Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

ireo

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1577
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez ireo

  1. ireo

    Klub HERITAGE

    W tym roku, zanim zdecydowałem się na kolejny diver marki Orient, spędziłem sporo czasu na tropieniu historii tego zegarka, który - jak większość omawianych w dziale Heritage - jest reedycją modelu sprzed ponad 60 lat. Orient Star 75th Anniversary M42 Diver 1964 1st Edition F6 Date 200m Rzadko mi się zdarza napalić na zegarek bez odczekania co najmniej roku, a najlepiej kilku lat, od premiery danego modelu. Zazwyczaj przyjmuję postawę wyczekującą. Dodaję upatrzony model do obserwowanych na Ch24, przyglądam mu się ze wszystkich stron, przymierzam (jeśli się da), czytam recenzje i inne dostępne materiały. Jeżeli w międzyczasie zegarek nie przestanie mi się podobać lub nie zostanie zdetronizowany przez jakiś inny, to ewentualnie w końcu kupuję. Z moimi nurkami marki Orient było trochę inaczej. Najpierw w 2019 r., niecały rok po premierze, pojawił się u mnie diver zwany Triton albo Neptun, zależnie od rynku. Występował w trzech wersjach kolorystycznych (czarny, czarny ze złotym i niebieski), różniących się numerami referencji. „Przemówiła do mnie” wersja czarna z pozłacanymi detalami (RA-EL0003B00B), które dodawały zegarkowi głębi. Moja recenzja tego modelu pewnie jest jeszcze możliwa do odnalezienia w forumowym archiwum. Orient Triton (Neptune) RA-EL0003B00B Obła koperta z asymetrycznie umieszczoną skalą rezerwy chodu, z koronką i datą na godzinie czwartej, pomimo rozmiaru 43 mm bardzo dobrze się nosi i nadal robi wrażenie. Z czasem zrezygnowałem tylko z oryginalnej bransolety, średnio funkcjonalnej, na rzecz paska z grubo plecionego perlonu, na którym noszę ten zegarek do tej pory. Po dwóch latach Orient wycofał ten model z oferty a jego następca, pozbawiony wskaźnika rezerwy, nie zdobył aż tak wielu zwolenników. Sam fakt, że „tryton” nie wypadł z mojej kolekcji przez siedem lat (!) i nie został zastąpiony czymś innym, świadczy o moim niesłabnącym upodobaniu do tego zegarka. W roku 2026 marka Orient Star, utworzona w 1951 r., obchodzi 75. urodziny (Orient powstał w 1950, rok później wydzielono markę Star, na podobnej zasadzie jak Seiko i Grand Seiko). Z tej okazji pojawiło się kilka modeli rocznicowych, w tym Orient Start M45 F7, M34 F8, i oczywiście diver M42 F6 o pełnej nazwie Orient Star 75th Anniversary M42 Diver 1964 1st Edition F6 Date 200m. Pomyślałem, że są firmy zegarkowe biegłe w wyszukanych komplikacjach mechanizmów, a są też takie, które wyżywają się w komplikowaniu nazw. Długa i skomplikowana nazwa może w tym przypadku pomóc rozplątać pewne zamieszanie, którego autorem jest sam producent. Otóż nie jest to ani jedyny, ani pierwszy zegarek, odwołujący się do tradycji pierwszych japońskich nurków marki Orient z 1964 roku. Pierwszy był zegarek zwany Olympia Calendar Diver. Nieco później, w tym samym roku 1964, do Olympii dołączył jeszcze jeden zegarek nurkowy, nazwany po prostu Calendar Auto Orient. Orient Olympia Calendar Diver Calendar Auto Orient Na 70-lecie marki Orient Star producent zaoferował dość wierną reedycję Olimpii pod nazwą „Diver 1964” (RK-AU0501B), zachowującą charakterystyczne cechy pierwowzoru, takie jak wskazówka godzinowa typu broad arrow, obracana w jednym kierunku stalowa luneta i 200 m wodoszczelności. Zegarek ukazał się w 2021 r., miał czarną tarczę z rezerwą chodu i datą. Bardzo mi się podobał na obrazkach, ale nie zdołałem go obejrzeć na żywo. Była to edycja limitowana w liczbie 500 egzemplarzy. Niedawno pokazał go @acid w Jaki zegarek masz dziś na ręku?. Diver 1964 był flagowym nurkiem marki Orient Star i widocznie sprzedawał się nieźle, bo dwa lata później pojawiła się wersja ze srebrną tarczą, z ładnym szlifem słonecznym. Od wersji czarnej różniła się jeszcze limitacją, tym razem do 900 sztuk. Obydwa te zegarki to tzw. wersja pierwsza (Orient Star Diver 1964 1st Edition Series). W