-
Liczba zawartości
2196 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Mariusz
-
I tu pada pytanie - co oznacza powiedzenie " nie chcem, ale muszem " Granica wolności jest wybór - dopóki masz wybór "żyję lub umieram" TEORETYCZNIE możesz się uznać za wolnego .
-
Tylko Piotrze - funkcja - ta funkcja " wolnego rynku" poza dziedziną nie istnieje teoretycznie, w książkach. W praktyce nadal funkcjonuje w najlepsze i jest to namacalne - możemy ja oczywiście inaczej nazywać, bo wyszła poza dziedzinę. OK - jeżeli tak postawisz sprawę - wolny rynek jako funkcja nie istniał nigdy - ludzie do tego jeszcze nie dorośli mentalnie. Przeszkadza temu instynkt samozachowawczy i jego pochodne. Ludzie stosują definicje, ale jeżeli definicje nie wyczerpują wszystkich warunków zaistnienia, robią się problemy. W matematyce to dużo prostsze (upraszczając ), w semantyce już nie jest tak łatwo. Z tym trzeba się pogodzić i próbować doprecyzować na bieżąco. Staruszku - fajny przykład i dobre pytanie. Tyle, że sam ten twór mimo łamania zasad nazwałeś kolejką. Pewnie słusznie, bo wiadomo o co chodzi. Podobnie ja używałem określenia " wolny rynek"
-
Pisząc o złym kierunku myślałem raczej o narastaniu agresji ( nie należy szukać ostrych przykładów - to sam początek) Nie dam się wciągnąć w agresję Pisze o tym jak rozumiem wolny rynek. W podręcznikach są pewne założenia - często niedostrzegane . Większość rzeczy w podręcznikach jest adresowana do "ludzi myślących". I tu jest rozjazd, bo kto z nas nie myśli ? Nazwa " ludzie myślący" zawiera pewną granicę - ustawia minimalny wymagany poziom myślenia na dosyć wysokim poziomie. Wg mnie jako społeczeństwo jesteśmy poniżej tego poziomu. My Polacy... a ostatnio wydaje się, że i Europa. Nie ma sytuacji w której "wolny rynek" jako funkcja przestaje istnieć - wyszedł poza pewne granice. Staram się pokazać gdzie , jak i dlaczego istnieje ta funkcja poza dziedziną .
-
Chyba idziemy złym kierunku w rozmowie. Jeszcze nie zboczyliśmy, ale jesteśmy tego bliscy. I nie dotyczy to bezpośrednio spraw o których rozmawiamy, a o używanie/rozumienie pewnych pojęć. Mnie trudno wolnym rynkiem nazwać twór pełen założeń, ograniczeń i reguł. Jeżeli założymy, że wolny rynek tworzą ludzie "cywilizowani" to co się z nim dzieje jeżeli do głosu dochodzą ludzie "dzicy" ? Ja uważam, że istnieje nadal, tylko dochodzą w nim do głosu jako znaczące inne argumenty. W Twoim wypadku - jak rozumiem - uważasz, że dołożenie innych argumentów decydujących powoduje, że "wolny rynek " przestaje istnieć. Ale o wolnym rynku ma decydować zapotrzebowanie. Pojawia się zapotrzebowanie na inne argumenty - są i decydują. Wolny rynek to układ - im szerzej będziesz to rozumiał tym mniej nieścisłości będzie między nami. Wolny rynek podaje towar. Wyrób, opakowanie, formę sprzedaży. Decydujący o przyjęciu nie musi być towar właściwy - czasami jest to opakowanie, a czasami sposób podania. Problem w tym, że wg zapewnień kelnera podano na na obiad wyjątkowy rarytas, jest piękna zastawa, tylko na talerzu masz gówno. Są tacy co będą łykać i udawać, że super. Ja mówię - NIE - to jest gówno i tego nie akceptuję. Na żaden snobizm mnie nikt nie weźmie. Lepiej przypomnijmy sobie po raz kolejny bajkę "Nowe szaty króla"
-
To zależy jak rozumieć "wolny rynek". Jeżeli ograniczyć postrzeganie do fragmentów rzeczywistości , to " rachunki" rzeczywiście zgadzać się nie będą. Ale wielką naiwnością jest wymaganie by prawa globalne działały w skali mikro. Układ przyczynowo skutkowy istnieje niezależnie od naszych przekonań, życzeń czy chęci. Wolny rynek to nie są same korzyści - słabsi powinni odpaść. Problem w tym co zrobić jeżeli słabsi w wytwarzaniu są silniejsi fizycznie i nie rozumem, a siła próbują narzucić swoje reguły. Mimo wielu doświadczeń negatywnych wskazujących na wadliwość "drogi siłowej" nadal pewne grupy ją wybierają. Można by powiedzieć - to ludzie upośledzeni umysłowo - należy ich odizolować i będzie po problemie. Gdyby była ich garstka - owszem - może by dało się to zrealizować.
