-
Liczba zawartości
1370 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez ireo
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Nie widzę w tym nic złego, pod warunkiem zastosowania minimum środków zaradczych (śpiwór, karimata, krzesełko turystyczne i racje wody/żywności na czas pozostawania zegarka w serwisie. Kiedy zegarmistrzowie przychodzą do pracy, my już tam jesteśmy i dla pewności dopilnowujemy wszystkiego sami, wkładając zegarmistrzowi głowę pod pachę i stale zadając pytania typu "a ta śrubka?", dopóki nas ochrona nie usunie). Potem i tak z konieczności musimy wybrać inny serwis. -
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
A to jest ciekawy temat. Podobno George Daniels był rozczarowany, kiedy dowiedział się, że Omega zdecydowała się smarować elementy w zespole wychwytu współosiowego (oczywiście po nabyciu praw do tego rozwiązania i uruchomieniu produkcji). Daniels zaprojektował ten wychwyt z założeniem, że nie powinien być smarowany. -
Subiektywny Alfabet Zegarkowy Znalazłem niedawno czyjąś propozycję na forum, żeby je skasować w całości. Chociaż to tylko żart, powstały w reakcji na nagłe zniknięcie niektórych treści, to jednak nigdy nie wiadomo jak to się skończy. Dlatego, póki forum jeszcze istnieje, zabrałem się za uporządkowanie luźnych i przypadkowych refleksji na tematy zegarkowe. Wyszedł z tego zamieszczony poniżej „Alfabet”. O wiele dłuższy niż początkowo myślałem. Gdybym wiedział, że za jednym zamachem wyprodukuję tyle zbędnych haseł, to pewnie bym nie zaczynał. Zwłaszcza że wiem, że lista ofiar tego wpisu, tych którzy zaczną to czytać w nadziei dobrnięcia do końca, będzie długa. Zapewne wielu z nich nie wytrzyma. Ryzyko jest ogromne, ale jestem na nie gotów. „Subiektywny” w gruncie rzeczy oznacza nieprawdziwy, więc dla porządku uprzedzam, że ten zbiór haseł powstał dla zabawy, w taki sposób, że przypominałem sobie jakieś słowo (ze świata zegarków, ale niekoniecznie) i dopisywałem pierwsze skojarzenia jakie wywoływało. Bez ambicji tworzenia poważnego słownika albo katalogu. Oczywiście połowy faktów nie chciało mi się sprawdzać, co (mam nadzieję) odkryją czytelnicy i zaczną poprawiać. Równie dobrze można to było nazwać „Katalog Zbyteczny”, ale nie chciałem powielać Witkacego, który swego czasu pisał w liście do przyjaciela: Napisałem sztukę szwedzką "Człowiek zbyteczny" licząc jedynie na nagrodę Nobla!! Jest to jedyna moja nadzieja. Jeśli nie dostanę za miesiąc nagrody Nobla jestem zgubiony. [25 czerwca 1925, Zakopane] A. Lange & Söhne – chluba niemieckiego zegarmistrzostwa, skutecznie konkurująca z takimi firmami szwajcarskimi jak Patek Philippe i Vacheron Constantin. W latach II wojny światowej, podobnie jak inni producenci z Glashütte i w ogóle z Niemiec, AL&S korzystali z pracy niewolniczej, głównie kobiet. W 1949 r. zakłady zostały upaństwowione, stając się częścią „ludowego przedsiębiorstwa”pod nazwą VEB Glashütter Uhrenbetriebe. Marka odrodziła się jako niezależny producent po zjednoczeniu Niemiec w 1990 r., stając się następnie częścią szwajcarskiej grupy Richmont w 2000 r. Alpina – jedna ze szwajcarskich firm z tradycjami, których zmierzch nadszedł na początku lat ’70 XX w. (zob. kryzys kwarcowy). Od tamtej pory Alpina już się nie podniosła jako niezależny producent zegarków i mechanizmów. W 2002 r. przejął ją Frédérique Constant, który następnie sam został wchłonięty przez Citizena w 2016 r. (zob. Citizen). Zegarki Alpina nadal są produkowane, niektóre całkiem fajne. Atlantic – słynna marka zegarków szwajcarskich, znana wyłącznie w Polsce. Audemars Piguet – legendarna firma ze szwajcarskiej „pierwszej trójki” (PP, VC, AP), której jednak przyczepiono łatkę one-trick pony z powodu skutecznego wypromowania linii modelowej Royal Oak i właściwie niczego więcej. W rzeczywistości AP robi wiele innych ciekawych zegarków, ale nikt ich nie kupuje i w tym cały problem, czyli w zasadzie Audemars Piguet nie ma poważnych problemów. Baltic – microbrand z Francji (zob. też microbrand, zegarki francuskie). Również popularna marka polskiej wódki w czasach PRL (słynne hasło „Bałtyk to nasze okno na świat”), oferowanej w kilku wersjach eksportowych i na rynek krajowy, o mocy 50 i 40%. Założyciel firmy Baltic, Etienne Malec, przyznaje się do polskiego