międzyczasie Orient przygotował nieco inny zegarek, również z „Diver 1964” w nazwie. Była to reedycja divera nr 2, Calendar Auto Orient. Reedycje te miały takie same mechanizmy (automatyczne F6N47 o częstotliwości 21,600vph, 22 kamienie, 50h rezerwy), 41-milimetrowe koperty i bransolety, ale różniły się istotnymi szczegółami (indeksy, kształt wskazówek i bezel, stalowy w wersji 1, wzorowanej na Olympii, aluminiowy w wersji 2, odwołującej się do Calendar Auto). Orient Star 1964 Diver 2nd Edition, reedycja divera Calendar Auto Orient, początkowo również składała się z dwóch modeli, RE-AUO601B z czarną tarczą i RE-AUO602E z gradientową zieloną. Nie były to wersje limitowane, lecz należały do regularnej kolekcji Orient Star. Jednak w 2024 r. upływało 60 lat od kiedy Orient zaprezentował Calendar Auto, więc pojawiła się dodatkowa okazja do świętowania i nowa wersja, tym razem tytanowa, ze złoconymi elementami na czarnej tarczy, limitowana do 365 sztuk. Czyli między 2021 a 2026 rokiem Orient Star umieścił na rynku łącznie pięć modeli zegarka Diver 1964, z tym że były to wznowienia dwóch różnych diverów: dwie limitowane reedycje Olympii (1st Edition Series) i trzy warianty Calendar Auto Orient (2nd Edition Series), z czego tylko jeden limitowany. I w lutym 2026 r., na 75-lecie marki Star, Orient dokłada do tego jeszcze jeden model wersji pierwszej, 1st Edition Series, czyli jeszcze jedną reedycję Olympii, od której zacząłem, i której zdjęcie załączam poniżej już po raz trzeci, żeby się nie pogubić. Z gradientową, szaroniebiesko-czarną tarczą, limitowaną do 700 sztuk (400 w Japonii, 300 na resztę świata). Wszystkie dotychczasowe, nowe wersje dwóch zegarków, które ujrzały światło dzienne w tym samym roku 1964, to w tej chwili sześć różnych modeli. Różnice dotyczą głównie tarcz i liczby egzemplarzy w limitowanych seriach, bo mechanizm jest wciąż ten sam, F6N47 z charakterystyczną, dodatkową wskazówką rezerwy chodu na godzinie 12. F6N47 nie powala specyfikacją. Według producenta dopuszczalna odchyłka dobowa wynosi -15/+25 s, tak samo jak w popularnych werkach Seiko. Lepsze parametry pojawiają się dopiero w wyżej wycenionych F7 i F8 (-5/+15). W praktyce mechanizmy F6 rzadko wykraczają poza -5/+5 s/d. Jest to ogólna cecha zegarków japońskich, że parametry podawane są „na papierze” bardzo konserwatywnie, minimalizując ryzyko, że w użytkowaniu mechanizm nie zmieści się w deklarowanym zakresie. W praktyce i w przeważającej większości przypadków mieści się z dużym zapasem, jak wiele razy miałem okazję się przekonać. Ten werk to typowy koń roboczy, oprócz trwałości wyróżniający się bardzo dobrą efektywnością naciągu automatycznego. Wystarczy jeden dzień noszenia zegarka, żeby wskaźnik rezerwy chodu osiągnął maksimum. Zamysł całej powyższej serii zegarków był dla mnie początkowo kompletnie nieczytelny, a materiały firmy Orient nie wyjaśniały co jest co. Dopiero wgryzienie się w historię dwóch równoległych diverów z 1964 r. dostarczyło wyjaśnienia. Dla większości nabywców nie ma to znaczenia, ale moja swoista odmiana „zegarkowej szajby” działa akurat tak, że lubię poznawać historię konkretnych wersji. W ten sposób nie tylko zajmuję swoją pamięć wiedzą doskonale zbędną, ale jeszcze narażam innych na taki sam los.
  2. Ładny egzemplarz, nawet szlif na krawędziach jeszcze widać. Wersji z taką tarczą jeszcze nie spotkałem. Moim zdaniem bransoleta tu nie pasuje, dałbym pasek.
  3. Wiesz, rafi, ta Forma Venti, czy jak to się tam nazywa, całkiem dobrze wygląda na Twojej ręce. Od dawna rozglądam się za jakimś fajnym jump hour, więc może się zainteresuję tym zegarkiem. Na papierze nie jest gruby, poniżej 11 mm to przyzwoity wynik. Teoretycznie, bo decydujące jest bezpoórednie wrażenie.
  4. Pasek wygląda na tak samo nowy, jak zegarek, więc być może cały zestaw pochodzi z Państwa Środka 😜 To nic, i tak wszystko za duże. Fajny tekst. Do tej pory znałem tylko „to nie moja ręka”.
  5. O, nawet numer zbliżony. Ja mam 398/700.
  6. Moim zdaniem dobry wybór.
  7. ireo

