Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

fibo

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1933
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    6

Zawartość dodana przez fibo

  1. "Szacunek należy się wszystkiemu, co nas otacza." To napisałeś i w pełni się z tym utożsamiam. Inaczej oceniam prawa. Nie wierzę w opinię,że mamy sobie my- ludzie czynić Ziemię poddaną. Oczywiście, egzaltacja zbawców Planety też mnie mierzi, jednak z osobistym stosunkiem do zwierzaków to proste zadanie- miałem wybór biorąc pod swój dach, mogłem zostawić, lub zabrać. Jeśli sam chciałem, to wziąłem z dobrodziejstwem inwentarza, obiecałem opiekę człowieka. Troszkę lepiej ustawionego we współczesnym świecie. "Biorąc go pod dach my bierzemy na siebie bezterminowy obowiązek", no siur, tak właśnie myślę. Tylko słowo to słowo, mogłem nie brać. Jak wziąłem- przepadło. Chyba, że jestem troki od kaleson, a nie facet. Mnie też nie drgnęła powieka, gdy ostatniego rottweilera musiałem uśpić. Zrobiłem to sam, ja byłem Szefem, więc ja musiałem mu powiedzieć ostatnie słowo. Przyjaciółka Vet przyjechała, wkłuła się w naczynie, potem odeszła. Sam to zrobiłem, to był mój obowiązek. Żadnych pretensji, życie po prostu. Ale na moich kolanach, w jego ogrodzie... Jednak czy nie drgnęło w środku? No, drgnęło, postanowiłem więcej psów nie zapraszać do wspólnego życia. Co do Rosji, Komsomolców, czy szkolenia dzieciaków w Hitlerjugend- jasne, manipulatorzy psychopatyczni się w historii pojawiają systemowo. To takie szkolenie z "twardości i męskości". By bez żalu, sentymentów usuwać np. robactwo żydowskie, lub polskich panów w Katyniu i mieć ciągle równo pod kopułką. Sentymenty przeszkadzają w dowodzeniu, jeśli zjesz swojego trzyletniego chomika, zabijesz psa- przyjaciela, to już możesz wszystko. Janczarów podobnie szkolili, to schemat powtarzany przez wieki. Władcy się nauczyli jak motłochem sterować...Nigdy nie miałem pretensji do ludzi żyjących z hodowli, wieśniaków żywiących swoje kury, a potem gotujących rosół, zajmujących się zawodowo produkcją mięsa wieprzowego, wołowiny, jagnięciny, o cielęcinie nie wspominając. OK, oni im nie obiecywali uczuć. To ich zawód społecznie potrzebny. Robią co potrafią, co muszą. Takie życie, nie ja je zaprojektowałem, ja się w nim urodziłem.Radzę sobie po swojemu, nie głoszę jedynych słusznych racji, żyję jak potrafię. Masz słuszność mówiąc o chwilowo wygodnym życiu, które wiedziemy w Europie. Doprowadza do paradoksów, jednak upraszam o kontynuację. Wolę pancię z pieseczkami w Rolsie, niż MadMaxa :-). Bezapelacyjne. Do samego końca, mojego lub Jej.Tak w ogóle to zgadzam się z w zasadzie z Twoją opinią, bo mam wrażenie, że mówimy o tym samym innymi słowami.
  2. Mnie się bardzo, bardzo podoba, tym bardziej, że moje tarcze są zegarowe, duże, więc pewnie łatwiej by było obrabiać na gotowo (choć piec by musiał być ambitniejszy). Finał nie daje efektu nówki, tylko nader przyzwoitej rekonstrukcji, co też jest IMO dokładnie tym, co w pełni akceptuję. Pozostaje niedosyt w pytaniu "jak?". Bo przecież wszystkim wiadomo, że najpierw skutecznie umyć i usunąć wszelkie wtórne związki (czym?), potem uzupełnić (czym?), następnie jakoś nabłyszczyć (czym?) i ew. w międzyczasie domalować indeksy (czym? jak?). No wiem, wiem, lata doświadczeń kilku ludzi... Ale może jakaś podpowiedź w choć jednym temacie? Może co zastosowałeś do nader porządnego mycia? Hę?