pochodzenia, stąd nazwa. Balticus – również microbrand, tym razem „naprawdę z Polski” (podobno lepiej ich nie pytać co to dokładnie znaczy made in Poland, bo zamiast odpowiedzi mogą takiego dociekliwego klienta „zaprosić na rozmowy” do Gdyni i zamknąć na zapleczu). Firma mało znana poza krajem, bo „ambasadorami” marki są ludzie, których nikt nie zna. Baume et Mercier – mogliby się trochę bardziej postarać. Bezel – słowo, po którym można rozpoznać początkującego pasjonata zegarków (bo pasjonat zaawansowany zna również słowo „luneta”, które woli, bo ładniejsze). Blancpain – od czasów pierwszego prawdziwego zegarka dla nurków, czyli modelu Fifty Fathoms, wiele się zmieniło. Wystarczy popatrzeć na wyrób zegarkopodobny zwany “Blancpain X Swatch” i zadumać się nad opłakanym stanem tego świata. Bond – James Bond (zob. też Omega). Bransa – ludowa nazwa bransolety. Staropolskie słowo manela (sic!) zostało wyparte przez zaczerpniętą z któregoś z europejskich języków bransoletę, najprawdopodobniej od starofrancuskiego słowa barcel, które z kolei zostało zapożyczone z łac. brachiale czyli ramię. Breguet – szwajcarska marka-legenda, bardzo ceniona przez znawców tematu ale słabo rozpoznawalna poza branżą, więc z trudnością przebijająca się na szersze wody. Może z powodu nazwy, zbyt trudnej do wymówienia w Ameryce i Azji. „T” na końcu nie wymawiamy. Breitling – jeden z najbardziej znanych zegarków typu „dużo wszystkiego” z mnóstwem cyfr i oznaczeń, które nie wiadomo do czego służą. Niektórzy piloci próbowali nawet używać modelu Navitimer, przeznaczonego specjalnie dla nich, przeliczając parametry lotu na obrotowych skalach. Podobno w końcu doszło do jakiejś katastrofy wskutek nadmiernego zaabsorbowania pilota zegarkiem. Od tamtej pory lotnicy wolą smartwatche, G-shocki, a od biedy nawet Rolexy. Bubel – popularny zegarek produkcji chińskiej, do nabycia w kiosku lub na AliExpress. Niektórzy zaliczają do tej kategorii również tzw. „zegarki modowe” (zob.). Bucherer – fundacja, firma handlowa i dom jubilerski z siedzibą w Lucernie, prowadzący dystrybucję zegarków, m.in. marki własnej. Zajmuje najwyżej wyceniane lokalizacje miejskie w Szwajcarii i na świecie. Od 2023 marka przejęta przez Fundację im. Hansa Wilsdorfa (czyli Rolex) na wypadek załamania na rynku luksusowych zegarków, bo wtedy ostatecznie da się jeszcze zarobić na nieruchomościach. Cartier – zegarki damskie, najczęściej prostokątne, noszone przez mężczyzn. Certina – wybór znacznie lepszy niż np. Albert Riele (nie ma takiego hasła, bo nie warto). Chopard – biżuteria i zegarki ze szlachetnym rodowodem, cenione przez Julię Roberts i miłośników oldtimerów (np. Mille Miglia, seria powstała w hołdzie bohaterom słynnego rajdu samochodowego na tysiąc mil). Citizen – produkuje wszystkie możliwe rodzaje zegarków, z zegarem atomowym włącznie, w niesamowitych ilościach. W tym m.in. pod markami Bulova i Frederique Constant, i jeszcze więcej mechanizmów Miyota. Zdaje się, że marka Citizen została po raz pierwszy zarejestrowana w roku 1918 w… Szwajcarii, przez zegarmistrza nazwiskiem Rodolphe Schmid, który sprzedawał zegarki w Japonii. Nazwę “Citizen” zaproponował burmistrz Tokio. Jeśli ktoś nie może się zdecydować w wyborze zegarka, niech pozna ofertę Citizen Watch Co., Ltd. Wtedy nie będzie się mógł zdecydować jeszcze bardziej. Cuervo y Sobrinos – jeśli w okolicach Miami na Florydzie spotkamy zamożnego dżentelmena o latynoskim wyglądzie i z cygarem w zębach, przemieszczającego się kabrioletem lub jachtem motorowym w hałaśliwym towarzystwie, i ten ktoś będzie miał na ręku zegarek przyciągający uwagę z odległości kilometra, to być może będzie to właśnie coś z oferty Cuervo y Sobrinos. Po prostu relojes especiales (wymawiać trzeba sepleniąc, inaczej się nie liczy). Cyma – dawniej dobre zegarki szwajcarskie na solidnych mechanizmach (zob. też Tavannes), prawie zupełnie zapomniane. Delbana – stara firma po przejściach z czasów kryzysu kwarcowego (zob. kryzys kwarcowy), pierwotnie założona w Grenchen przez imigranta z San Marino nazwiskiem Goliardo Della Balda, stąd nazwa. Po rozmaitych przekształceniach własnościowych, m.in. wchłonięciu przez Delmę, pozostała częścią Delma Watch Ltd. z siedzibą w Lengnau. Odnosi się wrażenie, że w czasie podróży przez Szwajcarię