Dziś będąc w Sephorze, mój wzrok skierował się w stronę półki z Givenchy. Lubię tę firmę - mam Givenchy Homme Red Label i uważam, że jest naprawdę świetny (raczej letni). Na górnej półce dostojnie stał Givenchy Gentleman. Od dawna intrygował mnie flakon i postanowiłem sprawdzić. Szczerze powiedziawszy, moje pierwsze wrażenie było mieszane. Początkowe akordy są bardzo ziołowe - jak jakaś mikstura apteczna Schowałem papierek do kieszeni i poszedłem w stronę Dior'a, a ściślej mówiąc do Fahrenheit'a. Trafiłem na wersję Aqua i doszedłem do wniosku, że jednak wolę zwykłą. Koniec końców, skończyłem na Diorze Homme - cudowny, słodko-pudrowy, wciągający, szlachetny zapach. Po powrocie do domu wyjąłem papierek z Givenchy Gentleman i... zatkało mnie. Zapach pięknie "ewoluował" zmieniając się w cudownie suchy (lubię takie), rześki, klasyczny (rok wprowadzenia 1974) i i szalenie elegancki. Klasa sama w sobie. Wydaje mi się, że jest nieco podobny do Yves Saint Lauren Kouros'a - jednakże nie mam 100% pewności, gdyż dawno go nie wąchałem I tak oto kolejne perfumy dołączyły do mojej listy "must have"...