-
Liczba zawartości
6693 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
13
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez pmwas
-
To może jednak ja Mechanizm to Illinois z około 1875-1885 roku. Sygnowany Springfield Watch Co. pochodzi z serii numerow przeznaczonych dla (niższej klasy, 7 kamieniowych) mechanizmów Bates. Mechanizmy sygnowane w ten sposób pochodzą z kilku różnych bloków numerow seryjnych i nie występują w bazach danych - bazy danych zawsze podają inny model mechanizmu (Bates lub Dean). Mechanizm ma balans kompensacyjny i podwyższona częstotliwość pracy balansu (do 18000bph). Nie wiadomo, czy były to niegotowe mechanizmy wykańczane i sprzedawane pozniej, czy mechanizmy niesprzedane, wycofane, zmodernizowane i wypuszczone z powrotem. Cześć z nich posiada rownież (jak ten) stary monogram SWCo przed numerem, cześć nie... Taka ciekawostka
-
Ech... faktycznie strasznie tu cicho...
-
Teoretycznie można zatrzymać zegarek przez wyciągnięcie koronki. Oczywiście potem trzeba go ponownie ustawiać, ale - od biedy - się nadaje, jeśli komuś to potrzebne...
-
Tak, żeby pokazać, jak płaskie były takie L'Epine'y - mała fotorelacja: Na początek coś łatwego. Szpindlak Japy Freres (?) z około 1830 i cylinderek Quartiera z około 1845... Że na owe czasy ten model L'Epine był płaski - to oczywiste, ale gdy porównamy z płaskim modelem Illinois'a z około 1925, a nawet Elginem z około 1945... ...wciąż jest ciekawie. L'Epine jest grubszy może o mikrometry, a może nie... Amerykańskie płaskie garniturowce ratuje płaski dekiel, który w L'Epine jest nieco wypukły (nie patrzyłem na szkła, bo np Illinois ma ewidentnie za wysokie). W końcu, L'Epine przegrywa... ...z dumą fabryki z Elgin - superpłaskim Hulburdem. Ale trzeba powiedzieć, że ze swoimi 10mm grubości (przy 46mm średnicy) L'Epine wciąż deklasuje znaczną część dużo młodszych zegarków. Co niestety okupione jest przyspieszonym zużyciem i niską tolerancją na zużycie (także z powodu cienkiej, słabej sprężyny). Niemniej, jak widać... ...gdy akurat ma dobry moment, chodzi całkiem fajnie.
-
O ile on w ogóle jest rozbieralny Bo może nie być. Widzę tylko śrubkę zwalniająca wałek naciągowy - może być znitowany jak niektóre (bodaj) Westclox'y. To były tanie zegarki, ale całkiem atrakcyjne, a przy tym wstrząsoodporne. W czasach kryzysu skutecznie wykończyły producentów porządnych zegarków w USA. Dziś to oczywiście nic szczególnego - amerykański odpowiednik Ruhli...
-
Poruszacie tu bardzo trudny temat rutynowego serwisowania Szczerze mówiąc - ja moich zegarków nie serwisuję rutynowo. Te, które noszę na co dzień są tanie - jak się zepsują, nieistotne, się naprawi lub wywali. Mój wiele lat nieserwisowany Citizen po prostu sam zaczął się "buntowac" (wałek zaczął się blokować) i po serwisie znów jest jak nowy. Zegarmistrz nie znalazł śladów nadmiernego zużycia czegokolwiek. Te drogie zakładam raz na "ruski rok" . Niektóre mają 15 lat, wszystkie chodzą dobrze, nie mają niepokojących objawów, a zegarek noszony przez kilka dni w roku nie ma kiedy się zużyć (pewnie co najwyżej któregoś ranka po prostu nie ruszy). Z drugiej strony są publikacje pokazujące koszmarne zużycie czopów jak efekt braku serwisowania, ale równie dobrze może to być efekt zignorowanego zawilgocenia, czy po prostu defektu oliwienia danego łożyska w przeszłości (bo jak to jest, ze jeden czop jest dramatycznie zużyty, a drugi wcale ???). Ogólnie - jeśli Ci na zegarku bardzo zależy, a nosisz go często i długo - seriwsuj. A regularne serwisowanie zegarka za parę stówek to - moim zdaniem - tylko niepotrzebne koszty. Oczywiście - nie musicie się z tym zgadzać A co do rotomatów, są przydatne, jeśli ktoś ma dwa czy trzy automaty, które nosi stale (np. zakłada co kilka dni). Wówczas tak częste ustawianie daty i godziny mogłoby zużyć datownik czy ćwiertnik. Jeśli zegarek ma być nieużywany przez tygodnie czy miesiące - nie rotować, po co ma chodzić, skoro nie musi?