-
O bezpieczeństwo nie dba się od momentu dostania w łeb - trzeba o tym myśleć wcześniej. Poważnie . Od kiedy wiadomo, że takie będą Rzeczypospolite jakie młodzieży wychowanie ? Na to trzeba pracować latami. Nie słyszałem by posiać a za tydzień urządzić zbiory - nie dziwi Cię to - prawda ? Mamy taka Polskę na jaka zapracowaliśmy. Można coś zrobić na przyszłość - To co mamy można co najwyżej lekko skorygować. Mamy za mało rozumu by dbać o przyszłość, a obraliśmy kierunek na bagna.
-
Dobry przykład ten pierwszy ( o gościu sprzedającym jabłka po 2 zł ) Dostał w łeb, bo nie zadbano o bezpieczeństwo i to nie ma nic wspólnego z tym, że sprzedawał jabłka. Ale właśnie w ten sposób wiele rzeczy się ludziom tłumaczy , a "ciemny lud to kupi". Przy okazji zachodzi znacznie więcej regulacji. Ci co dali w łeb potrafili się zorganizować. W grupie przedstawiają większą siłę, która może zdominować pewne układy. Ludzie, którzy chcą spokoju przeważnie są przy okazji ludźmi bardziej biernymi. A o spokój trzeba dbać bardziej niż o interesy. Jak widać zupełnie o tym zapomnieliśmy. Bogactwo jako wynik sknerstwa - może i tak być, ale regułą to nie jest wg mnie.
-
Nie Piotrze - samoregulacja istnieje zawsze i wszędzie. TylkoTy próbujesz ograniczyć czas i/lub miejsce - zawężasz pole działania i w nim nie jesteś w stanie zaobserwować tej samoregulacji. Samoregulacja to inaczej ciąg przyczyn i skutków, które zawsze są, tylko czasami poza granicami naszego postrzegania. Edit Jeszcze coś nt tego co Marian... Pamiętać jeszcze trzeba o sknerstwie niektórych osobników. Ale tak na poważnie sknerstwo to wewnętrzna potrzeba jakiegoś zachowania. Podobnie jak słowo "tanio" będzie miało różne granice. Jeżeli wynika z doświadczeń głodu, ubóstwa, czy można z tego się śmiać ? Łatwo z tego szydzić, gdy się całe życie żyje dostatnio. Gdyby się zastanowić to może to wynikać z chęci posiadania zabezpieczenia na złe czasy. Sknerstwo ma swoje przyczyny - nie bierze się z niczego. Gdzie występuje symboliczne sknerstwo ? Jak te grupy wyglądały pod względem zamożności patrząc na ich dłuższa historię ?
-
Co do konkurencyjności nie zgadzam się z Tobą Piotrze, choć napisałeś prawdę, to musisz wziąć pod uwagę, że pojęcie "tanie" jest rzeczą względną. Określenie "tanie" zależy m.in. od różnicy - wielkości dochodów i koniecznych wydatków. Chyba często się o tym nie pamięta. Czasami słyszymy: "skoro Cię nie stać, to nie szalej". Ale ludzie mniej zarabiający tez mają pragnienia, marzenia - fajnie by było gdyby mogli je realizować. Może trochę większym wysiłkiem, właśnie wkładem własnym pracy. Wszystkim takim osobom życzę spełnienia marzeń - jeżeli się uda będą potrafili to docenić jak nikt inny.