można natrafić na jakąś firmę zegarkową lub jej część w każdej wsi, co jest bliskie prawdy. Dress watch – zegarek do noszenia z dresami, markowymi (zob. Audemars Piguet, Hublot, Invicta, Richard Mille, Rolex), lub nie (zob. bubel, G-shock, Swatch, smartwatch). Również, w znaczeniu przestarzałym, zegarek do eleganckiego stroju (garnitur, smoking, strój wizytowy, strój wieczorowy, itp. pojęcia, nieznane „szerszemu ogółowi”). EDC (ang. EveryDay Carry) – przedmiot noszony na co dzień (w tym zegarek), teoretycznie przydatny w codziennym życiu, w tym również w razie zdarzeń losowych i kryzysowych. W praktyce zbędny, a w niektórych przypadkach zwiększający ryzyko zdarzeń losowych i kryzysowych (zob. roleksiarz). Edox – zdrobnienie od Edward, popularne w niektórych dzielnicach Warszawy. Enicar – nazwisko założyciela firmy (Ariste Racine) pisane wspak, czyli palindrom (gr. palin – “wracać”, skojarzenie z Latającym Cyrkiem Monty Pythona przypadkowe). Miłośnicy marki powtarzają jak mantrę dwa zdania, że „Enicar konkurował z Rolexem”, i że „mechanizmy tej marki były bazą Chronoswissa”. Może i tak, bo było to w czasach, kiedy firmy Enicar i Rolex produkowały zwyczajne zegarki sportowe za normalne pieniądze, a Rolexowi daleko było jeszcze do kultowego symbolu statusu, którym stał się dopiero kilkadziesiąt lat później. A Chronoswiss zwyczajnie wykupił zapasy magazynowe po bankructwie Enicara, stąd się wzięły te słynne mechanizmy. Ale stare Enicary z serii Sherpa działają nadal i czasami jeszcze jakoś wyglądają, co świadczy niezbicie o ich jakości. ETA – baskijska organizacja terrorystyczna, od 1958 r. walcząca o oderwanie kraju Basków od Hiszpanii. W 2018 r. zakończyła działalność deklaracją "Żałujemy, prosimy o wybaczenie". Również firma whodząca w skład Swatch Group (zob. Swatch Group) o pełnej nazwie ETA SA Manufacture Horlogère Suisse, najbardziej rozpoznawalny i największy producent gotowych werków i części mechanizmów zegarkowych. Chociaż ETA SA nie ma nic wspólnego z terroryzmem, to jednak od ok. 2000 r. trwają starania Swatch Group o zablokowanie lub przynajmniej ograniczenie dostępu do mechanizmów ETA dla producentów spoza grupy, celem zaszkodzenia konkurencji. Czyli to nie ETA, tylko Swatch Group. I nie terroryzm, tylko kapitalizm. Na razie nikt nie żałuje, chyba że Ming. Frederique Constant – zeszwajcarzona odmiana Citizena (zob. Citizen), zwykle utrzymana w klasycznej stylistyce. Fortis – w drugiej połowie XX w. to rzeczywiście była silna marka, istniejąca od 1912 r. Założyli ją Walter Vogt i Alfred Rüefli (i to dopiero jest prawdziwe szwajcarskie nazwisko) w Grenchen, miasteczku gdzie powstały również Delbana, Eterna, Nivada, Rodania i parę innych firm z branży. Taki Fortis Marinemaster z lat ’60 czy ’70 nadal potrafi dobrze wyglądać, nawet z wykruszoną lumą. Niektóre zegarki Fortis latały nawet w kosmosie, nie wiadomo czy wróciły. Garniak – zegarek do używania w kuchni. Ale nie taki z pokrętłem do gotowania jaj, tylko na rękę. Powinien być wystarczająco odporny na wodę, tłuszcz i temperaturę, i względnie łatwy w czyszczeniu. Przyda się funkcja chronografu albo timer. G-shock – urządzenie elektroniczne przeznaczone do noszenia na ręce w charakterze zegarka, umieszczone w obudowie dużych rozmiarów wykonanej z surowców wtórnych, w dziwnych kolorach i odpornej na dzieci. Grand Seiko – dawniej część grupy Epson-Seiko, obecnie odrębna firma, której projektantom nie wolno opuszczać miejsca pracy. Stąd konieczność czerpania inspiracji tylko z tego, co mogą zobaczyć za oknem w ciągu zmieniających się pór roku. Cierpienia projektantów i pracowników produkcji owocują dopracowanymi i efektownymi zegarkami, cenionymi na całym świecie. Gustav Becker – pionier wielkoseryjnej produkcji zegarów szafkowych, rodem ze Śląska (urodził się w Oleśnicy, zmarł w Świebodzicach). Na pocz. lat ’30 XX wieku firmę wchłonął Junghans, a marka G. Becker nie miała kontynuacji. Hublot – zegarki duże, drogie i dość brzydkie. Podobno znienawidzone przez wszystkich, mimo to znajdują wielu nabywców, którym to nie przeszkadza. Nosi je m.in. serbski tenisista Novak Djokovic, ale jemu się to opłaca (niegdyś trenowany przez Borisa Beckera, zbieżność z nazwiskiem Gustav Becker przypadkowa). Indeks – dawniej: dzienniczek