- 102 odpowiedzi
-
- rotomat
- zegarek automatyczny
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Dzisiaj chciałem zaprezentować ostatni zanabytek z allegro... Zacznę może nietypowo od bębna sprężyny i ślimaka... Po tym widzicie już, że to staroć. Ślimak ma tylko jedną zapadkę, do tego dość luźną, ale nie zbijałem tego, bo ktoś już to przede mną zbijał i niewiele to wniosło... Montaż ślimaka przy użyciu kołka - znaczy pewnie Anglik Kawałek dalej robi się ciekawie... Ponoć w zegarkach z pewnej epoki taka przekładnia ślimakowa nie jest niczym dziwnym - ja widzę pierwszy raz. Zastępuje ona lepiej znaną zapadkę. Obsługuje się ją małym kluczykiem, którego oczywiście nie mam - zrobiłem kluczyk z części do Elgina Łańcuch jest wymieniony, chyba ciut za gruby i wypina się ze ślimaka - muszę znaleźć lepszy łańcuch, bo ten nie jest za dobry... Największym uszkodzeniem jest złamany regulator. Ktoś go lutował, ale natychmiast złamał się z powrotem, gdy spróbowałem przesunąć go kluczykiem... Nie umiem tego naprawić - pół zamontowałem, drugie pół schowałem do pudełeczka... Balans ma sztukowaną oś - góry czop wklejono. Zamontowano też nowe łożysko w mostku, a sam mostek uwypuklono, by oś się zmieściła. Nie jest to genialna naprawa, ale faktycznie te osie naprawia się ciężko, bo są cieniutkie i chyba niełatwo dorobić sam czop. Mostek jest zdobiony w sposób typowy dla bardzo starych brytyjczyków. Bardzo brytyjska jest także tarcza mocowana do mechanizmu za pośrednictwem mosiężnego pierścienia... A wszystko to dlatego, ze to po prostu jest bardzo stary Brytyjczyk! Od razu uprzedzam - nie patrzcie na wskazówki - są dobrane nieco "od czapy" ale i tak bardziej pasują do tarczy niż wszystko co ja mam w swoich zapasach... Te zegarek... ...to Rice Williamson z Londynu, wyprodukowany około 1730-40 roku. Prawie tak gdyby jak szeroki - prawdziwie "cebula"... Co ciekawe, spodziewałem się wielkiej cebuli, a tu... mała cebulka. Tylko 40mm średnicy - podobno to wówczas była norma, dopiero potem zegarki (o dziwo) urosły... Mechanizm po czyszczeniu chodzi, ale się czasem zatrzymuje. Jest prześliczny, z pięknymi kolumnami łączącymi płyty: Jak chodzi, chodzi dziarsko, wiec przypuszczam, ze problem zatrzymywania się tkwi głównie w nieprzyzwoicie zużytym ślimaku... Ogólnie - absolutnie cudowna maszyna. Jak nan 280 lat, które ma - i tak pięknie pracuje!
-
Ostatnio zanabyłem na alle toto: Takie tam... Hamilton 910... Kupiłem dla oryginalnej koperty, bo koperty do Hamiltonów są "deficytowe". A była mi potrzebna do pewnego projektu: O właśnie. Pasuje "jak ulał", a to zdecydowanie jedna z ładniejszych tarcz jakie widziałem! Oczywiście koperta sygnowana przez producenta z Lancaster... wewnątrz... Hamilton 914. Lepsza wersja 910-tki po prostu. Piękny, świetnie wykończony i wspaniały jakościowo mechanizm.
