Oczywiście że myślę. Nauczyły mnie tego paskudne rysy na seamasterze powstałe właśnie przy myciu talerzy - przeszorowałem nim o tarkę na suszaku. Dlatego teraz, zanim np. włożę rękę do torby narzędziowej (gdzie mam m.in. brzeszczoty, młotki albo "żabę" do odkręcania kranów) zegarek ściągam.
Nie uważam, że "rysy nadają charakteru" - szpecą równie mocno, jak popękana lampa w samochodzie albo naderwany zderzak (jeden sąsiad już ze dwa lata jeździ z takim w BMW F12). Zegarek odkładam nie na szmatkę, ale po prostu ostrożnie. Generalnie dbam o rzeczy np. okulary przeciwsłoneczne mam już od 31 lat - RayBany mod. W1080 1992 Olympic Games - wypuszczone na olimpiadę w Barcelonie - przypominają mi m.in. właśnie 2 wyjazdy do Barcelony w czerwcu i lipcu 1992 r. i spanie w fordzie transicie, podobnie maska technisuba też kupiona przed denominacją - masa świetnych nurkowań.
Skoro obdarzasz nas swoimi przemyśleniami przyjmij, proszę, moje: rzeczy w takim właśnie stanie powinny przywoływać nam wspomnienia. Noszenie przedmiotów poniszczonych jest po prostu niechlujstwem - podobnie jak nieużywanie polskich liter.
p.s. zmywanie naczyń (czym doprowadzam do szału żonę drącą się że nie po to mamy zmywarkę) oraz np. czyszczenie i pastowanie butów po prostu lubię. Zawsze mnie uspokajają i fajnie się przy nich myśli.