studenta wyższej uczelni, przeznaczony do dokonywania wpisów i fałszerstw, dokumentujących zaliczenia i egzaminy w toku studiów. Obecnie: wskaźnik (giełdowy albo jakiś inny), również znaczek na tarczy zegarka, umownie określający punkt odniesienia dla wskazań czasu. Invicta – marka wyrobów stylizowanych na luksusowe zegarki sportowe. Kryzys kwarcowy – przełamanie dominacji producentów szwajcarskich na początku lat ‘70 XX w. wskutek wynalezienia i upowszechnienia się mechanizmów kwarcowych produkcji japońskiej. W 1969 r. pojawił się model Seiko Astron Quartz, pierwszy dostępny na rynku zegarek na rękę oparty na nowej technologii pomiaru czasu. Zegarki kwarcowe, produkowane w coraz większych ilościach i po coraz przystępniejszych cenach, szybko zdominowały rynek. Spowodowało to upadek wielu producentów zegarków mechanicznych, przede wszystkim w Szwajcarii. Odległe konsekwencje tamtego okresu odczuwamy do dziś, usiłując uniknąć kolizji z ludźmi zapatrzonymi w swoje smartfony. Longines – znamienita firma szwajcarska o początkach sięgających 1. połowy XIX w., znana m.in. z bliskich związków z pionierami lotnictwa (Charles Lindbergh). Longines rozwijał się do czasu kryzysu kwarcowego („Kryzys kwarcowy”), którego nie przetrwał jako samodzielna firma, pomimo wielu innowacyjnych rozwiązań (np. masowe zastosowanie własnych mechanizmów hi-beat). Została marka, obecnie własność grupy Swatch (zob.). Zegarki Longines zachowują pewien własny charakter i względnie korzystny stosunek ceny do jakości. Longinus – Podbipięta herbu Zerwikaptur, postać z powieści Henryka Sienkiewicza ,,Ogniem i mieczem”. Imię zniekształcone wskutek pomyłki zecerskiej, używane zamiennie z nazwą zegarków marki Longines. „Mi się podoba” – najczęstszy błąd językowy na forach i blogach zegarkowych, samochodowych i każdych. Z uporem Władysława Gomułki wypiera prawidłowe „mnie się podoba” i „podoba mi się”, podobnie jak „ciężko” zastępuje „trudno”, „ściągać” wypiera „zdejmować” albo „demontować”, a „dokładnie” – „rzeczywiście” albo „faktycznie”. Długa historia na osobny temat. Neva masquerade – odmiana umaszczenia kotów syberyjskich. Ktoś mógł tak nazwać zegarek, ale stracił okazję. Nivada – jeszcze jedna marka zegarkowa z niewielkiego Grenchen (fr. Granges, być może stąd czasownik „pogrążać”). Najpierw dała się zamrozić na Antarktydzie (U.S. Navy Operation „Deepfreeze”) a potem jeszcze raz w czasie kryzysu kwarcowego (zob. kryzys… itd.). W latach ’80 sprzedana koreańskiemu przedsiębiorstwu o nazwie Kim Suk Keun Watch Company (naprawdę!) a potem komuś z Meksyku(?). W końcu, wykupiona, zaistniała ponownie jako prawdziwa marka od zegarków, przy okazji na nowo zarejestrowana również w Meksyku (pod nazwą Nivada Swiss). Nivada ma na koncie historyczne, cenione modele Antarctic, Chronomaster, Depthmaster, Aquamatic, z wizerunkami pingwinów, gór i lodowców na kopertach. Omega – zegarek astronautów i Jamesa Bonda (zob. Bond). Podobno uratował załogę misji kosmicznej Apollo 13 (zegarek, nie Bond) w ten sposób, że Jim Lovell często spoglądał na swoją omegę, dzięki czemu nie umarł z tęsknoty za Ziemią i z braku tlenu. Po szczęśliwym lądowaniu Omega otrzymała za to od NASA nagrodę w kształcie pieska z komiksu, który od tamtej pory podróżuje w swoim rysunkowym module załogowym wokół sztucznego Księżyca pod dekielkiem. Inny zegarek tej marki sprawił, że Eva Green od razu zakochała się w Danielu Craigu (bo najpierw myślała, że to Rolex, a potem już było za późno). Panowie, wyciągnijcie wnioski. Omesia (również „omeżka”, wersja dla dyslektyków i entomologów: „omeszka”) – ludowa nazwa zegarka marki Omega. Trzeba przyznać, że wyjątkowo okropna. Powinni tego zabronić. Orient – dawniej poszukiwana marka kawy, obecnie budżetowy zegarek japoński, na ogół ładnie wykonany. Niegdyś niezależna firma japońska konkurująca z Seiko, obecnie część tejże (czyli koncernu Epson). Gdyby więcej producentów chciało utrzymywać taką relację jakości do ceny jak Orient, nasze życie byłoby piękniejsze. Oris – porządna firma szwajcarska z dziwną dystrybucją i polityką cenową. Ich zegarki tracą na wartości zanim jeszcze trafią do sprzedaży. Czyni to przyszłość marki dość niepewną, mimo że Oris robi ciekawe rzeczy, np. własny cal. 400 z rezerwą chodu 120h. Piaget – trudno