-
Kolejne stare marzenie spełnione To Schaffhausen... ...a to Schaffhausen cal. 49 Skoro byłem w Szafuzie (zauważcie - zresztą - że na deklu nazwa miasta jest po francusku)... ..to zegarek IWC w kolekcji był tylko kwestią czasu Z zewnątrz nic specjalnego - zwykły, nieco zmęczony życiem zegarek
-
Póki co wyglada że trzyma. Jakieś 3-4 sekundy przez 12 godzin, zobaczymy co dalej...
-
Oj, nie sądzę Zresztą - Shanghai raczej nie słynie z jakości wykończeni (chyba że w drugą stronę...) Jakoś nie chcę otwierać - jeśli zdecyduję się na przegląd, poproszę, żeby dali mi sfotografować. Zresztą - dekiel jest pełny, to i wykończeń nie musi być...
-
Nie wiem, czy to inspirowane Atlanticami. Wiele zegarków z tego okresu tak wyglądała. Mnie przychodzi na myśl np Rassija z Pietrodworca, ale podobne są choćby Delbany czy niektóre amerykańskie Elginy. Zalezy w czym kto "siedzi".
-
Dzisiaj mam przyjemność zaprezentować tani (dla odmiany po pokazywanym niegdyś Beijingu) zegarek z Chin. Jest to Shanghai A-581, będący reedycją modelu z końca lat 50-tych. Ponieważ mojego wcześniejszego kontaktu z tanim Shanghaiem nie wspominam najlepiej (ciekawe w nim było tylko to, jak dalece badziewny potrafi być tani chińczyk), byłem cokolwiek sceptyczny przy dokonywaniu zakupu, ale postanowiłem spróbować. Nie ukrywam, ze bardzo lubię wygląd zegarków z około roku 1960-go i pod tym względem A-581 bez wątpienia stanowił dla mnie swego rodzaju atrakcję. Pudełko... ...jest tekturowe i czerwone. Złoty napis średnio się udał, bo są w nim "dziury". Sądząc po metalowej blaszce w wieczku, liedyś posiadało magnetyczne zamknięcie,... ...ale magnes chyba okazał się za mocny ! Takie cudne do mnie przyszło i - niestety - drugi raz przekonałem się, że chińscy sprzedawcy (a przynajmniej ten konkretny) kompletnie nie przejmują się takimi "detalami jak rysy na deklach, zniszczone pudełka, czy inne takie tam "drobiazgi". W zasadzie nie jest to istotne, bo pudełko i tak jest dość podłe (choć nie tak, jak plastikowe opakowanie Amfibii czy Komandira), ale jednak można odnieść wrażenie, ze wysłanie takiego pudełka jest - na swój sposób - oznaką lekceważenia. Chyba, że pudełko ma się tak zniszczyć przy pierwszym otwarciu, co byłoby cokolwiek dziwne W środku znajdziemy chińską instrukcję (dodam, ze wersja po angielsku była dołączona w paczce z zegarkiem) oraz sam zegarek na niespecjalnie ładnej (syntetyczne tworzywo) i ohydnie śmierdzącej poduszeczce. Jestem przekonany, ze opary są trujące i poduszeczka zaraz pójdzie do śmieci... Przechodząc do samego zegarka - nie jest to (jak większość dzisiejszych "reedycji" wariacja na temat, powiększona i unowocześniona. Jest to klon oryginalnego A-581, tych samych rozmiarów i wykonany przy użyciu tych samych technologii. Zegarek po