Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

pmwas

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    6691
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    13

Zawartość dodana przez pmwas

  1. Mierzy się ze śniegiem i mrozem
  2. Kurde… chyba coś pod 900 złotych. Horrendalna jak na przypudrowaną Amfibię. I żeby jeszcze jakość szła w parze z ceną, a tu wszystko jest niby super, a nie do końca. Bransoleta z pełnych ogniw, ale doczepiona do koperty na odwal się. Tarcza bardzo ładna, ale luma na indeksach godzinowych niejednorodna, jedne świecą mocniej (np 11), a drugie wyraźnie słabiej (np 5 i 10). Do tego czas świecenia jest beznadziejnie krótki. Bezel wciąż zwykły, dwukierunkowy i bez zapadki… Podobnie wyceniane modele marki Amfibia (np pokazywany przeze mnie Reef) oferują wyraźnie więcej. Neptun byłby atrakcyjny, ale za pół swojej ceny. A do tego warto wspomnieć, że ta cena - pewnie z uwagi na sytuację geopolityczna - jeszcze wzrosła i jest już czterocyfrowa…
  3. 1 - cena 2 - stosunek ceny do jakości. 3 - bransoleta - choć lepsza niż w tanich Amfibiach - wyglada dość topornie i trudno ją wymienić na coś ładnego. Ogolnie to niezły zegarek, ale tez nic wielkiego. Ot - do noszenia
  4. Z marzeń o pomarańczowym UAZie został i tylko on… Fajny zegarek - na tyle dobry, ze można nosić, a na tyle zły, ze nie szkoda…
  5. Bym miał piniążki, bym sobie kupił Piękny Orlik…
  6. Taka Sława noworuska Piękny mały zegarek w stylu Elginow z lat 50-tych… W środku siedzi - niestety - Seiko NH15 Mechanizm mały, brzydki, ogólnie nieciekawy, a do tego odchyłki pozycyjne tego egzemplarza mierzy się w minutach… Ech, gdyby tak Ruscy dalej robili np Czajkę 1615, o ile byłby ciekawszy
  7. Tak, dokładnie. Chodzi o wykończenie. Bo Tongji generalnie chodzą dobrze i bezproblemowo. Ten ma po prostu jakiś feler w naciągu. Zas co do Penzy… nie wiem, co było nie tak z tą fabryką, ale mechanizmy Zarii często nie chcą chodzić „bo nie”. Ledwo to cyka, zatrzymuje się i w zasadzie cholera wie dlaczego. Tak, mam Ljuksa i Wiesnę - oba nie nadają się do użytku, bo nie chcą ładnie chodzić. Paradoksalnie najlepiej chodzi najtrudniejsza w montażu 2015. Ale to temat na inną dyskusję
  8. Nie… u mnie raczej budzi skojarzenia z późnymi ZiMami
  9. Dzisiaj taki… Z wiadomych względów leżakuje w szafce już prawie rok, ale w końcu go wytoczyłem… wciąż uważam Sławcia jest ładna…
  10. pmwas

    Pogadajmy o samochodach :-)