powiedzieć kto to dzisiaj nosi, oprócz Christiana Z. z kanału „Theo and Harris”. Ale marka bardzo zasłużona, chociaż steruje raczej w stronę biżuterii. Poljot – kiedyś można było dostać go w prezencie na pierwszą komunię. Prestiż (lub „prestiżowy”) – magiczne słowo z opisów na portalach aukcyjnych. Lubiane przez Polaków, bo oznacza tyle co „hokus-pokus”, czyli nic. Richard Mille – bardzo drogie zegarki z mnóstwem innowacyjnych rozwiązań konstrukcyjnych i materiałowych. Wyjątkowo paskudne, z tego powodu uwielbiane przez ludzi zamożnych. Rolex – utrzymuje, że wyprodukowanie zegarka tej marki zajmuje cały rok. Nic dziwnego, że niektóre modele bywają trudno dostępne, mimo że są produkowane w niesamowitych ilościach. Zegarki Rolex stanowią 70% wartości eksportu wszystkich zegarków szwajcarskich. Rolex, jako fundacja o charakterze dobroczynnym, korzysta z ulg podatkowych a znaczną część zysków przeznacza na fenomenalny marketing, dzięki czemu może sprzedawać zegarki po cenach co najmniej dwudziestokrotnie wyższych od kosztów produkcji. Roleksiarz – osoba, u której widok zegarka marki Rolex, szczególnie własnego, wywołuje rozszerzenie źrenic i przyspieszenie tętna. Wyżej opisane zjawisko bywa zaraźliwe i może prowadzić do groźnych zdarzeń losowych i kryzysowych, wywoływanych niekiedy przez osoby nie posiadające wymienionych zegarków, ale bardzo pragnące je posiadać. Ruhla – d. synonim taniego zegarka złej jakości (współcześnie zob. bubel). Sebix – zdrobnienie od Sebastian. Chyba jeszcze nie ma takich zegarków. Gdyby były, powinny być elektroniczne i wydawać głośne dźwięki. Seiko – pogromca szwajcarskiego przemysłu zegarkowego z lat ’70 (zob. też „kryzys kwarcowy”). Zwycięzca wszystkich europejskich zawodów w kategorii chronometrów do czasu, aż szwajcarscy producenci postarali się o wykluczenie z konkursów wszystkich zegarków spoza Europy. Seiko nadal produkuje straszliwe ilości rozmaitych zegarków, spod których nie wygrzebałaby się nawet Godzilla. Twórcy nowej definicji edycji limitowanej, obejmującej tysiące egzemplarzy oraz koncepcji zegarka, wg której wskazówka sekundowa nie może trafiać w indeksy na tarczy. Część japońskiego koncernu Epson (wraz z markami Credor, Lasalle, Orient), firma-matka marki Grand Seiko. Swatch Group – jeśli istnieje coś takiego, jak zegarkowy potwór, to jest to właśnie Swatch Group. Firma-moloch, skupiająca producentów zegarków od takich marek jak Breguet i Blancpain do Swatch i FlikFlak (zegarki dla dzieci, wyjątkowo trafna nazwa), i mechanizmów lub części, m.in. ETA (zob.) i Nivarox (sprężyny balansowe, praktycznie monopolista na rynku masowym). Tavannes – w dobrym stanie prawie nie do zdobycia (zob. Cyma). Tissot – historia marki Tissot zaczęła się w Le Locle w 1853 r. Od razu na początku powstał pierwszy zegarek (kieszonkowy!) z komplikacją drugiej strefy czasowej. Później w 1930 r. był pierwszy mechanizm antymagnetyczny i połączenie z Omegą. Ścisłe związki obydwu marek zaowocowały później m.in. obecnością werków Lemania także w zegarkach Tissot, obecnie poszukiwanych przez kolekcjonerów. Ale równocześnie były to historyczne początki Swatch Group, powstałej pod tą nazwą dopiero w 1998 r. Na wcieleniu do SG marka Tissot wyszła średnio. Wprawdzie przetrwała, ale otrzymała dość podrzędne miejsce w hierarchii grupy, zajmując raczej segment budżetowy, nie kojarzony z innowacjami i prestiżem (zob. prestiż). Trochę szkoda. Vratislavia Conceptum – polska marka niszowa, czyli microbrand. Z Wrocławia, jak sama nazwa wskazuje. Oferuje zegarki własnego projektu z licznymi zapożyczeniami stylistycznymi. Sprowadza zamówione komponenty od dostawców z Azji, oferuje krótkie serie (np. 150 numerowanych egzemplarzy) pod własną marką. Firma wzbudza uznanie i sympatię swoją polityką otwartości informacyjnej, udzielaniem się na forach branżowych, a przede wszystkim ciekawymi projektami. Nawet w USA je kupują. Vulcain – założony w 1858 r., radził sobie dzielnie m.in. za sprawą wynalazku alarmu mechanicznego. Po słynnym kryzysie kwarcowym zaczął szybko zmniejszać aktywność, aż wygasł w latach ’80 XX w. Ale to nie koniec, bo w r. 2001 niejaki Bernard Fleury, właściciel firmy PMH, wykupił prawa do marki i Vulcain odżył. Jeżeli kiedyś uda wam się w końcu zasnąć w samolocie do Nowego