-
Liczba zawartości
2196 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Mariusz
-
Dzięki wielkie dla Was obu - i dla Mariana i dla Joszy. Marian - wg mnie skrzynka od tyłu wygląda OK - nie widzę na zdjęciu śladów grzebania - może górna sterczyna - drobiazg. Pozycjonery Rescha odpowiednie do tej numeracji. "Znalazł się" mostek , i miejsce na bezkonfliktowe ustawienie śruby mocującej i przelotu regulacji. Nie wiem jakie wnioski można wyciągnąć, by nie były pochopne - trzeba chyba poczekać na kolejne sztuki - wtedy może coś się wyjaśni. Póki co masz jedyny egzemplarz z regulacją tego rodzaju. Josza - super robota. Teraz powinni się wypowiedzieć zawodowcy - Adam, Krzysiek... Wg mnie różnice to wynik ręcznego trasowania kroczkiem. Kolejne potwierdzenie sposobu/technologii produkcji. Bardzo mi się to podoba
-
Marian - foto pleców = zdjęcie skrzynki zegara od strony ściany, od tyłu - to czego nie widać jak wisi na ścianie. Oczywiście głównie chodzi o dół i górę - środek mniej ważny w większości wypadków. --------------------- W okresach przejściowych możliwe są wypadki pojawiania się obu wersji. Problem z okuciem górnym wahadła w tym wypadku polega na tym, że kształt nie pasuje do żadnej z wersji. Ale OK - nie ma wyjścia - trzeba przyjąć, ze ktoś zrobił coś nietypowego i spokojnie czekać - może się znajdzie kolejny taki. Jeżeli będą podobne to należało to będzie uznać to za formę przejściową.
-
Niestety takie są wady prób oceny ze zdjęć - często zdarza się, że inne oświetlenie elementów z powodu różnych odległości powoduje niechciane efekty. OK - jeżeli twierdzisz, ze numerator jest identyczny to tak należy przyjąć i nie ma co dyskutować. Powiedz proszę, czy górne okucie wahadła to wygięta blaszka ? - można prosić o jakieś zdjęcie z boku tego elementu . Ze względu na trochę dziwną konstrukcję skrzynki przydałoby się tez zdjęcie pleców. Nietypowa śruba do regulacji ma trochę dziwny łeb - tak jakby było to przewidziane do przedłużenia . Całkiem możliwe, że to było do wyrzucenia regulacji poza skrzynkę. Tylko trochę bark w tym logiki. To jest mechanizm tygodniowy a nie miesięczny, z MPZ, a więc jednak wyższej klasy. Błąd przy dobrze ustawionym mechanizmie to kilka do kilkunastu sekund na tydzień - tu nie ma co poprawiać/ korygować. Oczywiście zawsze można sobie coś wykombinować, by to sens miało. Np zatrzymywanie zegara na noc by nie przeszkadzał i codzienne ustawianie go rano.