prostu wygląda jak NOS z lat 50-tych. Dla jednych będzie to zaleta, dla innych wada. Mamy tu przetłaczana tarczę z wypukłymi cyframi, "stare" logo fabryki, zbrojone, plastikowe szkiełko i stalową kopertę z sygnowaną koronka i zakręcanym, sygnowanym deklem: Tak to wygląda od boku - koronka również ma wytłoczone logo producenta: Tarcza... ...jest wykonana bardzo dobrze. Jest to tania tarcza wykonana tak, jak Chińczycy robili ją pół wieku temu, cyfry nie są nakładane, ale tłoczone, co w zasadzie było wówczas normą w "budżetowych" zegarkach. Dodam, ze jakość jest dobra i krawędzie do złudzenia przypominają cyfry nakładane (logo nieco mniej). Również jakość wykonania koperty nie pozostawia nic do życzenia - jest to prosta, polerowana koperta ze stali, ale zrobiona bez zarzutu. Od pierwowzoru z lat 50-tych reedycję odróżnia mechanizm. W miejsce sklonowanego szwajcara zastosowano tu tzw. "zuana', czyli znany wszystkim standardowy chiński mechanizm opracowany w latach 70-tych i wyprodukowany już w wielu milionach egzemplarzy. Mechanizm cechuje prostota konstrukcji i (przez to) niezawodność, a przy tym jest on łatwy w serwisowaniu, a części są dostępne. Dokładność zależy od jakości konkretnego egzemplarza - ponoszę i ocenię... I tu pojawia się - w końcu - zarzut. Jak to w chińskich zegarkach bywa, zegarek ma ewidentnie źle nasmarowany naciąg, pracujący z dużym oporem i uczuciem tarcia na koronce podczas nakręcania. Pamiętam, jak to kiedyś na Forum zalecano, by każdego nowego chińczyka zabrać do zegarmistrza na wstępny przegląd i wiecie, co? Chyba coś w tym jest Jak wspominałem, zegarek to klon modelu z końca lat 50-tych (historia modelu sięga roku 1958), co tyczy się również jego rozmiaru. Dla mnie jest to rozmiar idealny, ale dla wielu będzie sporo za mały. I to by było na tyle, Werdykt? Za 90 amerykańskich dolarów (z wliczoną przesyłką, a model 611 jest nawet tańszy) ten zegarek jest perfekcyjny. Nie żartuję - stosunek ceny do jakości jest rewelacyjny, bo po prostu zegarek wykonany jest bardzo dobrze. Oczywiście, należy doliczyć jeszcze 20-30 dolarów za przegląd, co razem da około 400-450zł za naprawdę bardzo dobrze wykonany, mechaniczny zegarek w starym stylu. Oczywiście - ten stary styl można lubić lub nie, ale dla każdego, kto zegarków z lat 50-tych nie nosi, a by chciał (zawsze mówię, ze niektóre są tak złe, że wstyd nosić, a inne tak dobre, że szkoda) jest to prawdziwa gratka. Jeśli ktoś chce, ale nie wie, czy warto - zdecydowanie warto. te nowe stare Shanghaie są piękne
-
Waltham Premier 19 kamieni Jedna z ładniejszych (choć średniej klasy) Walthamoskkich dwunastek. Dobrana koperta Illinois Watch Case - z epoki.
-
Pewnie, że pasuje, choć to szwajcar, oczywiście. To najpewniej Agasizz na rynek USA. Tak na moje oko...
