Panowie, mam mały kłopot.
Wczoraj po odebraniu Spirita z paczkomatu pojechałem do lokalnego zegarmistrza (ponoć porządny zakład a nie bateryjkarz w galerii) żeby skrócić bransę. Stwierdziłem, że sam w domu tego nie będę robił żeby nie porysować nadmiernie zegarka.
Niestety po powrocie do domu zobaczyłem, że majster porysował od zewnątrz ogniwa (kilka z nich). No i teraz pytanie: czy takie ślady są nieuniknione podczas skracania bransolety w zakładzie? Przesadzam?
Jak sam skracałem w moich Seiko nigdy mi się to nie zdarzyło. Niestety zapłaciłem gotówką, nie noszę też przy sobie lupy. Bład polegał na tym, że nie zauważyłem tego przy odbiorze, postanowiłem zaufać zegarmistrzowi. Teraz nie ma sensu tam jechać i domagać się naprawy bo nowej bransolety nie odkupi co najwyżej polerka a z tym wiadomo róznie bywa. Może jeszcze pogorszyć sprawę.
Co byście zrobili?