-
Taka uwaga : Wieszak jest przerobiony ze starszego typu - rozpiłowany uchwyt sprężynki wahadła i przewiercony. W wieszaku starego typu można zamontować każdą nowa sprężynkę ( oczywiście odpowiedniej długości ) i będzie OK. Trzeba tylko zanitować dziurkę od kołka. Apel ogólnoświatowy Nie rozpiłowujcie starych wieszaków Ciekawa sprawa półmostka , a konkretniej - rozmieszczenia na nim elementów. Znalezienie miejsca na dodatkowy element by nie kolidowało to ze śrubą mocującą do płyty. Trudno ocenic, czy to się udało w tym wypadku. EDIT Jeszcze raz przyglądałem sie górnemu okuciu wahadła - tym razem w domu na normalnym kompie, a nie małym lapku. Nie potrafię nawet stwierdzić, czy to wygięta blaszka, czy frezowany element Boczne lub chociaż skośne zdjęcie by się przydało
-
Bardzo ciekawy przypadek. Niespotykane do tej pory górne okucie wahadła - na powiększeniu - wydaje się że wtórne. !!xxx powinno być frezowane i porównanie numeratorów - "6" ma innej wielkości oczko chyba. ( w porównaniu do wieszaka). Półmostek przerobiony jakoś i mówiąc szczerze nie widzę mostka nad minutową - może się schował i tylko delikatnie widać krawędź ? Ma rację Piotr - zdjęcie bez tarczy by sie przydało bardzo. Skrzynka hmmm - zwróciłem uwagę na bardzo ładny dół - znakomicie zachowany. Aż za bardzo. Na drzwiach na górze aplikacje charakterystyczne raczej dla późniejszego okresu - może skrzynka odnawiana "solidnie" Do tego łamana góra skrzynki - trochę to wszystko źle pachnie;) EDIT Jeszcze jedna rzecz- skrzynka ma "podwójne dno" - trochę jakby cała broda była dodana. To by trzeba obejrzeć IRL. Nie potrafię ze zdjęć nic na 100% powiedzieć
-
Ja nie znam dobrych co pracują za " normalne" pieniądze Szczerze - poza robotami Adama, który akurat z tego co mi wiadomo zawodowo się tym nie zajmuje, nie spotkałem robót gdzie mógłbym powiedzieć - bardzo dobrze zrobione. To dotyczy zegarów - o zegarkach nie mówię. Zapewne w Polsce kilku mogło by wyjść ze spirali powodującej spadek w dół - mało pracy , bo drogo, drogo bo mało pracy. Ale z tej spirali nie wyjdzie się przy pomocy myjki ultradźwiękowej i Gronalu. Trzeba narzędzi, które popracują. A potem jeszcze trzeba chcieć.
-
Myślę, że problem leży gdzie indziej. To zawodowcy muszą się z nim uporać. Wygląda na to, ze problem jest w nich samych. Panowie - to co napisał Marian i Piotr weźcie sobie DO SERCA. Nie wiecie w tym wypadku co człowiek zrobił i jak - czy dobrze, czy źle. Widać skutki, a o jakości pracy nie wiemy nic poza efektami chwilowymi. Problem w tym, że na podstawie "statystyki" próbujecie zdeprecjonować robotę człowieka. Wiem, że to walka o przetrwanie na rynku, ale w końcu prawa rynku ( by nie powiedzieć wolny rynek ) i tak to ustawią. Sami kierujecie rynek zegarmistrzowski ( napraw ) na "snobistyczną" ścieżkę. Cierpią na tym nieliczni starzy , dobrzy zegarmistrze, którzy za "normalne pieniądze" jeszcze przez chwilę by popracowali przez jakiś czas. A może już ich nie ma ?
-
Bo to by było off topic. Moderatorowi wolno, ale my możemy dostać bana
-
Po "zniknięciu" łożyska nastawnego osi kotwicy ( na przedniej płycie) mostek był wykorzystywany najwyraźniej do ustawienia. Dlatego położenie śrub mostka było różne ( przynajmniej dotyczy to mostków frezowanych - nie pamiętam jak było z wyginanymi/kutymi. Na zdjęciu z porównaniem płyt wydaje się, że oś bębna jest równo na zdjęciu. Oś kotwicy zdecydowanie nie. Zakładając że są te same koła i zębniki coś musiało się zmienić. Czy można prosić o sprawdzenie rozstawu łożysk w płytach. W numerze 86xxx wydaje się, że górna krawędź ramion mostka nie wychodzi powyżej linii podkładek pod śruby, w pozostałych raczej wychodzi. Może to sprawa ujęcia zdjęcia Jeżeli mechanizm 86xxx jest identyczny pod względem przekładni to chyba fajnie . Świadczyć to może o bardzo indywidualnym podejściu do każdego mechanizmu przez producenta. Źle dla jego biznesu wówczas - taka ręczna zabawa musiał pochłaniać znacznie więcej pracy. Ale dla nas obecnie - każdy mechanizm był jedyny i niepowtarzalny. Byc może właśnie z tego powodu Junghans później tak podkreślał pochodzenie swoich zegarów ściennych w katalogach i reklamach. Miały swoją renomę ( przynajmniej do okresu I WŚ. ) Dwarfa zapewne można poznać po przełożeniach - miał krótsze wahadło, więc zapewne okres wahnięć był krótszy.
