Zgadzam się, przy czym mnie nawet te stare zapięcia podobają się bardziej, bo lepiej integrują się z bransoletą zarówno wizualnie jak użytkowo. Nie przeszkadzają, nie zaczepiają i wyglądają jak część bransolety a nie jak przeciwwaga w kole zamachowym, w przeciwieństwie do obecnych wersji Oysterlock i Glidelock. Z tego punktu widzenia najlepiej prezentują się ukryte zapięcia motylkowe, które również występują w starszych modelach Rolexa a nie w obecnych (przetrwały tylko w bransoletach jubilee do małych datejustów, jeśli się nie mylę).
W moim subiektywnym odczuciu, niektóre starsze bransolety typu oyster również wypadają korzystniej od nowych. Przykład: stary yacht-master 40 (16622), w którym endlinki są dłuższe niż ucha koperty i przez to lekko wystają. Pewnie większości nabywców się to nie podobało, więc w kolejnych edycjach YM było już odwrotnie czyli endlinki skrócono. Mnie się bardziej podobała wersja pierwotna, bo całość wyglądała smuklej i zgrabniej (chociaż słabiej pasowała do wąskich nadgarstków, ale to akurat nie mój problem).
Większość dyskusji o bransoletach, nie tylko Rolexa, krąży wokół mikroregulacji. Podobno jest bardzo źle kiedy jej nie ma, ale jeśli mam mikroregulację to i tak jej nie używam, bo lubię mieć brasoletę ustawioną raz a dobrze, żeby leżała optymalnie niezależnie od pogody, nawodnienia organizmu, itp. Nie po to przykładam się do dokładnej regulacji ogniw i położenia zapięcia przez kilka kolejnych dni, żeby potem musieć się zajmować mikroregulacją.