Jorku albo do Szanghaju, i obudzi was charakterystyczny, metaliczny terkot, to jest szansa że będzie to Vulcain na ręce sąsiada. Wostok – na początku lat ’80 XX w. pewien dziennikarz tygodnika „Przekrój” napisał, jakoby jego znajomy zegarmistrz miał stwierdzić, że Wostok „jest staranniej wyszlifowany niż niektóre współczesne omegi”. W tamtych czasach niewielu czytelników „Przekroju” miało szansę zobaczyć na własne oczy zegarek marki Omega (zob.), więc być może niektórzy w to uwierzyli. Zegarki francuskie – są jak francuskie samochody, na ogół wygodne i efektowne wzorniczo. Ich trwałością nikt się nie przejmuje, bo i tak mają swoich wiernych zwolenników, głównie we Francji. Zegarki modowe – przedmioty przypominające prawdziwe zegarki, ale mające obniżone wymagania pod względem trwałości i jakości materiałowej, a za to wyeksponowaną markę (na ogół znaną w branży odzieżowej, stąd nazwa) i wygląd podporządkowany oczekiwaniom specyficznych klientów, określanych jako fashion victims. Zenith – jedna z zegarkowych legend. Twórcy El Primero, pierwszego chronografu hi-beat, który potrafił odmierzać czas z dokładnością do jednej setnej sekundy. To raczej nieprawda, ale ładnie brzmi. Zenith długo opierał się biznesowym konsolidacjom, aż wreszcie w 1999 r został wchłonięty przez LVMH. Zodiac – pseudonim seryjnego mordercy, działającego pod koniec lat ‘60 i na początku lat ‘70 XX wieku w San Francisco i okolicach. Również marka zegarków, od której wziął się pseudonim. Spotkanie takiego zegarka jest możliwe także dzisiaj. Niewykluczone, że mordercy również.
-
Ale zestaw 🤩 Przyznaj się, jak długo zastanawiasz się rano który założyć? SGBK005 na szarym pasku to nieoczywisty wybór, pewnie aftermarket. Albo może taki pomysł z Japonii? Zdaje się, że na stronie Hodinkee widziałem ten model na podobnym szarym pasku. 015 robi wrażenie, miałbym tylko pewien problem z dostosowaniem do tego zegarka całej reszty: ubrania, miejsca, okazji, nie wiem czego jeszcze, pogody? Z muzyki, to chyba tylko głośny jazz 🙂 (chodzi mi o to, że odbieram ten model jako estetycznie wymagający). Z 005 byłoby mi łatwiej, jednak dla siebie wolałem coś skromniejszego, z mniej dominującą tarczą. Ale pasek zmieniłem, bo z oryginalnym zapięciem wydawał mi się za gruby. Wiadomo, eksperymentom nie ma końca. Gratuluję kolekcji!
-
Na to liczyłem, świetna propozycja, bliska moim własnym upodobaniom. Wprawdzie o SBGP009 pisał i "w kwarcowy celował" autor pierwotnego pytania, ale moim zdaniem SBGX333 broni się niezależnie od napędu. 12 tys. za ten zegarek to już cena "przekorzystna" i nie do odparcia. W ogóle wysoko cenię serię Elegance, a najbardziej SBGK007 (mechaniczny i na pasku).
-
Jasne, jasne, tylko jeśli już się podzieliłeś negatywną opinią nt. SBGP009 (subiektywną), to spodziewałem się, że może zaproponujesz coś "nienudnego" (też subiektywnie). Wtedy ktoś będzie mógł napisać np. "cooo!? taki nieudany model polecasz?", i wtedy będziesz mógł uzasadnić dlaczego akurat ten a tamten nie, ktoś dopisze "brawo bibbi! tak pisz!", a ktoś będzie zdania, że "wcale nie, bo..." itd., aż może ktoś inny (na przykład Majewski) dojdzie do wniosku co właściwie powinno mu się podobać i dlaczego (no dobra, z tym "dlaczego" to przesadziłem, mało kto się zastanawia dlaczego). O, na przykład (Majewski, o przepraszam...) Mirosuaw, zgłosił konkretne uwagi i propozycje, i jeszcze zdjęcie wkleił. Bardzo ładne. Bądź jak Mirosuaw. [Disclaimer: nie mam i nie noszę SBGP009 ani SBGP001, żeby potem nie było, ale interesuje mnie co się ludziom podoba i jak o tym piszą]
-
- W takim razie okazuje się, że lubię nudne rzeczy 🙂 Ile osób, tyle opinii, mnie się ten model podoba. Myślę, że sprawa wyjaśni się ostatecznie podczas przymiarki (niekoniecznie pierwszej). @b_easy, porady uniwersalne: wybierz zegarek, który będziesz nosił (to niekiedy trudno ocenić; chodzi o to, żeby nie kupować z założeniem, że to zegarek "na specjalne okazje" czyli do trzymania w szufladzie), który w razie czego da się odsprzedać (sprzedaż używanego zegarka w ogóle nie jest łatwa, ale trzeba wykluczyć takie, które wiadomo że będą bardzo trudne w odsprzedaży), i na który Cię stać (żeby kupno zegarka nie generowało dlugów ani problemów z płynnością finansową). Reszta to kwestia estetyki i upodobań.