-
To ja już wolę coś na rozgrzewkę
-
I tu pada pytanie - co oznacza powiedzenie " nie chcem, ale muszem " Granica wolności jest wybór - dopóki masz wybór "żyję lub umieram" TEORETYCZNIE możesz się uznać za wolnego .
-
Tylko Piotrze - funkcja - ta funkcja " wolnego rynku" poza dziedziną nie istnieje teoretycznie, w książkach. W praktyce nadal funkcjonuje w najlepsze i jest to namacalne - możemy ja oczywiście inaczej nazywać, bo wyszła poza dziedzinę. OK - jeżeli tak postawisz sprawę - wolny rynek jako funkcja nie istniał nigdy - ludzie do tego jeszcze nie dorośli mentalnie. Przeszkadza temu instynkt samozachowawczy i jego pochodne. Ludzie stosują definicje, ale jeżeli definicje nie wyczerpują wszystkich warunków zaistnienia, robią się problemy. W matematyce to dużo prostsze (upraszczając ), w semantyce już nie jest tak łatwo. Z tym trzeba się pogodzić i próbować doprecyzować na bieżąco. Staruszku - fajny przykład i dobre pytanie. Tyle, że sam ten twór mimo łamania zasad nazwałeś kolejką. Pewnie słusznie, bo wiadomo o co chodzi. Podobnie ja używałem określenia " wolny rynek"
-
Pisząc o złym kierunku myślałem raczej o narastaniu agresji ( nie należy szukać ostrych przykładów - to sam początek) Nie dam się wciągnąć w agresję Pisze o tym jak rozumiem wolny rynek. W podręcznikach są pewne założenia - często niedostrzegane . Większość rzeczy w podręcznikach jest adresowana do "ludzi myślących". I tu jest rozjazd, bo kto z nas nie myśli ? Nazwa " ludzie myślący" zawiera pewną granicę - ustawia minimalny wymagany poziom myślenia na dosyć wysokim poziomie. Wg mnie jako społeczeństwo jesteśmy poniżej tego poziomu. My Polacy... a ostatnio wydaje się, że i Europa. Nie ma sytuacji w której "wolny rynek" jako funkcja przestaje istnieć - wyszedł poza pewne granice. Staram się pokazać gdzie , jak i dlaczego istnieje ta funkcja poza dziedziną .
