A ja mam inaczej: jako 54 latek nie muszę nosić najnowszej mody, po sezonie idę do outletu w Piasecznie, i w TH, RL albo Lacoste zawsze coś trafię, jak coś (obuwie) nosi pierwsze ślady zużycia i widzę zamiennik to kupuję "na zapas' do piwnicy. Eleganckie kupuje w Bossie - proste, klasyczne linie.
W ten sposób kwestie ciuchów mam z bańki. Zresztą kolorystycznie polegam na żonie, ona i tak wie, że "niektóre rzeczy że mną nie przejdą".