-
Patent z trocinami to wynalazek sprzedawców samochodów sprzed bardzo wielu lat. - za nowatorski to bym go raczej nie uznał. Mnie się podobały bardzo komentarze po Brexicie n.t. kampanii reklamowych i przyczyn takiego ułożenia się elektoratu. To co po wyborach w Polsce nie ujrzało światła dziennego " na zachodzie" bardzo szybko się znalazło w opiniach i uwagach po kilku godzinach. Wszystkie rządy miały politykę podobną - jak coś złego w kraju to skutek działania Brukseli, jak coś dobrego, to wynik postawienia się rządu - rząd jest wspaniały. Wobec ogólnie małego pojęcia społeczeństwa o działaniu instytucji unijnych można motłoch "robić w konia". Obciążanie winą innych zawsze było dobrze przyjmowane, jest wygodne i daje poparcie. Jest jeden problem - jeżeli za bardzo mija się to z prawdą robią się długi w stosunku " do rzeczywistości". Tu nie ma zmiłuj się - natura tego nie umorzy. Nie ma miejsca na pertraktacje - nie posiejesz , to nie zbierzesz. Prawda Was wyzwoli... tylko co zrobić, jeśli jest ona niewygodna ? Obawiam się, ze stara klasyczna sztuka zegarmistrzowska straciła rację swojego bytu wg starych zasad. Nie potrzeba już wielkiej ilości zegarmistrzów do naprawy zegarów. To co mają do roboty to działania w zakresie sentymentów, snobizmu ( pozytywnie rozumianego ), czasami próżności. Nasycenie rynku tymi usługami jest chwiejne, podobnie jak zapotrzebowanie na usługi. Wysokie ceny powodują rezygnację z usług i następuje kryzys zapotrzebowania. Trudno się zapewne na takim rynku odnaleźć. Wydaje mi się, że jest za dużo gry a za mało realiów. Oczywiście każdy chce wleźć na piedestał. Ale uważajcie z wciskaniem się tam - robicie złą robotę - sami sobie zakładacie stryczek na szyję. Młodzi oleją rzeczy trudne w używaniu - zegar może być jak obrazek - nie musi być sprawny - to nie jest do życia potrzebne. Może stać lub wisieć i wyglądać. Może tez warto się zastanowić nad jeszcze jedna rzeczą - szacunkiem. Szacunek ma się do człowieka, nie do zawodu. Jeżeli w danym zawodzie większość ludzi kiedyś zdobyło szacunek, czasami robi się uogólnienia i przenosi cechę na zawód ( wszystkich ludzi w tym zawodzie). Problem w tym, ze z takiego "przeniesienia" zaczynają korzystać ludzie nie za bardzo na to miejsce zasługujący. Gdy zrobi się ich za dużo starty są spore.