-
Chyba idziemy złym kierunku w rozmowie. Jeszcze nie zboczyliśmy, ale jesteśmy tego bliscy. I nie dotyczy to bezpośrednio spraw o których rozmawiamy, a o używanie/rozumienie pewnych pojęć. Mnie trudno wolnym rynkiem nazwać twór pełen założeń, ograniczeń i reguł. Jeżeli założymy, że wolny rynek tworzą ludzie "cywilizowani" to co się z nim dzieje jeżeli do głosu dochodzą ludzie "dzicy" ? Ja uważam, że istnieje nadal, tylko dochodzą w nim do głosu jako znaczące inne argumenty. W Twoim wypadku - jak rozumiem - uważasz, że dołożenie innych argumentów decydujących powoduje, że "wolny rynek " przestaje istnieć. Ale o wolnym rynku ma decydować zapotrzebowanie. Pojawia się zapotrzebowanie na inne argumenty - są i decydują. Wolny rynek to układ - im szerzej będziesz to rozumiał tym mniej nieścisłości będzie między nami. Wolny rynek podaje towar. Wyrób, opakowanie, formę sprzedaży. Decydujący o przyjęciu nie musi być towar właściwy - czasami jest to opakowanie, a czasami sposób podania. Problem w tym, że wg zapewnień kelnera podano na na obiad wyjątkowy rarytas, jest piękna zastawa, tylko na talerzu masz gówno. Są tacy co będą łykać i udawać, że super. Ja mówię - NIE - to jest gówno i tego nie akceptuję. Na żaden snobizm mnie nikt nie weźmie. Lepiej przypomnijmy sobie po raz kolejny bajkę "Nowe szaty króla"
-
To zależy jak rozumieć "wolny rynek". Jeżeli ograniczyć postrzeganie do fragmentów rzeczywistości , to " rachunki" rzeczywiście zgadzać się nie będą. Ale wielką naiwnością jest wymaganie by prawa globalne działały w skali mikro. Układ przyczynowo skutkowy istnieje niezależnie od naszych przekonań, życzeń czy chęci. Wolny rynek to nie są same korzyści - słabsi powinni odpaść. Problem w tym co zrobić jeżeli słabsi w wytwarzaniu są silniejsi fizycznie i nie rozumem, a siła próbują narzucić swoje reguły. Mimo wielu doświadczeń negatywnych wskazujących na wadliwość "drogi siłowej" nadal pewne grupy ją wybierają. Można by powiedzieć - to ludzie upośledzeni umysłowo - należy ich odizolować i będzie po problemie. Gdyby była ich garstka - owszem - może by dało się to zrealizować.
-
O bezpieczeństwo nie dba się od momentu dostania w łeb - trzeba o tym myśleć wcześniej. Poważnie . Od kiedy wiadomo, że takie będą Rzeczypospolite jakie młodzieży wychowanie ? Na to trzeba pracować latami. Nie słyszałem by posiać a za tydzień urządzić zbiory - nie dziwi Cię to - prawda ? Mamy taka Polskę na jaka zapracowaliśmy. Można coś zrobić na przyszłość - To co mamy można co najwyżej lekko skorygować. Mamy za mało rozumu by dbać o przyszłość, a obraliśmy kierunek na bagna.
-
Dobry przykład ten pierwszy ( o gościu sprzedającym jabłka po 2 zł ) Dostał w łeb, bo nie zadbano o bezpieczeństwo i to nie ma nic wspólnego z tym, że sprzedawał jabłka. Ale właśnie w ten sposób wiele rzeczy się ludziom tłumaczy , a "ciemny lud to kupi". Przy okazji zachodzi znacznie więcej regulacji. Ci co dali w łeb potrafili się zorganizować. W grupie przedstawiają większą siłę, która może zdominować pewne układy. Ludzie, którzy chcą spokoju przeważnie są przy okazji ludźmi bardziej biernymi. A o spokój trzeba dbać bardziej niż o interesy. Jak widać zupełnie o tym zapomnieliśmy. Bogactwo jako wynik sknerstwa - może i tak być, ale regułą to nie jest wg mnie.
-
Nie Piotrze - samoregulacja istnieje zawsze i wszędzie. TylkoTy próbujesz ograniczyć czas i/lub miejsce - zawężasz pole działania i w nim nie jesteś w stanie zaobserwować tej samoregulacji. Samoregulacja to inaczej ciąg przyczyn i skutków, które zawsze są, tylko czasami poza granicami naszego postrzegania. Edit Jeszcze coś nt tego co Marian... Pamiętać jeszcze trzeba o sknerstwie niektórych osobników. Ale tak na poważnie sknerstwo to wewnętrzna potrzeba jakiegoś zachowania. Podobnie jak słowo "tanio" będzie miało różne granice. Jeżeli wynika z doświadczeń głodu, ubóstwa, czy można z tego się śmiać ? Łatwo z tego szydzić, gdy się całe życie żyje dostatnio. Gdyby się zastanowić to może to wynikać z chęci posiadania zabezpieczenia na złe czasy. Sknerstwo ma swoje przyczyny - nie bierze się z niczego. Gdzie występuje symboliczne sknerstwo ? Jak te grupy wyglądały pod względem zamożności patrząc na ich dłuższa historię ?
