A ja już lata temu się "niechętnie zgodziłem", by to Jejmość z łopatą ganiała. Miała taki pomysł przez chwilę, że dla zdrowia etc. Potem dużo mi czasu zajęło, by zwyczaj utrzymać, chwalić efekty ruchu na świeżym powietrzu etc. Wszelkie cienkie sugestie omijałem niczym rafy, z gracją starego wilka morskiego. No tak, wszystko piękne się kiedyś kończy- trzy miesiące temu małżonka złamała rękę! Oczywiście złośliwie. Więc teraz ja gotuję, robię zakupy, kroję, siekam, odkurzam, ścielę, odgarniam śnieg, kurna, życie się skomplikowało, a ta twierdzi, że ciągle boli mimo rehabilitacji. Nie przyjmuje argumentów o ozdrowieńczej roli pracy i rozwiązuje seriami Jolki. Czyli Ty do Eppnera, a ja zaraz coś przypalę, bo obiad do zrobienia . Na szczęście podłogę mi odpuści, wróciłem z odśnieżania złachany i ... pigwówka!