-
Ależ będzie mi bardzo miło
-
Mnie się wydaje, że to wszystko o czym piszecie to kwestia podaży i popytu. Próbujecie na siłę ustawić te dwie wartości - ustawić na stałe wg swoich reguł, o one są zmienne. W tej sytuacji okazało się,że za taką kasę jakiej oczekiwali fachowcy pracy nie ma. Być może to nie była nawet wygórowana cena za ich pracę, ale w tym wypadku ich praca na tym poziomie cenowym nie była potrzebna. Mój dziadek w 1930 roku nabył komplet mebli z zegarem podłogowym,który ma mechanizm Mathiasa Bauerle. Nie wiem jak i czy go konserwowano przed wojną,ale po wojnie zegarmistrza nie widział. Konserwował go wuj... czy go konserwował ? - nie wiem - raczej sprawiał, że chodził. Chyba go nie lubił i nie podchodzono do niego z szacunkiem. Odkąd pamiętam ( wczesne lata 60-te miał zegar do wagi podczepione drutem ( przywiązane na zewnątrz) stare mosiężne kurki by zwiększyć masę. Nie smarował nikt tego, nie czyścił - zegar chodził, bo nie miał innego wyjścia. trochę ponad 20 lat temu zegar trafił ( że tak powiem - ze względów naturalnych) do mamy. Zdjąłem dociążenie -chodzić oczywiście nie chciał. Stał rok czy dwa, aż przed którymiś świętami zapragnąłem mieć zegar sprawny. Wyjąłem, wymyłem, sprawdziłem "straty w sprzęcie" - jeden czop do wymiany. Podzwoniłem i usłyszałem proszę przywieźć mechanizm,ale teraz przed świętami to nie da rady. Wymienić czop to był problem - dwóch w Wawie robiło podobno. Ja się w naprawy wtedy nie bawiłem. W efekcie wkurzyłem się,złożyłem , nasmarowałem... chodzi do tej pory. Wiem - jest do roboty. Nie mogę narzekać na zegarmistrzów - teraz pewnie sam go mógłbym zrobić, ale nie ma czasu na to. Gdyby traktować to poważnie, na konserwacje zegarmistrza mama wydałaby więcej niż jest wart na rynku. Wielu ludzi chciałoby nowoczesności w różnych dziedzinach, ale Pan majster z PRLu, jak z kabaretu Dudek im się marzy. Myślę, że całowanie po rękach pana majstra się kończy - jeszcze się zachowało w wielu dziedzinach... jeszcze. Kierował bym się raczej w stronę relacji " zachowajmy do siebie szacunek", majster przedstawia ofertę usługową i niech nie ma pretensji, jeżeli oferta zostanie odrzucona. Majster nie powinien się zajmować powodami odrzucenia i oceną osób, które jego ofertę odrzuciły. Jeżeli popełniły błąd wrócą - jeżeli coś się zwaliło więcej - policzy drożej. Jeżeli nie chce naprawiać złomu - niech podziękuje i nie robi. Po co nawzajem sobie przylepić łatki - z tego wyrasta wzajemna niechęć
-
Czekamy na zdjęcia od Mariana, a tymczasem może jeszcze o czymś. Kolega Josza pokazał ciekawy mechanizm - w tej chwili nie umiem nic konkretnego o nim powiedzieć - jest zagadką. Numer 86873 jest trochę inny. Nie wiem dlaczego mostek znalazł się na wysokości słupków - ma niższą kotwicę ? Nad mostkiem ktoś mocno pracował chyba Czy można prosić o szersze przedstawienie tego mechanizmu. Czy jest do niego wieszak ? Co do tematu rozstawu słupków poruszonych w temacie - obawiam się, że ten rozrzut wymiarów może wynikać z technologii produkcji. ( pomijam przykład 86xxx - to póki co zagadka)
-
Jest szybszy sposób, tylko trzeba z wyczuciem.... mikrofala.
-
Krzychu - musisz się pogodzić z tym, że nic nie jest wieczne. A jak się już z tym pogodzisz, to pozostaje tylko się zastanowić,jak długo występuje potrzeba sprawnego działania.
-
Bardzo dziękuję(my) - super materiał do analizy. Zastanawiają zbliżone wymiary 40xxx i 232 xxx. Oczywiście widać różnice konstrukcyjne - 40xxx z MPZ-tem, profilowanym drążkiem. Trzeba przypomnieć/ zwrócić uwagę po raz kolejny - MPZ to nie tylko zapadka, ale i cały mechanizm w bębnie naciągowym. Muszę sprawdzić, czy to nie najniższy numer z okresu przejściowego. Czy 86xxx to nie jest przypadkiem dwarf ? Niestety nie mam żadnego dwarfa - trudno podać jego charakterystykę wymiaru płyt. Czy wieszak 86xxx trzyma wymiary płyt ?