    Budziki a poezja i sztuka konkretna

    Że też przegapiłem taki fajny wpis! A on już tu sobie od kilku lat wisi.
  8. Fajny zegarek. Widać, że nie leży w szufladzie, tylko jest w użyciu.„Żabol” wygląda na przerażonego.
  9. Tak właśnie wygląda etui serwisowe Omegi. Dawniej też były dobre, takie na zamek błyskawiczny, przypominające etui na okulary. Może nie takie ładne jak te obecne kanciaste, ale lepsze do zabezpieczenia zegarka w walizce albo w bagażu podręcznym. Nie jaram się opakowaniami, ale wypada zauważyć, że różnica jakości normalnych, nieserwisowych pudełek Omegi i Rolexa też jest wyraźna.
  10. ireo

    Walka o polszczyznę

    Tylko sie dobrze za te kiejdze trzymej, co by ci w składzie jakijś juchy nie wcisli.
  11. ireo

    Jazz i okolice

    („Mi, mi, mi, mi…”, próba mikrofonu.) Fajne, dobra muzyka. Momentami przypomina polskie melodie ludowe z okolic Biłgoraja.
  12. Dobra recenzja, dzięki. Ja przeciwnie, miałem ze dwa momenty nadziei, że się ta opowieść jakoś wyprostuje. W kategorii filmów "dłuższych, niż widz zdoła wytrzymać", Potop Hoffmana wydał mi się lepszy. To prawda, wizualnie to bardzo piękny obraz. Mało kto dzisiaj tak kręci. Mówią "arcydzieło", ale ten film jakoś obok mnie przepłynął i zostawił mnie dokładnie tam, gdzie byłem. Może powinienem wybrać lepszy dzień na oglądanie. Nie powiedziałbym, że tylko dla kina społecznego i tylko Południa. Po prostu w kinie, od czasu Pancernika Potiomkina, żadnych innych "ruchów" się nie idealizuje. Sposób prowadzenia narracji przypomniał mi filmy Márty Mészáros z lat '80-'90, "rozrachunkowe", jak się wtedy mówiło. Nie.
  13. ireo

    Walka o polszczyznę

    Od razu przypomniał mi się bohater piosenki Muńka Staszczyka. "Mówiono o nim King". Szkoda, taka piękna nazwa. "Goga-sport" to mogłaby być koleżanka Mariusza w wersji sportowej, np. na wrotkach.
  14. ireo

    Walka o polszczyznę

    Mam w Poznaniu kilkoro znajomych a nawet dalszą rodzinę, ale "goga" jakoś mnie ominęła". Dzięki. Jest taki sklep sportowy pod Warszawą, i teraz się zastanawiam, czy chodzi o właściciela, czy o klientelę...
  15. ireo

    Walka o polszczyznę

    Owszem, ale tylko żartem.
  16. ireo

    Walka o polszczyznę

    Fascynujące. Na szczęście nie spotkałem nikogo, kto by używał wyżej wymienionych nowotworów. Ale jedno z tych słów rzeczywiście istnieje i uchodzi za poprawne, chociaż w żargonie zawodowym. Mianowicie: Ceramicy nazywają tak wypalanie wyrobów w piecu.
  17. ireo

