rolexa, F.P. Journe czy MB&F, Zachód przez dziesięciolecia budował ogromny majątek. Dziadowie i ojcowie zostawili kolejnym pokoleniom fabryki, przedsiębiorstwa, nieruchomości, infrastrukturę, kapitał i przede wszystkim państwa, które były zdolne ten majątek pomnażać. Dzisiaj coraz częściej obserwujemy proces odwrotny. Zamiast budować i pomnażać, konsumujemy dorobek poprzednich pokoleń, zadłużamy państwa, ograniczamy własny przemysł i coraz bardziej żyjemy z tego, co zostało wcześniej stworzone. I dlatego naprawdę nie zdziwiłbym się, gdyby część dzisiejszych państw Zachodu za kilkadziesiąt lat stała się tylko cieniem tego, czym były jeszcze niedawno. Bogate społeczeństwo może bardzo szybko zacząć przypominać kraj Trzeciego Świata, jeżeli przestanie tworzyć własny kapitał, przemysł i własność, a zacznie wyłącznie konsumować odziedziczony majątek. To, co zbudowali dziadowie i ojcowie, można bowiem w jednym czy dwóch pokoleniach roztrwonić. A później przejąć. I wtedy naprawdę nie będzie już miało większego znaczenia, czy kelner nosi Submarinera. Ważniejsze będzie pytanie, kto jest właścicielem restauracji, budynku, w którym się znajduje, ziemi pod nim i kapitału, który ją finansuje. Dlatego uważam, że warto zostawiać kraj lepszym, niż się go zastało. Wolność jest piękna, ale wolność bez odpowiedzialności za następne pokolenia może się okazać bardzo drogim luksusem.
-
Jesteśmy krajem na dorobku. Dlatego status społeczny wciąż często określa się samochodem wyższej klasy. Zegarek za kilkadziesiąt tysięcy euro to już jednak fanaberia, ostentacja, a czasem wręcz grzech (ciężki) - coś, co niemal automatycznie zaczyna być postrzegane jako potencjalnie związane z przestępstwem. Potrzebujemy jeszcze trochę czasu, żeby przywyknąć do tego, że zegarek może być po prostu zegarkiem, a jego cena nie musi być dowodem na nic więcej. We Włoszech nikogo szczególnie nie dziwi widok kelnera z Rolexem na nadgarstku. U nas taki widok potrafi wywołać niemałe zaskoczenie, a czasem nawet oburzenie. Ba, nawet na naszym forum 😆 Jeszcze trochę wody w Wiśle musi upłynąć. Nie, raczej Bentley lub Rolls Royce. Porsche jeżdżą zapracowani, skromni lekarze.
-
Jerzy, odpowiedź jest banalna. Trzeba kupić
-
Mnie też F10 zdecydowanie bardziej się podoba od E60. F10 jako następca przybrał właściwe proporcje (E60 było/jest smukłe i wysokie). Co ciekawe zachowało idealny rozkład mas (nie we wszystkich wersjach). Ta dobra cecha pozostawała w serii 5 do momentu wypuszczenia G60, gdzie stało się to już praktycznie niemożliwe. Unijne urojenia o ekologii, doprowadziły do tego co mamy. UE nie ma praktycznie wpływu na globalną emisję, za to świetnie tworzy bajki dla pseudo dorosłych, za które w rzeczywistości płacimy daniny od urojeń (najważniejsze, aby każdy następny podatek - dobrze usprawiedliwić).
-
Rafale, obecnie, M5 (E60) to jedno z najbardziej pożądanych aut na rynku. Fakt, nie chodzi o wygląd.
-
Zdania są podzielone. Ja osobiście uważam, że E46 i E39 są niedoścignione.
-
Jerzy, nie wiem czy to telepatia, ale ostatnio trafiłem na ten urywek (nie wiedząc, że go tutaj zamieściłeś).
-
O, XC90 Tylko butów brak 😕
-
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
Autor1984 odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Nie mam pojęcia jak długo trzeba oczekiwać na tę wersję. -
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
Autor1984 odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Krótki. -
Tak...
-
Kamień to syf. W Bydgoszczy w zależności od osiedla, mamy wodę o twardości 190 - 440ppm (11-25dH). Dlatego warto założyć i zmiękczyć ją do 3-5dH.
-
Jasne, pamiętaj o jednym - zmiękczacz wody to również realne oszczędności i przede wszystkim święty spokój. To jedna z tych inwestycji w nowy dom, która chroni armaturę, AGD, urządzenia grzewcze i instalację przed skutkami twardej wody. Zmiękczacz potrafi się wręcz zwrócić, a korzyści zobaczysz w wielu miejscach: 1. Mniejsze zużycie energii i ochrona urządzeń grzewczych Osad z kamienia jest bardzo złym przewodnikiem ciepła. Odkładając się na powierzchniach wymiany ciepła, pogarsza ich efektywność, dlatego twarda woda może z czasem powodować spadek sprawności urządzeń i zwiększenie zużycia energii. Miękka woda ogranicza powstawanie osadów i pomaga utrzymać wymienniki oraz instalację w czystości (mój ojciec tak załatwił Vaillanta o mocy ponad 40 kW, problem rozwiązała stacja). 2. Znacznie mniejsze zużycie detergentów i chemii W miękkiej wodzie detergenty, mydła i środki piorące działają skuteczniej, dlatego ich dawkę można często istotnie zmniejszyć. Przy zmiękczonej wodzie ograniczasz też problem osadzania się kamienia, więc znacznie mniej potrzebujesz środków do jego usuwania. 3. Mniej czyszczenia Zdecydowanie mniej białych zacieków i osadu na kabinie prysznicowej, płytkach, bateriach czy lustrach, zlewie. Jeżeli macie czarną albo błyszczącą chromowaną armaturę, różnica będzie naprawdę widoczna. Przy miękkiej wodzie osadów jest po prostu zdecydowanie mniej, więc łazienkę dużo łatwiej utrzymać w czystości. W zasadzie wystarczy przetarcie kabiny, bez uciążliwego zmywania białego nalotu. Jedna ważna rzecz na start: Po montażu nie ustawiałbym zmiękczacza "na zero". Jak się zdecydujesz, to ustal to z instalatorem, bo ten co nam montował tak własnie ustawił, a to też nie jest dobre (najlepiej wg skali niemieckiej w okolicach 4dH). Daje to bardzo dobrą ochronę przed osadzaniem kamienia, a jednocześnie nie prowadzi do nadmiernego zmiękczenia wody (bo mydła z dłoni nie spłuczesz).
-
Stacja, to jedna z najlepszych inwestycji w nowy dom. Armatura, AGD, urządzenia i instalacja C.O., mają "łatwiejsze i dłuższe życie".
-
Kuba, kup koniecznie stację uzdatniania wody.