-
Ja też mogę wymyć... Tylko ja poproszę do mycia... jak w poście 1943
-
Kol Josza - zdjęcia może coś wyjaśnią - bez tego trudno się odnieść do spostrzeżeń. Co do kwadransa z aukcji - dosyć późny - wydaje się być wg obecnej wiedzy z roku ok 1895 ( tak bardziej statystycznie ) O stanie mechanizmu trudno wyrokować. Jeżeli wziąć pod uwagę konieczność zdobycia skrzynki i koszt przeglądu mechanizmu, to cena rzeczywiście sporo za wysoka ( jak na aktualne ceny rynkowe )
-
Te sterczyny na dole bombowe - skrzynka wydaje się być oryginalna. A jeszcze wracając do numeracji i tego co Piotr napisał. Nie mamy pojęcia jaki zapas magazynowy przejmował Junghans od Rescha. Może kilkadzisiąt sztuk a może kilka tysięcy... Czy chciałoby się rozkładać i dobijać informację o Ebensee ? A może scenariusz był zupełnie inny - może zapasów było tyle ( mechanizmów z wybitymi sygnaturami Rescha ), że zdecydowano się na dobicie, bo przebijanie na sygnaturę Junghansa nie miało sensu. Za[as wynosiłby w takim układzie koło 50 tys szt - trochę dużo - to pewnie c.a.3 letnia produkcja. Takiemu założeniu sprzyja układ gongów - przy sygnaturze Rescha nie występowały wg obecnej wiedzy gongi strunowe, które weszły do użycia od początku XXw.
-
Trudno powiedzieć. Od 1901 roku. Jeżeli założymy, ze Junghans wprowadził sygnaturę z dopiskiem o Ebensee, to przecież nie zrobił tego natychmiast po podpisaniu umowy przejęcia / kupna. Jeżeli chodzi o mechanizmy i ich jakość nie ma to większego znaczenia. Wyraźne zmiany nastąpiły dopiero gdy zrezygnowano z sygnatur Rescha . W wypadku tego zegara problem może być inny. Wielu producentów robiło skrzynki podobne do skrzynek Rescha. Niektóre były bardzo zbliżone wyglądem. Jednym z charakterystycznych elementów w skrzynkach Rescha były kapitele kolumn drzwi. Czy przypadkiem nie stało się tak, ze ktoś usunął co nieco by skrzynka mogła udawać skrzynkę Rescha ? Wydaje się, że nie - jest sporo innych elementów charakterystycznych dla produkcji z Ebensee,
-
W takim razie to składak. Na ostatnim zdjęciu widać wyraźniej wychyknik - nie jest od Rescha - raczej niemiecki.
-
Tarcza 16 cm to nie jest nic niezwykłego w wypadku Rescha. Skrzynka z poważnymi brakami . Wg mnie chyba najtrudniej będzie uzupełnić kolumny drzwi ( jeżeli to ma być zrobione dobrze ) Mechanizm prawdopodobnie z początku XX w po przejęciu przez Junghansa - bez MPZ - na rynek europejski. Słabo widać wagi - od grawera ?
-
O kurde - polokokta się skończyła ?
-
Brawo ! Numerator Rescha, wskazówki też ( choć nie najwcześniejsze ), mostek jak trzeba - nie ma wątpliwości. Stopka przykręcana jak w najwcześniejszych. Warto jeszcze zauważyć, ze soczewka wahadła bez "wcięcia" charakterystycznego dla późniejszych Reschy. Nie wiadomo kiedy zaczęli robić wcięcia w soczewkach, ale coraz mniejszy rozrzut nam się robi. Reszta wahadła ( okucia ) są ? Górne okucie powinno być jeszcze frezowane . Wieszak do tego jest ? Brakuje pokrętki z jednej strony stopki. Dziękuję bardzo za zdjęcia
-
Skrzynka nie bardzo pasuje do mechanizmu z okresu 100xxx. Wg mnie jeżeli już to 200xxx. Należy jednak wziąć pod uwagę, że to był okres, w którym inni producenci bardzo się zbliżyli do wzornictwa z Ebensee. Kilka charakterystycznych elementów może wskazywać, że to późna skrzynka Rescha. Jeżeli nie ma innych dziur po wcześniejszym wieszaku to jest niemal pewność.