-
Co do konkurencyjności nie zgadzam się z Tobą Piotrze, choć napisałeś prawdę, to musisz wziąć pod uwagę, że pojęcie "tanie" jest rzeczą względną. Określenie "tanie" zależy m.in. od różnicy - wielkości dochodów i koniecznych wydatków. Chyba często się o tym nie pamięta. Czasami słyszymy: "skoro Cię nie stać, to nie szalej". Ale ludzie mniej zarabiający tez mają pragnienia, marzenia - fajnie by było gdyby mogli je realizować. Może trochę większym wysiłkiem, właśnie wkładem własnym pracy. Wszystkim takim osobom życzę spełnienia marzeń - jeżeli się uda będą potrafili to docenić jak nikt inny.
-
Patent z trocinami to wynalazek sprzedawców samochodów sprzed bardzo wielu lat. - za nowatorski to bym go raczej nie uznał. Mnie się podobały bardzo komentarze po Brexicie n.t. kampanii reklamowych i przyczyn takiego ułożenia się elektoratu. To co po wyborach w Polsce nie ujrzało światła dziennego " na zachodzie" bardzo szybko się znalazło w opiniach i uwagach po kilku godzinach. Wszystkie rządy miały politykę podobną - jak coś złego w kraju to skutek działania Brukseli, jak coś dobrego, to wynik postawienia się rządu - rząd jest wspaniały. Wobec ogólnie małego pojęcia społeczeństwa o działaniu instytucji unijnych można motłoch "robić w konia". Obciążanie winą innych zawsze było dobrze przyjmowane, jest wygodne i daje poparcie. Jest jeden problem - jeżeli za bardzo mija się to z prawdą robią się długi w stosunku " do rzeczywistości". Tu nie ma zmiłuj się - natura tego nie umorzy. Nie ma miejsca na pertraktacje - nie posiejesz , to nie zbierzesz. Prawda Was wyzwoli... tylko co zrobić, jeśli jest ona niewygodna ? Obawiam się, ze stara klasyczna sztuka zegarmistrzowska straciła rację swojego bytu wg starych zasad. Nie potrzeba już wielkiej ilości zegarmistrzów do naprawy zegarów. To co mają do roboty to działania w zakresie sentymentów, snobizmu ( pozytywnie rozumianego ), czasami próżności. Nasycenie rynku tymi usługami jest chwiejne, podobnie jak zapotrzebowanie na usługi. Wysokie ceny powodują rezygnację z usług i następuje kryzys zapotrzebowania. Trudno się zapewne na takim rynku odnaleźć. Wydaje mi się, że jest za dużo gry a za mało realiów. Oczywiście każdy chce wleźć na piedestał. Ale uważajcie z wciskaniem się tam - robicie złą robotę - sami sobie zakładacie stryczek na szyję. Młodzi oleją rzeczy trudne w używaniu - zegar może być jak obrazek - nie musi być sprawny - to nie jest do życia potrzebne. Może stać lub wisieć i wyglądać. Może tez warto się zastanowić nad jeszcze jedna rzeczą - szacunkiem. Szacunek ma się do człowieka, nie do zawodu. Jeżeli w danym zawodzie większość ludzi kiedyś zdobyło szacunek, czasami robi się uogólnienia i przenosi cechę na zawód ( wszystkich ludzi w tym zawodzie). Problem w tym, ze z takiego "przeniesienia" zaczynają korzystać ludzie nie za bardzo na to miejsce zasługujący. Gdy zrobi się ich za dużo starty są spore.