    Mrozy „trzaskające” a Alfa odpala… czyli moja diagnoza, że powodem awarii był zaśniedziały styk (-) chyba była prawidłowa. Odpukać - na razie bez problemów.
  11. Wiem, że mineło sporo czasu, ale nie zgodzę się z powyższym. Całkowicie zgadzam się, że zastąpienie włosa takim rozwiązaniem nie jest sensowne. Głównie dlatego, że zębnik na długiej „rączce” jest z założenia niewyważony i podatny na działanie tak grawitacji, jak wstrząsów. Zatem rozwiązanie niemal idealne, jakim jest włos, zastępujemy rozwiązaniem gorszym. To, jak wielki jest autor danego rozwiązania, nie musi oznaczać, ze rozwiązanie jest super i „maluczkim” nie wolno krytykować
  12. Od czasu uruchomienia produkcji pierwszego zegarka w Boston Watch Company (poprzedniczce American Watch Company z Waltham) minęło już jakieś 25 lat. Choć wielkie, pełnopłytowe zegarki wciąz są w modzie w USA (i nie tylko w USA), widać już stopniową ewolucję męskich czasomierzy w kierunku modeli mniejszych i bardziej płaskich. W Szwajcarii bardzo płaskie modele zegarków są już dostępne od dość dawna, ale w USA prawdziwie płaskie zegarki to jeszcze melodia odległe przyszłości. Nie sugeruję tu, żeby w USA produkowano wówczas zegarki gorsze niż w Europie. Można nawet powiedzieć, że było dokładnie przeciwnie, ponieważ jakkolwiek rzeczywiście brakowało zegarków np bardzo płaskich, to nie brakowało już wspaniałych chronometrów, a amerykański system produkcji taśmowej pozwalał na stosunkowo tanią produkcję dobrej klasy urządzeń. Takie też był ówczesne Walthamy. Jeśli nawet zostawić na boku górną, najdroższą część oferty tego producenta, okazę się, że schodzące z taśmy fabryki z Massachusetts mechanizmy na pewno nie ustępowały szwajcarskiej konkurencji podobnej klasy zegarków, a wręcz - dzięki standaryzacji produkcji dobrych jakościowo części - raczej to te drugie ustępowały Walthamom. Żeby pokazać, o czym mówię, posłużę się przykładem dosć zwyczajnego, siedmiokamieniowego Walthama z 1876. roku. Zegarek ten jest trofeum przywiezionym dzisiaj z targu staroci w Bytomiu, gdzie - nie mogąc znaleźć niczego godnego uwagi (może oprócz zdecydowanie dla mnie za drogiego XVIII-wiecznego szpindlaka) - zainteresowałem się srebrnym zegarkiem za 2 stówki, który wygladał nader obiecująco. Szczerze mówiąc - nie spodziewałem się, że to amerykański zegarek. Od góry koperta wyglądała jakoś "europejsko"i myślałęm, ze to może ciekawszy szwajcar. Tarcza zapowiadała coś fajnego w środku, a po otwarciu zegarek okazał się być Walthamem. Zdjęcie jest mylące, bo zrobione już po złozeniu - zegarek był brudny i nie na chodzie, ale za 210zł... żal nie brać. Zwłaszcza, ze to dość ciekawy model w fabrycznej kopercie. Entuzjaści zegarków ze Szwajcarii zachodzą pewnie teraz w głowę, co może być ciekawego w fabrycznej kopercie, ale warto w tym miejscu zauważyć, że w USA - inaczej niż w kontynentalnej Europie - do około 1910-20. roku przeważnei osobno wybierało się mechanizm i kopertę, z czego w zakładzie zegarmistrzowskim składano później kompletny zegarek. Było to możliwe dzięki standaryzacji rozmiarów mechanizmów - po prostu każdy sam konfigurował sobie zegarek wedle swoich upodobań i możliwości finansowych, a fabrycznie kompletne zegarki stanowiły wówczas zdecydowaną mniejszość. Tu mamy akurat fabrycznie kompletny zegarek małego - na owe czasy - rozmiaru 14. Jest to prosty mechanizm o kluczykowym naciagu, typowo - dla Ameryki - z kotwicowym wychwytem. W USA spotkać można było jeszcze wychwyt podwójny (duplex), ale później