Ryb, żółwi, ośmiornic, homarów etc. miała tam "do bólu", turystów mniej, bo był covid i Niemcy, Angole oraz ruscy wtedy nie latali. Widzieliśmy fantastyczną sytuację jak murena w pogoni za krabami wpełzła na portowy falochron - dorwała jednego i pożarła. A do tej kudy dwa - trzy razy podplywałem a ona odpływała. Dla mnie wtedy to była po prostu taka trochę większa ryba. Za to rekiny rafowe, mimo wiedzy że są bezpieczne, zawsze budziły we mnie respekt (za pierwszym razem mało zawału nie dostałem). A takie małe, do metra, to dla mojej córki (jest na pierwszym zdjęciu) były "słodziaki". Zabawna historia: żonę kiedyś żółw lekko ugryzł w pośladek, bo zielone troczki w kostiumie pomylił z sałatą, którą go karmiliśmy 😁