-
Ależ będzie mi bardzo miło
-
Mnie się wydaje, że to wszystko o czym piszecie to kwestia podaży i popytu. Próbujecie na siłę ustawić te dwie wartości - ustawić na stałe wg swoich reguł, o one są zmienne. W tej sytuacji okazało się,że za taką kasę jakiej oczekiwali fachowcy pracy nie ma. Być może to nie była nawet wygórowana cena za ich pracę, ale w tym wypadku ich praca na tym poziomie cenowym nie była potrzebna. Mój dziadek w 1930 roku nabył komplet mebli z zegarem podłogowym,który ma mechanizm Mathiasa Bauerle. Nie wiem jak i czy go konserwowano przed wojną,ale po wojnie zegarmistrza nie widział. Konserwował go wuj... czy go konserwował ? - nie wiem - raczej sprawiał, że chodził. Chyba go nie lubił i nie podchodzono do niego z szacunkiem. Odkąd pamiętam ( wczesne lata 60-te miał zegar do wagi podczepione drutem ( przywiązane na zewnątrz) stare mosiężne kurki by zwiększyć masę. Nie smarował nikt tego, nie czyścił - zegar chodził, bo nie miał innego wyjścia. trochę ponad 20 lat temu zegar trafił ( że tak powiem - ze względów naturalnych) do mamy. Zdjąłem dociążenie -chodzić oczywiście nie chciał. Stał rok czy dwa, aż przed którymiś świętami zapragnąłem mieć zegar sprawny. Wyjąłem, wymyłem, sprawdziłem "straty w sprzęcie" - jeden czop do wymiany. Podzwoniłem i usłyszałem proszę przywieźć mechanizm,ale teraz przed świętami to nie da rady. Wymienić czop to był problem - dwóch w Wawie robiło podobno. Ja się w naprawy wtedy nie bawiłem. W efekcie wkurzyłem się,złożyłem , nasmarowałem... chodzi do tej pory. Wiem - jest do roboty. Nie mogę narzekać na zegarmistrzów - teraz pewnie sam go mógłbym zrobić, ale nie ma czasu na to. Gdyby traktować to poważnie, na konserwacje zegarmistrza mama wydałaby więcej niż jest wart na rynku. Wielu ludzi chciałoby nowoczesności w różnych dziedzinach, ale Pan majster z PRLu, jak z kabaretu Dudek im się marzy. Myślę, że całowanie po rękach pana majstra się kończy - jeszcze się zachowało w wielu dziedzinach... jeszcze. Kierował bym się raczej w stronę relacji " zachowajmy do siebie szacunek", majster przedstawia ofertę usługową i niech nie ma pretensji, jeżeli oferta zostanie odrzucona. Majster nie powinien się zajmować powodami odrzucenia i oceną osób, które jego ofertę odrzuciły. Jeżeli popełniły błąd wrócą - jeżeli coś się zwaliło więcej - policzy drożej. Jeżeli nie chce naprawiać złomu - niech podziękuje i nie robi. Po co nawzajem sobie przylepić łatki - z tego wyrasta wzajemna niechęć
-
Czekamy na zdjęcia od Mariana, a tymczasem może jeszcze o czymś. Kolega Josza pokazał ciekawy mechanizm - w tej chwili nie umiem nic konkretnego o nim powiedzieć - jest zagadką. Numer 86873 jest trochę inny. Nie wiem dlaczego mostek znalazł się na wysokości słupków - ma niższą kotwicę ? Nad mostkiem ktoś mocno pracował chyba Czy można prosić o szersze przedstawienie tego mechanizmu. Czy jest do niego wieszak ? Co do tematu rozstawu słupków poruszonych w temacie - obawiam się, że ten rozrzut wymiarów może wynikać z technologii produkcji. ( pomijam przykład 86xxx - to póki co zagadka)
-
Jest szybszy sposób, tylko trzeba z wyczuciem.... mikrofala.
-
Krzychu - musisz się pogodzić z tym, że nic nie jest wieczne. A jak się już z tym pogodzisz, to pozostaje tylko się zastanowić,jak długo występuje potrzeba sprawnego działania.