niż w 1876, a wychwytu cylindrowego nie stosowano tam wcale. Chyba się nie pomylę, jeśli zaryzykujęstwierdzenie, ze wszystkie produkowane w 1876. roku w USA zegarki miały wychwyt kotwicowy. Jak wspomniałem - zegarek był makabrycznie brudny, ale części okazały się nieuszkodzone. Po umyciu przystępuję do składania... Bęben spreżyny... I główna płyta. Mimo małego rozmiaru zegarek wciaż ma "stare" rozwiązanie z kolumienkami łączącymi dwie główne płyty mechanizmu. Typowe dla ówczesnej Szwajcarii rozwiazanie z mostkami nie było jeszcze wówczas w USA zbyt częste, choć takie mechanizmy też już się pojawiały coraz liczniej. Warto zwrócić uwaglę na jakość cześci. Koła wykończone są ładniej niż w standardowym szwajcarskim cylinderku. Oczywiście, w Szwajcarii produkowano zegarki i takie i jeszcze lepsze, ale tu mamy zegarek raczej średniej klasy, wiec porównuję do średniej klasy cylindrowego "szwajcara". Kołą wychwytowe robiono wówczas z reguły z mosiadzu (w Szwajcarii były raczej stalowe), co akurat jest efektem angielskiego rodowodu amerykańskiego zegarmistrzostwa - w angielskich zegarkach koło wychwytowe tez z reguły jest mosiężne. Oś centralna wyposażona została w odkrecaną zębatkę - samoczynnie odkręcającą się z osi w razie pęknięcia sprężyny ("patent pinion") - jest to rozwiazanie chroniące zębatki i wychwyt przed uszkodzeniem spowodowanym nagłym uderzeniem sprężyny o ściankę bębna. Zapadka sprężyny i koło zapadkowe. Spęzynka zapadki zamontowana jest od spodu, więc warto pamiętać o prawidłowym zamontowaniu obu części, zeby później się nie szarpać Na to wszystko przychodzi mała blaszka trzymająca częsci na miejscu... Elementy są łądnie wypolerowane, natomiast klasa mechanizmu jest za niska na fazowane krawędzie. Po prostu porządnie, ale bez szaleństw. Mechanizm jest ustawiany od tyłu, więc trzeba zmontowac oś centralną z ćwiertnikiem... Proste, bo dużą zaletą - dla zegarmistrza amatora - kluczykowych mechanizmów jest ich prostota i krótki czas montażu. Po prostu części jest malutko... Kotwica... ...i balans. W tym modelu koło jest złocone (baza danych podaje, ze złote, ale to pewnie powłoka...) Pojedyncze plato, powszechne wówczas w USA - podwójne dopiero powoli zaczynały się pojawiać, a do czasu ich upowszechnienia musiało minąc jeszcze pół wieku. Mamy już zatem chodzący mechanizm i można montowac tarczę. Ale najpierw koła przekładni wskazań... Tarcza mocowana jest kołkami i - typowo dla zegarków z USA - ma trzy słupki. Po zamontowaniu tarczy, mechanizm idzie do koperty... Koperta wykonana jest ze srebra... ...i jest całkiem dobrze zahcowana. Trochę zużyta, trochę spolerowana, ale do przyjęcia - z reguły są dużo gorsze... I już. Niby zwykły, 7-kamieniowy, srebrny zegarek, a jakosciowo to naprawdę dobra rzecz. Jakośc wykończeń części, jakosc powłoki na płytach mechanizmu wyraźnie lepsza niż w niedrogich zegarkach ze Szwajcarkii, a składanie to czysta przyjemność. W Polsce zegarki z USA wciaż miewają opinię kiepskich, co jest niesprawiedliwą generalizacją i welu producentów z USA - jak choćby Waltham - wytwarzało naprawdę dobre zegarki. Tu akurat mamy przykład dość podstawowego modelu i niewiele ciekawostek można tu pokazać, ale mam nadzieję, ze prezentacja się podobała. Do usłyszenia !!!
  13. Trzy godziny temu zamarzał na targu w Bytomiu, a tu już umyty, naoliwiony i się testuje Waltham z 1876. roku Stan dobry - tylko niestety cześć patyny nie chce zejść po latach bez serwisu… Chodzi pięknie I taka fota sprzed 1,5 godziny
  14. pmwas

