Mają łatwiej, bo najbliższy zegar jest na Alcatrazie przy placu Narutowicza (i diabli wiedzą czy czynny) Tyle, że ja tych defecados znam co do sztuki. To też się zdarza, ale jak podejdziesz do luzaka, handlującego dla rozrywki - wtedy i pogadać można, czasem kielicha wypić. Wśród zawodowców obowiązuje zasada "za żadną cenę nie psuć rynku" - to właściwie obrzeże miasta, oni żyją z przyjezdnych. Jest jeszcze jedna kategoria: tacy, co handlują przy okazji wyprzedaży własnych rzeczy na opłaty i życie. Z tymi wprost głupio się targować. Zwykle handlują na krawężnikach. Farszafka i tyle... Eee, może jakbyśmy się przebrali na różowo, albo za górników, i zatrzymali na dwa dni ruch w centrum Farszafki albo cos podpalili... (nie chce mi się) Albo gdyby Lusina się przez nas powiesiła (chyba jej się nie chce ). A kto za parę lat będzie wiedział co to książka??? Chyba wczoraj przyszli kursanci o coś tam spytać. Rzekłem co pamiętałem, po czym wręczyłem księgę. A oni wytrzeszczyli gały i spytali czy to jest w necie, może jakiś link... J.