-
Koledzy moderatorzy - dajcie nam szansę się poprawiać!
ireo odpowiedział Gio → na temat → PROPONOWANE ZMIANY - KONSULTACJE
Bardzo dziękuję za ten wpis, trzeźwy i merytoryczny. Wyróżniłem w powyższym cytacie zdania, które wydały mi się szczególnie trafne. Dawno temu miałem zaszczyt znaleźć się w gronie założycieli Stowarzyszenia i obserwować powstawanie tego forum. Potem sam się poczułem "odstraszonym stałym bywalcem" wskutek decyzji moderatora czy moderatorów, którzy uznali że z jakiegoś powodu trzeba dać mi nauczkę. Wprawdzie straciłem wtedy zapis części swojej forumowej historii ale za to zaoszczędziłem sporo czasu i energii, które inaczej niechybnie zostawiłbym na forum, więc jakże nie miałbym być wdzięczny 💐 Miło mi z powodu forumowej odwilży, bo widzę że zwykłym użytkownikom wolno już używać słów "moderacja" i "moderator" bez ryzyka sankcji karnych (chociaż to się jeszcze okaże, w końcu nie wiem jak długo przetrwa ten wpis). W każdym razie, zasady i jakość moderacji nie powinny być tematem zakazanym i ściśle tajnym, również w odniesieniu do konkretnych przykładów. Bardzo doceniam, że komuś zależy na poziomie tego forum i że stara się, w czasie wolnym i bez wynagrodzenia, wykonywać tak niewdzięczne zajęcie. Nie oznacza to jednak, że wszystkie decyzje moderatorów są tak samo dobre. To jest osobny temat, ale warto się nim zająć, bo ma bardzo istotny wpływ na kształtowanie treści i utrzymywanie pewnych form. To z kolei decyduje o poczuciu przynależności i o tym, ilu użytkowników decyduje się zaangażować i przeznaczyć jakieś konkretne środki na utrzymanie i rozwój strony. Jeśli ktoś tego związku nie widzi, to obawiam się że go nie przekonam, nie mam zresztą takiego zamiaru. To nie jest złe forum, nigdy nie było. Powiedziałbym raczej, że wyróżniało się i nadal wyróżnia niskim poziomem agresji, tak powszechnej w internecie. Z pewnością to także zasługa moderatorów. Trudno mi jednak zrozumieć podstawy niektórych interwencji, takich jak usuwanie całych tematów. Jednocześnie toleruje się teksty nieuprzejme wobec innych albo pisane z rażącymi błędami językowymi, a w tym samym czasie ktoś inny dostaje "bana" za jakiś żart, który może nikogo nie bawił ale też nikt się poczuł nim urażony (bo inaczej by to zgłosił), albo za "pisanie nie na temat". Niekiedy nie jestem w stanie dociec dlaczego pewne treści są usuwane a inne zostawiane bez reakcji. Pewnie na tym właśnie polega trudność z moderacją, że trudno określić i wyegzekwować czytelne zasady w taki sposób, żeby nadal wystarczającej liczbie osób chciało się czytać i pisać. Ale jeśli rozmawiamy o pieniądzach, które chcielibyśmy pozyskać na rozwój tego przedsięwzięcia, to wykraczamy poza grupkę entuzjastów-amatorów i okazuje się, że trzeba się bardziej przyłożyć, żeby te zasady były czytelniejsze i łatwiejsze do przyjęcia. Dziękuję za uwagę. -
Dopiero jako dorosły mogłem w pełni docenić AE-1200 i ten komiks.