  3. Ach te uogólnienia i stereotypy, rzeczywiście prosto tłumaczą nieprosty świat. Nie potrafię pisać o "większości", bez porządnych badań tematu trochę bym pewnie rzecz spłycił, a tego nie chcę. Potrafię pisać o swoim życiu, bo je znam, więc taki przyczynek do rozmowy: Miałem wiele psów i jeszcze więcej kotów (czy też mieliśmy się nawzajem). Pierwsze dwa to były wilkopodobne znajdy, następny wyrzucony i z trudem wyleczony brązowy doberman, potem kolega dał mi szczeniaka rottweilera, bo miał kłopot z dużym miotem, a nie był hodowcą, tylko właścicielem suki nader pięknej. I wpadłem po uszy w rasę. Po kolei tylko takie psy mieszkały w moim domu, każdy z innej strony kraju, a wszystkie z podobnym charakterem, temperamentem, spokojem. Odnalazłem psi ideał. Po śmierci ostatniego postanowiłem już więcej nie przeżywać odchodzenia moich zwierząt. Los sprawił inaczej- córka urabiała mnie rok, w końcu przedstawiłem prawie niewykonalne warunki, a ona je spełniła. Ot, siurpryza. W efekcie wybrała buldożka francuskiego . Pojechaliśmy do poleconej przez kumpla hodowli pod Poznań, właściciel nie obiecywał szczeniaka, chciał nas poznać. Jego psy i warunki zobaczyliśmy podczas kilkugodzinnego pobytu. To było starsze małżeństwo pasjonatów, szaleńców i uwierz mi- pieniądze wyszły na końcu, a ponieważ my zostaliśmy oczarowani właścicielami, a oni moim zwariowanym dzieckiem, to w końcu dostaliśmy psa za 1/2 ceny, a propozycja obniżki wyszła od nich. Co pół roku dzwonią, pytają o choroby, kłopoty, ogólnie psie życie. Prowadzą taką buchalterię wszystkich swoich szczeniaków dobre 17 lat. Mam zawsze (tu odpukuję) dobre wieści, to kłopotliwa i dosyć głupawo wymyślona rasa, podatna na choroby etc. Mój kolega nie chorował nigdy na nic. Je, śpi, szczeka, walczy z motylami i srokami, rozumie kilkaset słów, zna się na zegarze i potrafi wskazać północ. Ma jedną wadę- pierdzi. Co czasem jest zaletą, już Ritter to wywiódł. Jest na kogo zgonić, a on lojalnie milczy. Nigdzie się nie pokazujemy z modnym psem, bo nie lubi spacerów, więc pozostaje duży ogród do uprawiania roślin, buldoga i próżności. Już pisałem- umaszczenie ma bliższe hienom pręgowanym, nie komponuje się z niczym w domu . Na pociechę rottweilery też się nie komponowały, żadnych czarnych ścian z brązowym szlaczkiem. Przebolałem dysonans. Nie wiem, czy wszyscy kochają to co oswoili, pewnie nie. Jest mnóstwo kure dziadostwa wśród ludzi. Ja kocham przed, w trakcie i po. Wszystkie moje koty (a przeszło ich przez moje życie ze dwadzieścia z górką) to były znajdy, lub podrzutki. Nawet syjamka 100% rasy została znaleziona w lesie przywiązana drutem do krzaka. Braciszek nie przeżył, ona była z nami 23 lata. Teraz został mi tylko jeden, ostatni kocur- wyłowiony przez córkę z rzeczki, w pudle po programatorze do pralki. Poszła do sklepu po chleb, wróciła z kotami. Było ich sześć, dwudniowych. Odchowaliśmy wszystkie, kto kociarz ten wie jak wyglądały następne trzy miesiące. Pięć rozdaliśmy, szósty, największa niedojda został. Z mojego doświadczenia więc: hodowle z których brałem psy to były bardzo profesjonalne i dobre miejsca, psy miały tam świetne dzieciństwo, nie chorowały, były zrównoważone i wydawane po wszystkich szczepieniach, czipach etc. Nigdy nie zrobiłem zwierzęciu świadomie krzywdy, wszystkie były i są członkami rodziny. Poziom szczęścia mamy chyba podobny. Schroniska, które dobrze znam, wspieram finansowo. Nie sądzę, żebym był wyjątkiem w złym świecie, mam wielu znajomych podobnie traktujących braci mniejszych, w tym temacie też jest ich nielicha grupa. Pozdrawiamy Buldożer, kocur i ja.
  4. Bo on się jeszcze nie dowiedział, że trzeba do protetyka, koniecznie aparat na zęby, ciemne okulary, rzecz jasna markowe i wybielenie sierści zrobić. Jego państwo też nie nadążają. Mój buldyś ma krzywe zęby, wyłupiaste oczęta, którymi widzi lepiej niż przez teleskop, a sierść to już zupełnie po szakalu jakimś. Niestety, nasz znajomy psychoanalityk uwielbia go bez pamięci z wzajemnością, sam mi dał adres sprawdzonej hodowli, bo też mieszka z podobnym... Ja to ja, ale jemu, wynika z tego, tylko supervisor pozostał i kursy doszkalające. edit: przeczytałem psu Twoją opinię. Powiedział, że ją szanuje, masz prawo tak myśleć, jest Ci bardzo wdzięczny za uwagi. Sugerował jedynie założenie blaszanych portek, gdybyś zechciał nas kiedyś odwiedzić. Pozdrawiamy, zapraszamy!
  5. Faktycznie, "nothing at all". Choć filmu nie oglądałem, jednak życie każe napisać to właśnie. Z żarliwą wiarą i smuteczkiem wszechogarniającym . Swoją drogą dobrze by brzmiało i trzymało rytm: You know nothing Peter B.
