-
Liczba zawartości
1371 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez ireo
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Może tak być, że tarcza zrypana… Owszem, możliwe, ale to trudno ocenić na podstawie zdjęcia. Trzeba by je wykonać w idealnych warunkach, najlepiej ze statywem i poziomnicą. Tarcza musiałaby być idealnie prostopadła do osi wzroku obserwatora, która powinna się dokładnie pokrywać z osią wskazówek. Zaobserwowanie nieregularności tarczy na żywo też nie jest takie łatwe, szczególnie jeśli wskazówki poruszają się "na wysokiej orbicie" czyli w sporej odległości od tarczy i indeksów (żeby to dobrze ocenić, trzeba by zachować powyższe warunki i patrzeć na zegarek jednym okiem). W dzisiejszych zegarkach marki Longines na ogół tak właśnie jest, w przeciwieństwie np. do Grand Seiko, gdzie wskazówki godzinowa, minutowa i sekundowa osadzone są w mniejszych odstępach od siebie. Dlatego niewiele można powiedzieć na podstawie zdjęcia z nałożonymi krzyżującymi się liniami. Należałoby mieć pewność, że w momencie wykonywania zdjęcia zegarek był dokładnie w płaszczyźnie prostopadłej do osi obiektywu (przy czym oś obiektywu pokrywała się z osią wslazówek) i równie dokładnie zorientowany kątowo w tej płaszczyźnie (tak jak się orientuje mapę, czyli godziną 12 na "północ"). -
Oj, z takimi wnioskami to bym uważał. Jeszcze krok w rozumowaniu i pojawi się wniosek, że zegarek również nie jest do niczego potrzebny. Co więcej, będzie to wniosek słuszny, być może właśnie dlatego kochamy zegarki. To już krok następny, który wykonał m.in. Haldimann i inni radykaliści https://timeandtidewatches.com/as-useless-as-a-white-crayon-5-watches-that-dont-tell-the-time/
-
Klub Miłośników Zegarków ROLEX
ireo odpowiedział chrono-craze → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
- Dzięki, mylof! Ileż to razy próbowałem pokonać skrzyżowanie jadąc za kimś, kto reagował na zmianę świateł metodą strajku włoskiego. Dotąd rozpatrywałem raczej opcje: retard, blondynka, pod wpływem, Ukrainiec, dziaders, a przecież to wszystko mogli być szczęśliwi posiadacze i posiadaczki roleksów! To całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę że Rolex produkuje ponad milion zegarków rocznie, i nie wszystkie trafiają do Azji. A przecież są jeszcze dziesiątki milionów używanych. Nie wyklucza to wprawdzie wariantów wymienionych wcześniej (niektórym nawet sprzyja), ale od dzisiaj będę dla takich kierowców bardziej wyrozumiały. To na pewno przez te roleksy. -
Ćwiczenie terapeutyczne: pomyśl, że ten model jest dość trudno dostępny. Wcale niełatwo go kupić, zwłaszcza w wersji 1A4ER. Odczuwalna poprawa samopoczucia nastąpi najpóźniej w piątej sekundzie ćwiczenia. Po kilku sesjach można się również spodziewać poprawy komfortu noszenia.
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
O, właśnie, podobno znowu trzeba się będzie przyzwyczajać do germanizmów. -
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ale szał! 🤡 (Oh, boy, ten pomarańczowy dziób!) W dawnych, dobrych czasach Stowarzyszenie miało własne zegarki klubowe, które można było kupić na Forum. Kilka pamętam, m.in. specjalną wersję Glycine. Moglibyśmy wrócić do tej idei, motyw na dekiel już jest! W dalszym etapie można rozpisać konkurs na najbardziej kiczowatą tarczę i pozostałe elementy zegarka, w miarę możliwości jak najmniej dopasowane do siebie. To nie jest łatwe zadanie, bo przypuszczam że w pewnym momencie projekt może się za bardzo upodobnić do niektórych dokonań marki Invicta albo Hublot. -