-
Początki taśmowej produkcji zegarków mechanicznych w USA
pmwas odpowiedział pmwas → na temat → Publikacje, Artykuły
Po Walthamie pora na drugą (nominalnie trzecią, ale budowa fabryki założonej wcześniej USWCo z Marion przeciągała się) amerykańską fabrykę, równie znanego producenta jakim był Elgin. Pierwotnie firma nazywała się 'National Watch Company', ale z uwagi na szerzące się wśród ludzi określenie 'Elgin watches' (co można tłumaczyć "zegarki z Elgin" czy po prostu "zegarki Elgin"), wkrótce słowo Elgin dodano do nazwy. Fabryka powstała między rokiem 1864 i 1867 (kiedy to powstały pierwsze mechanizmy), przy wielkim udziale chicagowskiego przedsiębiorcy Benjamina Raymonda. Prezetowana ilustracja z wydanej w latach 20-tych przez Elgina książki (z dołożonym zegarkiem B.W.Raymond) pokazuje założyciela National Watch Co podziwiającego pracę swoich zegarmistrzów. Jak pisze autor, Raymond przetarł okulary nie wierząc własnym oczom, gdy na płycie pokazanego mu w 1867. roku mechanizmu zobaczył... ...swoje nazwisko! Myślę, że jest to tylko wyobrażenie autora książki, bo zapewne zostało to wcześniej uzgodnione, niemniej fakt pozostaje faktem, że od tego czasu nazwisko Benjamin W. Raymond na zawsze wpisało się w historię amerykańskiego zegarmistrzostwa (zegarki sygnowane B.W.Raymond - najpierw kieszonkowe, potem naręczne - produkowano przez 100 lat aż do upadku Elgina w latach 60-tych XX wieku). Dzisiaj pragnę pokazać Wam właśnie pierwszy mechanizm produkowany w Elgin - B.W.Raymond o numerze 558, identyczny jak pierwszy wyprodukowany (101) pokazany Raymondowi. Mechanizm wyprodukowano w 1867. roku i pochodzi z pierwszej serii wypuszczonej na rynek... Mechanizm miał kilka uszkodzeń, ale - na szczęście - wszystkie numerowane części są oryginalne. Nie ma nic gorszego niż odkrycie np wymienione głównej płyty w takim mechanizmie... Warto zwrócić uwagę na charakterystyczny kształt ramion koła balansowego - jest on charakterystyczny tylko dla pierwszej serii Raymondów. Typowy dla pierwszej serii był również mostek z elegancko wpuszczoną śrubą mocującą. Natomiast mechanizm genewski w niektórych - wyższej klasy - mechanizmach stosowano dłużej. Poniżej - rozklejona tarcza, brakujący bolec regulatora oraz wygięta kotwica wychwytu. Naprawiłem jak umiałem najlepiej... Bolec wyszedł mi ciut przykrótki, ale - jak się okazało - wystarczający. Musiałem jeszcze zając się kołem centralnym, którego mała zębatka kręciła się luźno wokół osi. We wczesnych Elginach wcale nie musi to oznaczać awarii... Wystarczy to wyczyścić i poskładać na nowo. Po prostu zabezpieczenie na wypadek pęknięcia sprężyny przestało działać prawidłowo. Patent producenta z Elgin polegał na zastosowaniu zębnika luźno obracającego się wokół osi pierścienia dociskowego z gwintem. Gdy sprężyna pracowała poprawnie, tarcie dokręcało pierścień, który dociskał zębnik i koło obracało się całe. Gdy sprężyna pękła, zębnik obracał się w złym kierunku i pierścień odkręcał się, uwalniając go. W ten sposób nie dochodziło do uszkodzenia wychwytu... Ale - wracając do tematu: Mechanizm jest o wiele nowocześniejszy od pokazywanego protoplasty z Roxbury, ale też oba projekty dzieli kilkanaście lat rozwoju zegarmistrzostwa w USA. Mamy tutaj wychwyt kotwicowy szwajcarski ułożony w linii prostej (ancre ligne droite) i częstotliwość pracy balansu 18.000 uderzeń na godzinę. Jakość - dobra, choć oczywiście w kolejnych seriach wprowadzano poprawki. Czasem na lepsze, czasem... na tańsze . Mechanizm gotowy do "kopertowania" tylko... koperty brak zapakowałem w coś takiego. Na pierwszy rzut oka - tak to właśnie powinno wyglądać - mechanizm powinien trafić do starej koperty (w tych czasach przeważnie krytej) wykonanej ze srebra... Ta koperta jednak... ...nie jest srebrna. To 19-wieczna podróba (zresztą chyba nawet srebrzona), która miała wprowadzić w błąd 19-wiecznego nabywcę, a tymczasem... ja nabrałem się jakieś 120-140 lat później!!! Sprzedawca - zresztą - też. Myślę, że spokojnie przyjąłby zwrot, ale to trochę zachodu, więc koperta została. Ona - zresztą - wcale nie jest brzydka (tylko wytarta do mosiądzu) i na razie zostaje... Jak pisałem, wygląda nawet dobrze. Oczywiście - takie wysokiej klasy Raymondy to nie jedyne wczesne mechanizmy z Elgin. Fabryka początkowo produkowała dwa modele w kilku wersjach - powyżej - najlepszy Raymond, poniżej - najuboższy Ryerson: Drugi model z Elgin miał obniżoną (16,200 bph) częstotliwość pracy oraz wychwyt "typu angielskiego": Oba modele (w wersji z naciągiem kluczykowym i - później - także z wałkiem naciągowym) produkowano przez jakieś 50 lat, również an początku XX stulecia, kiedy to przerośnięte "kieszonki" rozmiaru 18 ostatecznie odeszły w zapomnienie... -
Tu szacunek dla poprzednich właścicieli mniejszy... Zalany niegdyś w trupa i z naprawiana osią, ale hula... Waltham rozmiar 12 model 1924 (pierwszy 'Colonial') Koperta fabryczna... ...zlocona białym złotem. Mechanizm ładnie wykończony i znów - bardzo dobry jakościowo, wykonanie bez zarzutu. 17 kamieni, adjustowany - średnia klasa jeśli chodzi o materiały, wykończenie i regulację.