  6. Dzięki bardzo, miałem pewne wątpliwości, bo mam zegar z luźno wrzuconym podobnym gongiem do środka. Now I know.
  7. Miałem wrażenie, że to powinno być przykręcone do pleców czymś solidnym, śrubą jakąś, a od drugiej strony nie widzę żadnej nakrętki. Więc jeden wkręt? Jak to się trzyma? I jaka jest odległość między struną gongu a płytą pleców? Mogę zrozumieć ocieractwo, bo zawieszenie było ze dwa razy podciągane do góry, tu pewnie inne ustawienie spirali da czysty dźwięk. Ale zamocowanie całości (która wibruje) do skrzyni bez zastosowania śruby, lub ze 2/ 3 wkrętów- mnie zadziwia.
  8. Czy mógłbym Cię prosić o dokładne pokazanie jak, do czego i czym gong jest zamocowany? W jaki sposób jest wykombinowane, by nie ocierał o zawieszenie (siodełko)?
  9. Panowie, czegoś nie rozumiem. Oceniamy jakość przeprowadzonego przeglądu zegara, więc pytanie jest: czy w opisie aukcji była o tym mowa? Podany zakres i termin takiego procesu? Użyte materiały? Przegląd to dosyć pojemne określenie swoją drogą. Dla jednego będzie obejmował czyszczenie, oliwienie, uruchomienie. Dla innych, bardziej wymagających- przywrócenie wyglądu fabrycznego, zastosowanie olejów "wiodącej marki", wymiana sprężyny na nową, regulacja zgodnie z wzorcem we Frankfurcie . Ogólnie z mojego doświadczenia każdy używany zegar zakupiony gdziekolwiek, wymaga osobistego starannego sprawdzenia. Nieważne co sprzedawca był uprzejmy napisać, zawsze robię weryfikację. Potem ewentualnie reaguję na odkrycia i mam jak zrobiłem. Z braku osobistych umiejętności pozostaje fachowy zegarmistrz. Czasami sprzedający ma dobre intencje, ale inaczej definiujemy pojęcia. Już ostatnio gdzieś tu pisałem: kupiłem wisielca w UK z dołączonym ptasim piórem, oraz słoikiem jakiegoś lepkiego czegoś. Instrukcja bardzo serio była: proszę pana, dziadek go tym piórkiem oliwił po całości raz na pół roku i chodził. Niech pan też tak robi, to świetna metoda, dziadek dowiedział się od zegarmistrza. Tylko dokładnie proszę, w każde miejsce. Sam na początku używałem do oliwienia oleju maszynowego, dopiero po pewnym czasie kupiłem właściwe produkty. Za boga nie pamiętam, który był czym robiony. Sprężyny... ło Matko, różne wynalazki stosowałem. Ostatnio przy konserwacji po prostu muszę rozbierać i myć od nowa własne mechanizmy, po czym stosuję już właściwe smarowidła. Dosmarowywać się boję, skoro nie pamiętam co byłem uprzejmy zastosować lata temu. Ogólnie- moim zdaniem po zakupie należy zlecając, lub osobiście przeprowadzić całościowy test.
  10. Marian, dzięki bardzo, tak jak mówiłem przez telefon: w numeracji 24 mam cztery zegary, wszystkie z gładką śrubą jak zwykle. Jednak po rozmowie z Tobą coś mi nie dawało spokoju. No tak, STRYCH! Poleciałem na górę, a tam na półce, w kolejce do roboty sobie stał piąty SN 2443526. Jeszcze medalowy. Oj było krzyczane na "k", na "ch", a nawet na "wyp". Aż się pies przestraszył. Cóż, od rana Lecytyna łyżkami i owijanie w mokre prześcieradła. Więc dla dobra poszukujących wiedzy: tak jest- były w krótkim okresie nacięte śrubki, sam taką mam w zegarze, a piszę o tym na Forum, bo pewnie do jutra znowu zapomnę, to se w przyszłości doczytam .
  11. Ta śruba ma prawidłową nakrętkę, więc może wypuścili taką serię (choć nie widziałem). Zostaw ją IMO w spokoju. Podwójne otwory w podstawie dla uzyskania uniwersalności, w zależności od modelu jedna, lub druga para się przydawała. No, 5 min na godzinę to już dużo jest. Kulki są u Ciebie maxymalnie ściśnięte, rozkręć je śmiało i daj mu kilka dni popracować. Bardzo brudny jest? Chodzi mi o łożyska. edit: dzięki Marian, nie wiedziałem. Mam cztery z tego okresu i wszystkie z gładkimi główkami, fazowanymi podkładkami, stąd wydawało mi się, że to radosna twórczość. PS. sprawdź, czy ma oliwę, sprawdź czy jest porządnie nakręcony...
  12. Usztywnia podstawę i trzyma górę z dołem w trzecim punkcie. Dwie nóżki plus ta śruba. Podrasować można robiąc fazę na podkładce, bo to było mocno pod kątem zakończone i spiłowując z główki śruby nacięcie na gładko, acz obło. Jak go będziesz miał, to wrzuć zdjęcie od spodu z widoczną nakrętką.