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Rads! Nieuleczalny z Ciebie romantyk. A wyobraź sobie karawelę z łabędzią szyją, to by dopiero było coś 🙂 Żaglowiec występujący na deklach zegarków serii Flagship to właściwie kliper „Flying Cloud”, typ statku późniejszy od karaweli o co najmniej dwa wieki, ale mniejsza z tym. Longines stosował różne wersje tego wizerunku (rytowane, wypukłe, emaliowane). Daleko posunięta stylizacja sylwetki żaglowca niekiedy uniemożliwiała jego rozpoznanie, to było raczej na zasadzie "aha, żaglowiec, czyli to musi być Flying Cloud". Mam wrażenie, że podobna była historia sylwetki obserwatorium astronomicznego na Omegach Constellation. Zakłada się domyślnie, że to obserwatorium w Genewie, ale równie dobrze mogłaby to być kopuła z Neuchâtel (bardzo podobna, a w graficznym uproszczeniu praktycznie nie do odróżnienia), gdzie Omega też wygrywała konkursy i zdobywała nagrody. A w ogóle, zaczęło się to chyba od zgarnięcia przez tę markę wszystkich tytułów w roku 1933 w brytyjskim Kew-Teddington, tylko że tamtejsze King's Observatory jest najbrzydsze z tych trzech i w dodatku nie leży w Szwajcarii, więc się na medalionie nie znalazło. Nieważne, nie takie zakręty ścina globalny marketing, i nie tylko zegarków. Wracając do dekla tego nieszczęsnego Conquesta Power Reserve, to szkło faktycznie wygląda tak sobie, ale nie za bardzo był wybór. W pierwotnej wersji tego modelu na deklu była sylwetka jakiejś ryby (ichtiologiem to ja już nie jestem; poza tym wydaje mi się, że również w tym przypadku stylizacja nie pomogła w rozpoznaniu tego stworzenia). Ryba miała przerażony pysk i w dodatku robiła wrażenie jak gdyby wyłaziła z jakiejś rury, może to miały być skrzela. Wokół wybałuszonej ryby biegły litery układające się w napis "Longines Automatic-Waterproof", zaprojektowany dość niezdarnie. Zwłaszcza czcionka w słowie "Longines" przywodziła na myśl dokoniania graficzne dziecka w wieku szkolnym. Wyglądało to nieszczególnie. p.s. O, właśnie! Ja tu sobie z wolna pisałem, a ktoś już w międzyczasie wkleił tę rybę (płotkę? ale dlaczego płotkę?). To się nazywa team work! -
Genialny pomysł! Zwłaszcza dla ludzi takich jak ja, którym trudno zapamiętać godzinę planowanego wydarzenia. Nie wiem czy dobrze mi się wydaje, że to się nazywało "memory subdial" ("przypominacz"?). Często pamiętam datę, np. że mam koncert we środę 24 stycznia, ale o 18.00 czy o 19.00? Oto jest pytanie.
-
Godzinę temu był bliżej, dlatego tamto zdjęcie miało 20 "łapek w górę", a to tylko 15. Fajny zegarek, ale nadal nie wiem jaki. Uprzejmie proszę o utworzenie tematu pt. "Zegarki, o których nie wiedziałem, że istnieją".
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ja zaś preferuję wymowę nazwy marki bazującą na języku polskim 😇 Wyjątkowo zgadzam się ze wszystkimi Przedmówcami naraz. Może być "lążin" albo "longines" (byle nie "lążines"). Niestety, Polak XXI wieku często usiłuje wymawiać "po angielsku" wszystkie słowa obce (a niekiedy również polskie). Zjawisko "przyklejania się" do języka uważanego za "lepszy" występuje u nas od dawna, z tym że niegdyś tę rolę pełniła łacina a później język francuski. A jeszcze przed wojną wymawiało się nazwisko "Jack London" według pisowni, przez polskie fonetyczne "j" i "ck". Wówczas miejsce angielskiego w polskiej kulturze masowej było tak niskie, że nikomu nie chciało się wysilać i mówić "Dżek London". Do dzisiaj rdzennych mieszkańców Warszawy można jeszcze rozpoznać po tym, że wymiawiają "Plac Wilsona" przez "W". Jest to jednak rzadkość, większość mieszkańców mówi "plac uilsona" zgodnie z wymową angielską/amerykańską, identyfikując się automatycznie jako tzw. "słoiki" czyli ludność napływowa. Jest to temat całkowicie zapoznany, we właściwym znaczeniu tego słowa, więc go skrócę. Bo właściwie chciałem tylko powiedzieć, że tamten krótki filmik na You-trąbce nt. Silver Arrow bardzo mi się podobał, a Kolega który go nakręcił ma przyjemny głos, tak zwany "radiowy". -
Ależ, coż to za przeszkoda dla kolekcjonerki/kolekcjonera 🧐 Zwłaszcza, że "Lady Jungfrau" brzmi intrygująco, dla samej nazwy bym kupił. Ten wątek jest dla mnie kolejną inspiracją na temat "dlaczego kupuję przedmioty", w tym wypadku zegarki. Nie musiałbym się nad tym aż tak zastanawiać, gdyby równie łatwo przychodziło mi je sprzedawać, ale niestety z tym jest gorzej. Decyzję o zakupie podejmuję zbyt łatwo (co nie znaczy, że szybko) a o sprzedaży zbyt trudno. Dawno temu był na forum temat typu "klub AA", właśnie o takich zagadnieniach, ale zdechł z powodu niskiej frekwencji.