    Asselin Orloge

    Cholernie stary i niestety więcej Ci nie powiem, bo nie wiem. Na marginesie - gdzie trafiają się takie rzeczy? Bo ja bym strasznie chciał, żeby mi się taki trafił i jakos szczęścia brak - grzebanie w szrocie ujawnia… sam szrot
  15. pmwas

    Szpindlowy Schappin z orłem

    Przesuwka ma za gęste zęby - w efekcie zębatka regulatora zazębia się z co drugim zębem przesuwki. Ale w sumie może tak być.
  16. pmwas

    Szpindlowy Schappin z orłem

    Przyszła pora, żeby zegarek naoliwić Schappina… Zegarek rozebrałem na części… Warto zwrócić uwagę, że ślimak jest spięty taką wsuwaną spinką. Zapomniałem zrobić lepszego zdjęcia - niestety. Nie jest to na pewno oryginalna wsuwka, zastanawiam się natomiast, czy sam patent jest… Pierwsze koło przekładni chodu ma ślady napraw. Jak zresztą prawie wszystko w tym zegarku… Bęben ze sprężyną… I jedziemy Glowna płyta ma sygnaturę IB Ciekawe, czy to twórca czy naprawiacz? Łożysko centralne - hmmm… chyba wymienione Górna płyta złocona, w ładnym stanie. Od spodu mamy duże koło wychwytu wrzecionowego i brak regulacji tegoż koła…. Jest to o tyle ciekawe, ze w XIX wieku większość zegarków miała regulację, wiec albo jest to zegarek starszy, niż pierwotnie zakładałem, albo bardzo niskiej klasy. Przekładnia chodu… Trafienie osiami w łożyska to był koszmar. Pewnie gdybym odkręcił mostek na głównej płycie, byłoby mi łatwiej, ale z reguły wcale nie trzeba… Ciekawostką jest dramatyczna jakość wykończeń wgłębień dla kołków łączących płyty. Są one zagłębione, bo na wierzch przychodzi ozdobny regulator chodu… Znow - albo pan Schappin miał specyficzne podejście do jakości swoich produktów, albo przyzwoity niegdyś mechanizm został kiepsko zmodyfikowany gdzieś po drodze… Regulator już zamontowany. Pora na balans… Balans jest brzydko wykończony. Sam mostek okazał się rozbieralny - orzeł montowany jest na wcisk… Ciekawe, że sam mostek również wyglada na przerobiony. Jeszcze „tylko” dwie brakujące śrubki. Dopasowywanie śrubek to jedna z najbardziej frustrujących czynności - możesz mieć ich dziesiątki i żadna nie pasuje. Jedną dopasowałem, a drugą musiałem przerobić… Jakość przeróbki w sumie adekwatna do całej reszty I idziemy pod tarczę… Tu tez biednie. Mam tez wrażenie, że cwiertnik tez nie jest oryginalny. Tarcza zamontowana i zegarek hula… Przez 2 godziny przyspieszył o 2 minuty, co pewnie tłumaczy, czemu ktoś kiedyś wywalił regulator 🤦‍♂️ Ogólnie ciekawa rzecz - wygląda to na późniejszą przeróbkę bardzo starego zegara, albo na wyrób bardzo niskiej klasy, udający coś lepszego niż jest naprawdę. Fascynujące, że zegarek tak zły chodzi tak przyzwoicie, bo - choć spieszy - jego chód jest ładny i równy… Naprawdę ciekawostka
  17. Trafiłem na takie coś 8 zeta plus przesyłka nie majątek, to wziąłem ZLN. Co jest gwoździem do trumny mojego Shanghaia - ten jest nieco lepiej wykończony - w Shanghaiu to zatem jakiś totalny szrot, skoro w Orientexie jest lepszy. Kół nie ma, bo są tu: Zestaw naprawczy do mojego ZLN. Duże niestety podrapane. Niby bez sensu, ale te koła są cieńsze i inaczej wykończone niż to, co z konieczności zamontowałem przy poprzedniej naprawie. I wolę oryginalne koła… jak to w kolekcjonerskim mechanizmie, musi być „w oryginale”
  18. pmwas

    Burgmeister BM156-122

    upuściłem przy zapinaniu - pośpiech
  19. pmwas

    Kieszonkowy F.Sagne Locle

    W pewnym sensie pewnie własny… Wszystkie te mechanizmy „full jewelled” „improved lever” udawały produkty wysokiej klasy, a były co najwyżej przyzwoite. Kształty płyt były różne - mostki, 3/4, w stylu Longinesa czy Billodesa (jak ten), rzeźbione, zdobione - różne. Ale ogólnie wszystkie one wykonane są technologicznie bardzo podobnie. Po prostu ankrowy Szwajcar z tego okresu. Jesli chodzi o moje prywatne zdanie - ładny. Ale nie jest to na pewno nic wielkiego.
  20. Tutaj 5 sekund nagrania pokazującego teoretyczne podstawy takiego chronometru… Jak widać zegarek buja się w rytmie wahnięć koła balansowego. Gdyby zatem koła były dwa, rzeczywiście mogłyby z czasem zgrać się tak, żeby wszystko chodziło w jednym wspólnym rytmie… Sęk w tym, że na nadgarstku zegarek nie buja się swobodnie i warunki takie jak na filmiku nie są naturalnymi warunkami eksploatacji zegarka
  21. pmwas

    Burgmeister BM156-122

    Ideał sięgnął bruku - moj „chronometr” zaliczył porządną glebę z wysokości 1,5 metra Do tego był już na ciężkim stalowym meshu i siła uderzenia była duża. Uderzyl koronką i wygiął się wałek naciągowy, co paradoksalnie pewnie zamortyzowało uderzenie. Wałek udało się wyprostować, a zegarek chodzi… chyba przeżył…
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.