  13. Ten zegar wydaje się być całkiem ok, pytanie co to za skaza na podstawie od frontu? Śruba+ podkładka z tyłu podstawy (skręcająca górę z dołem) zastępcza, należy ją "podrasować" i będzie dobrze.
  14. Ja się spotykałem w UK z nazwą ogólną "India Ink". Tylko teraz by trzeba było podrążyć czym się w epoce składy różniły i wyprodukować własny. Używałem kiedyś takiego firmy Talens, mnie się nie mazał... W bardzo starej książce z przepisami dotyczącymi chemii użytkowej znalazłem takie coś. Nie robiłem, ale może zrobię . edit: nie umiem tego zdjęcia obrócić, u mnie jest dobrze
  15. Kupujesz katalogowy zegar roczny bardzo znanego i cenionego producenta zegarów. Jednocześnie model troszkę rzadszy, z ciekawą koroną. Wszystko w nim jest OK, fajna pamiątka będzie. Tylko nie wymagaj po uruchomieniu astronomicznych dokładności przez cały rok. Roczniaki są od pokazywania magii czasu z naciskiem na magię . Najlepsze życzenia z okazji ślubu!
  16. To jest typowy dla osłon włosa w roczniakach GB element. Nigdy nie widziałem sprzedawanego oddzielnie. Można pewnie kupić kopię całej osłony na ebay, albo prościej- wypiłować sobie z blaszki . Lub zlekceważyć. Na chód zegara nie wpływa, blokowało włos w transporcie.
  17. No byłoby schludniej i porządniej, ale akurat tu nie bardzo jest o czym długo dyskutować, za wyjątkiem upewnienia się, że z przodu numeru jest 24. Moim zdaniem jest. Model znany. O, taki.
  18. Tak na szybkie luknięcie, to moim zdaniem kompletny i fajny. Brak dolnej przesuwki osłony włosa z śrubką blokującą, poza tym IMO w porządku. W ustaleniu roku nie pomogę, bo nie widzę całego numeru, ale gdzieś tak, jak napisałeś +-. Mój identyczny ma z przodu 24xxxxx Nic tylko brać się za robotę i niech żyje.
  19. Mnie się akurat ta tarcza nowa mało podoba, stara jest świetna. Ale to mnie. Tam było kilka grubości linii, dosyć finezyjne podejście do kompozycji. Przepraszam, ale bym w tym wspaniale odrestaurowanym zegarze zostawił chyba oryginalną tarczę. Lub zrobił kopię. Natomiast skrzynia- mistrzostwo!
  20. Bardzo często jest tak, że podczas działań ratunkowych na ponad stuletniej skrzyni, po usunięciu wszystkich przeróbek, "napraw", gwoździ, połamań, ubytków etc, w finale dostaje się gołą, łaciatą konstrukcję. Nie ma innego wyjścia, niż ujednolicenie barwy i przywrócenie stanu pierwotnego powłok. Oczywiście, gdy ma się szczęście zdobyć zegar z XIXw. w stanie muzealnym, to można całość delikatnie odkurzyć miotełką z piórek i gotowe, ale ja takich cudów w handlu nie spotykałem . Dobrze naprawiona skrzynia przeżyje w chwale kolejną stówę, pozostawiona w stanie agonalnym- po prostu się rozpadnie...
  21. No tak... Ja miałem przydzielony na stan 7.62 kbk AK i tak to wpisano do dokumentów. Pewnie dwie nazwy oficjalne jakoś się przenikały. 1977r. POW. Kiedyś odstawiłem niewyczyszczonego po strzelaniu do magazynu broni, bo w międzyczasie mnie wezwano do innych obowiązków (mniejsza o szczegóły, byłem medykiem), zapomniałem o wszystkim, a to był deszczowy dzień. Za miesiąc kolejne strzelanie, po pobraniu broni- obowiązkowe "do przejrzenia". Nie mogłem odciągnąć suwadła, zardzewiało wszystko na amen. Jakoś uderzając odciągnąłem zamek, wpadłem do sanitarki z nadzieją na rozłożenie i ogarnięcie i... dokwaterował się major prowadzący strzelanie. Nic już nie mogłem poprawić na szybko. A wtedy miałem opinię pierwszego, czy drugiego strzelca w całej jednostce. Strzelałem w pierwszej turze, by potem zabezpieczać medycznie całość. W tego zardzewialca zapakowałem ze strachem magazynek i wystrzelałem kolejne 3 dni urlopu . To niezwykle była idiotoodporna strzelawka, nie odmawiała. Jedyny raz (a strzelaliśmy bardzo dużo w mojej jednostce) koledze się przełącznik pochrzanił, na pojedynczym walił trzy od razu. Rusznikarz załatwił problem w kilka minut. No i wystrzeliwałem sobie urlopy z broni z 1956 roku . Czyli byłem jedenastym użytkownikiem.
  22. fibo