-
- E tam, nie jest wcale tak źle https://www.funidelia.pl/kostium-batman-114499.html
-
3,5 kafla (Euro, oczywiście)?
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
- Bardzo trafne. -
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Straszyłem Cię tylko, żeby obudzić Twój zdrowy rozsądek, chwilowo zagłuszony pogonią za kolejnymi zegarkami. Cieszę się, że zadziałało. -
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
-
-
Bardzo klimatyczne zdjęcie. I nareszcie ktoś pokazuje chronograf w użyciu, a nie z sekundnikiem zamrożonym na 12.
-
-
Frapująca reklama. Na początku pomyślałem, że to jakieś zadanie szkolne https://szkopul.edu.pl/problemset/problem/mVAfHT3mw6IurviIcUJCnivk/site/?key=statement. Czyli co, za różnicę wartości dyliżansu konnego i autobusu można kupić longinesa (albo dwa)? Czy że kiedyś droga z Monachium do Ulm zajmowała 15 godzin a w latach '50 tylko dwie i pół, więc 13 godzin i 30 minut różnicy to równowartość jednego zegarka (ałbo dwóch)? Czy może złoty Longines jest wart przejażdżki dyliżansem, a stalowy autobusem? Bo autobus jest stalowy, a dyliżans to "złoty wiek"? Dlaczego ceny są we frankach, kiedy Monachium i Ulm są w Niemczech? I co nabywca longinesa (albo dwóch) miałby robić w Ulm? Same pytania.
-
Najlepsze zdjęcie Roleksa, jakie widziałem 🙂
-
Projekt z czasów młodości mojego pradziadka
-
Tak, to jak w tym kawale: - Chciałbym jeszcze raz pojechać do Paryża. - To już tam byłeś? - Nie byłem, ale już raz chciałem. Podwyżki będą na pewno, nie tylko zegarków. Niektórzy zapowiadają wielki kryzys ekonomiczny, w którym ceny zegarków mogą się okazać najmniejszym problemem. Z punktu widzenia nas, kolekcjonerów i entuzjastów, podwyżki nie są takie złe, bo nadal można będzie sprzedać inną omegę albo dwie i kupić sobie moonwatcha. A jeśli ktoś akurat nie ma omegi albo innego dobrego zegarka na sprzedaż, zawsze może sprzedać coś niepotrzebnego i kupić sobie moonswatcha, jeszcze bardziej niepotrzebnego. Znacznie gorszy byłby gwałtowny spadek cen, bo wtedy musielibyśmy patrzeć jak wartość naszych kolekcji leci na łeb, na szyję. Wszystko jedno czy to speedmastery czy g-shocki. Na razie widać głównie podwyżki, więc można spać spokojnie, najwyżej się czegoś nie kupi. Bardzo doceniam taki aspekt życia, że zawsze mogę czegoś nie kupić, o ile oczywiście nie jest mi to niezbędne do życia. Internet wprawdzie brzęczy o rzekomym spadku cen roleksów, ale ja tego jakoś nie widzę. Może jeśli ktoś śledzi ceny na rynku wtórnym, zwłaszcza modeli drogich i mało popularnych, to odnotuje jakieś względne spadki. Ja się tym nie przejmuję. Przejmują się ci, którzy uważają, że zegarek może być inwestycją. Teoretycznie Rolex, jako jedyna marka, może być pewnym długoterminowym zabezpieczeniem finansowym ale raczej w sytuacji, kiedy rynek jest stabilny. Co innego próbować szybko sprzedać drogi zegarek, nawet roleksa, w sytuacji załamania rynku. Wtedy jednak wartość pieniądza często spada szybciej niż wartość przedmiotów materialnych, więc nie jest to aż taki problem. Problemem jest czas, który trzeba wówczas mieć, żeby przetrwać do momentu aż znajdzie się zainteresowany nabywca.
-
Można i pracę boostera, jeśli ktoś już zmierzył czas gotowania jajek na miękko, czas oczekiwania w kolejce do kasy w Lidlu, czas powrotu z biura w Warszawie do domu w piątkowe popołudnie, czas jednego okrążenia placu zabaw przez swojego West Highland Terriera, i został mu jeszcze tylko ten booster na orbicie. Ja bym może też mógł podziękować gdyby znalazł się ktoś, kto chciałby mi zaoferować moonwatcha, ale niestety nikogo takiego nie widzę w pobliżu. Musiałbym sam sobie kupić, i wyłącznie z tego powodu na razie podziękuję.