-
Te koperty z głębokimi zdobieniami nie wychodzą na zdjeciach - wyglądają płasko U mnie dzisiaj Waltham: Koperta to grubo złocony (gwarancja 25 lat) angielski Dennison, wyprodukowana dla Walthama. Mechanizm to 11 kamieniowi Waltham. Uszkodzenie okazało się niewielkie (spadnięty przerzutnik z osi balansu) i zegarek działa po paru minutach naprawy. Ogólnie - cudowny stan. Powierzchowne zarysowania i jedno malutkie wgniecenie, czyli jakby nic Jeden z najlepszych zakupów ever .
-
Pół-kryty Waltham z allegro: Jak można było przeczytać w opisie, zegarek upadł i przestał chodzić... Nie dziwi zatem brak nabywców... Też się wahałem, ale przecież części do Walthama 1899 to żaden kłopot. Tylko dodatkowe koszta... Zegarek w pól-krytej kopercie ma oryginalne wskazówki i niemal idealną tarczę. Oba szkła obecne Koperta to angielski, złocony Dennison z gwarancją na 25 lat: Co ciekawe, kopertę wykonano na zamówienie producenta z Waltham: Mechanizm to prosty, 11 kamieniowy Traveler... Nic szczególnego, za to w pięknym stanie: I teraz - promocja Miała być złamana oś i Bóg wie co jeszcze, a tu tylko spadnięty przerzutnik Zegarek po złożeniu balansu cyka, natomiast widać, że potrzebuje oleju... Niemniej - zegarek okazał się być w niemal idealnym stanie. Ma powierzchowne ryski od noszenia i jedno wgniecenie na przednim deklu, ale w zasadzie prawie jak nowy - żadnych poważnych uszkodzeń nie znalazłem
-
Szansa jest, o ile Timex też jest rozbieralny. Fajnie by było uruchomić, bo zegarek ładny i przyzwoicie zachowany
-
Z mechanizmami elektrycznymi to z reguły zależy, w czym jest problem. Mechanika z reguły jest rozbieralna i nadaje sie do serwisu. Jesli są stare oleje i brud, mozna z reguły wyczyścić i naoliwić. Jesli padła elektryka - z reguły "kaplica".
-
Wielkie dzięki Teraz jest cudowny Rozmiar też - jak widać - słuszny. Jak to ktoś na innym forum napisał - po tylu latach to już nie podróba, a przykład sztuki fałszerstwa - cóż, zawsze brzmi lepiej
-
I taki 'angielski' Elgin: http://zegarkiclub.pl/forum/topic/153989-xix-wieczna-angielska-kieszonka/?do=findComment&comment=2111712
-
ZEGARKI RADZIECKIE - INFORMACJE, CIEKAWOSTKI, MITY
pmwas odpowiedział temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Przecież - moje "zasoby" są zawsze do dyspozycji -
ZEGARKI RADZIECKIE - INFORMACJE, CIEKAWOSTKI, MITY
pmwas odpowiedział temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Dzięki