    Walka o polszczyznę

    Znaczy, Indianami? Nazwisko Michniewicz nic mi nie mówiło, więc zajrzałem do Google’a i znalazłem informację, że dzwonił pod jakiś numer 711 razy. Pewnie chodziło o to, że pod numerem 711 w Stanach Zjednoczonych działa tzw. TRS, usługa przekazywania wiadomości tekstowych dla osób niesłyszących lub mających problemy z mową. To niesprawiedliwe, bo osoby mające problemy z pisaniem mają już dla siebie prawie cały internet. Tylko patrzeć, jak się pojawi reklama „rzemieślniczego barbera kraftowego” (z ryneczku Lidla). Może już taka istnieje, tylko nie widziałem, bo omijam supermarkety. Tego nie zrozumiałem. Znałem chłopaka o nazwisku Gago, ale to chyba nie o nim. Sadło ma kolosalną przyszłość, zwłaszcza od kiedy społeczeństwo trochę nam przytyło. Niedługo plaże zaroją się od wczasowiczów. Czas sadła.
  18. Ale przecież historia zna takich nurków, którym zanurzanie na ogół szło całkiem dobrze, ale za którymś razem wynurzenie już nie. W związku z tym zaliczyli znacznie większą głębokość, niż planowali. Może to jeden z tych.
  19. Tak, na żywo okazała się bardzo efektowna. Właściwie wstąpiłem do butiku głównie po to, żeby zapytać, czy nie mają czegoś z serii Olympic Games. Owszem, były dwa zegarki, ale akurat nie w kopercie Canopus Gold, która podoba mi się najbardziej. Mimo to nie mogłem sobie odmówić przymiarki egzemplarza w kopercie z żółtego złota. To bardzo dopracowana seria, wzorniczo mocno nawiązująca do dawnych Omeg z lat '50-'60, z pięknie wykonanymi emaliowanymi tarczami. W emalii w wydaniu Omegi trudno się dopatrzeć porowatości albo nieregularności, czyli właściwie typowych cech emalii. Tarcza została wykonana po mistrzowsku. Z zegarków krótkiej serii Olympic po prostu wylewa się "dyskretny urok burżuazji" w najlepszym wydaniu. Omega Specialities Paris 2024 Bronze Gold Edition wprawdzie też ukazała się dla uhonorowania olimpiady, ale wzorniczo to młodsza siostra modelu CK 859, tylko w (jeszcze) bardziej luksusowej wersji. CK 859 też zresztą była dostępna na miejscu, mogłem je bezpośrednio porównać. Dziewczyna prezentująca zegarki była nie tylko sprzedawcą, lecz także technikiem Omegi, czyli zdała odpowiedni egzamin i odbyła dwumiesięczne szkolenie w Bienne. Rozmawiało się z nią naprawdę fajnie, chociaż na początku nie chciała mi wierzyć, że zarówno Paris 2024 jak i CK 859 mają tarcze ze srebra. Przekonały ją dopiero dyskretne napisy "Ag925" umieszczone, a jakże, na tarczy. W każdym razie, nieznana mi wcześniej Paris 2024 zrobiła na mnie wrażenie. Ze względu na dość masywną lunetę wydaje się znacznie mniejsza niż Olympic, chociaż to prawie taki sam rozmiar. Tarcza wykończona na breguetowskim poziomie; nawet jeśli te Clous de Paris są "fałszywe", czyli spod prasy, to tego nie widać. Duże cyfry 3, 9 i 12 oraz logotyp, wraz z napisem "Omega" pod spodem, mają własne "podkładki", wyniesione ponad giloszowaną powierzchnię, zwiększające czytelność i wrażenie trójwymiarowości. Złote wskazówki, inaczej niż niebieskie w CK 859, nie kontrastują z tarczą, tylko wydają się pozostawać jak gdyby na drugim planie, chociaż są na pierwszym. Dominuje tarcza, która przyciąga uwagę bardziej niż w skromniejszej CK 859. To tylko opis, ale rzecz w tym, jak to wszystko wygląda na ręce. Naprawdę piękny projekt. Nosiłbym
  20. Jak to, „cordi7 leży idealnie”? To trzeba podnieść kolegę, a nie „sorry” i idę dalej. Przyślij pilnie współrzędne, zaznaczone pinezką, to podjedziemy i pomożemy.
  21. Dziękuję za obszerny materiał. Dawno nie odwiedzałem żadnych większych imprez zegarkowych, a dzięki Twojej relacji poczułem się jakbym tam był. Tyle wspaniałych projektów, a do mnie najbardziej przemawiają, stosunkowo nieskomplikowane wizualnie, zegarki Laurent Ferrier bez kalendarza. Moim zdaniem, mistrzostwo świata. Dziś oglądałem kilka zegarków „bliżej ziemi”, pod względem zegarmistrzowskim i cenowym, których wcześniej nie miałem okazji zobaczyć na żywo.
  22. Z edycji na edycję sylwetka nurka na deklu wydaje mi się coraz lepiej wykonana. We wczesnych wersjach nurek sprawiał takie wrażenie, jakby doznał zwichnięcia obydwu stawów barkowych, spowodowanego zapewne przez potworne ciśnienie wody na dużej głębokości. Obecnie mu się poprawiło i jest całkiem OK, może oprócz sposobu trzymania tego harpuna czy innej lancy podwodnej, która wygląda jakby chciała uciec nurkowi z rąk. W następnej edycji być może uda się to opanować, a nurek to już w ogóle chyba będzie wachlował płetwami w 3D i 4K.
  23. ireo

    Walka o polszczyznę

    Czarny smar pokochał śrubkę, by odłożyć ją na kupkę śrubek, które kochał wcześniej. Trochę wyszło to obleśnie, nie mówiąc, że sadystycznie. Czy na pewno "platonicznie"?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.