    Porady potrzebuję 😊

    Wojtek, dzięki bardzo!
  23. fibo

    O WDZIĘKACH MARYNY...

    Się dorabiamy swoich, jak muzyki... Mój film o pudrowaniu czoła, przyjaźni gorącej w prawidłach obyczaju, śmierci i honoru to: https://www.cda.pl/video/33138523b 1:45: 30 dla niecierpliwych
  24. fibo

    Porady potrzebuję 😊

    Oj chłopaki, no sam naostrzę jak trzeba, tylko się muszę uczyć wielu rzeczy, co się przydadzą może jeszcze ze trzy razy w życiu... A najbardziej to mnie onieśmiela ten "kontr szlif" co ma podobno wykończyć zabawę. Ale dam radę pewnie, jednak wolałbym mieć jakiegoś mastera, co by usługowo zrobił to perfekcyjnie. Zobaczę, pokombinuję. Rzeczywiście patenciki i pomoce są tu mocno niezbędne, nic to, zostawię córci, się jej przydadzą. Dzięki za rady .
  25. fibo

    Porady potrzebuję 😊

    Pewnie tak, ale córcia nie ma chyba ochoty go o to pytać jakoś. A on sam się nie pali do zdradzania źródeł. Wieszszsz, układziki. Ale chociaż nie chce, to co chwila coś tam jej mówi, bo coraz mniej ma ochotę samemu robić . Krzysiu, jaki jest kąt ostrzenia noża do ręcznego hebla? 25 stopni będzie dobrze? Mam dwa niezłej firmy i muszę gdzieś dać do przeostrzenia. Noże proste.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.