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Też korzystałem, aż kiedyś po raz drugi odebrałem Speemastera 3520.50 po kompletnym serwisie i "regulacji" w Swatch Group, i znów się okazało, że gubi > 5 s na dobę. A to prosty werk oparty na Valjoux, nietrudny do precyzyjnego wyregulowania. Może testowali zegarek z wyłączoną funkcją chronografu, choroba ich wie. Nie dociekałem, trzeci raz już nie próbowałem. Z kolei w Seamasterze 300 niedawno założyli pasek odwrotnie, spodem do góry (w tym roku wspominałem gdzieś na forum o tym osiągnięciu). Ale najlepszy numer wykonała dziewczyna z "obsługi klienta" parę lat temu, podałem jej zegarek z komplikacją daty i zawołała: "o, wskazówka odpadła!". Była to wskazówka datownika w kształcie białej sylwetki samolotu (albo, jak niektórzy mówią, "promu kosmicznego") na czarnym tle. Oczywiście nic nigdzie nie odpadło, tylko widocznie dziewczyna po raz pierwszy w życiu widziała takie rozwiązanie, raczej mało wyszukane i nie tak rzadkie. Ta dziewczyna od dawna już tam nie pracuje, ale dbałość o szczegóły w tym serwisie nadal nie zachwyca. Niekiedy poziom obsługi klienta również nie. Jest tam taki chłopak, który nigdy się nie przedstawia ani nie podpisuje pod mailami (w przeciwieństwie do większości uprzejmych klientów). Może ma jakieś powody, żeby się bać albo wstydzić nazwiska, nie wiem. Nie robi to najlepszego wrażenia. Zostawienie zegarka w butiku może wyeliminowałyby błędy związane z niechlujnym podejściem do regulacji albo montażu poserwisowego, ale z kolei zegarek musiałby w takich przypadkach pokonać kilka razy drogę butik-serwis i z powrotem. Pewnie przesyłki transportuje zwykły kurier, więc nie wiem czy to najlepsze rozwiązanie. Nie chodzi mi o bezproduktywne zrzędzenie na jakość serwisu przy Marynarskiej ale myślę, że jeśli ktoś szuka wskazówek komu powierzyć swój zegarek, to będzie mógł wziąć powyższą opinię pod uwagę. Zwłaszcza w kontekście cen serwisu w Swatch Group. Dodam, że porównanie z serwisem Rolexa przy Pl. Konstytucji, który odwiedziłem w drugiej połowie ubiegłego roku, wypadło drugzocąco dla Swatch Group w dwóch aspektach, dokładności regulacji i komunikacji z klientem. -
Owszem. Przez chwilę myślałem nawet, że to polska edycja limitowana o nazwie "STĘRNGLAS" 🙂
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
To pytanie z kategorii egzystencjalnych, z istotnym udziałem czynników losowych. Sam bym się wahał 🙊 -
- Czy jest też wersja "stereo" z dwiema tarczami? p.s. Bardzo lubię te stare gazety i komiksy jako tło. Przed upowszechnieniem się kolei żelażnych i automobili dziennikarze pisali, że prędkość 40 km/h na pewno będzie dla człowieka śmiertelna, bo zawrotny pęd spowoduje zapadnięcie płuc i niemożność oddychania. Wygląda, że to przekonanie powraca, sądząc z ewolucji przepisów drogowych.
-
Jeszcze w zeszłym roku, wkrótce po premierze, znalazłem parę marudzeń pod adresem tego modelu, więc byłem ostrożny. Weterani poprzedniego Mudmastera GWG-1000 narzekali, że nowy jest mniej czytelny, i że nie wiadomo po co ten bluetooth. Nawet Tomek pisał, że klapki go uwierają ("Ale kto teraz chodzi w klapkach?", pomyślałem. Potem skumałem, że chodzi o te skrzydełka pod mocowaniami paska. Ciekawe czy dałoby się je wymienić, może pasują od jakiegoś innego modelu?). W sumie poważna sprawa, bo jeśli zegarek zaprojektowany do zapasów w błocie uwiera, to chyba coś nie halo, zwłaszcza przy tej cenie. W sprawie porównania czytelności i innych aspektów użytkowych mógłbym się wypowiedzieć gdybym wcześniej miał poprzedni model, ale mnie to doświadczenie ominęło, więc startowałem na świeżo. Być może właśnie do takiego nabywcy, któremu nie pasowały rozmiary poprzedniego Mudmastera, adresowany jest B1000. W każdym razie, w końcu dałem się "zaadresować" i kupiłem. Teraz zupełnie nie rozumiem niektórych sceptycznych recenzji. B1000 jest bardzo wygodny, chociaż to nadal tłuste zegarzyszcze w rozmiarze 52. Mimo to bez problemu daje się zapiąć tak, żeby ani nie uwierał, ani nie przemieszczał się na nadgarstku. Bluetooth bardzo doceniam, bo mam komfort i szybki dostęp do ustawień w aplikacji, zamiast mozolnie rozpracowywać wszystkie możliwe kombinacje przycisków i koronki, zajęłoby mi to chyba z tydzień. Problemów z łącznością też nie zauważyłem, wszystko jedno czy jestem w pomieszczeniu czy na zewnątrz, nawet krytykowany (i raczej mało potrzebny) tryb Mission Log nie sprawia problemów. Sprawdzę to jeszcze w miejscach bardziej odludnych, zobaczymy jak tam sobie poradzi. Niektórym nie podoba się konieczność parowania zegarka z telefonem, żeby korzystać ze wskazań nawigacji. Mówią, że to bez sensu, bo moduł GPS najlepiej mieć na nadgarstku, jak w Garminie. Mnie akurat nie zachwyca koncepcja urządzenia śledzącego zintegrowanego z zegarkiem, a telefon zawsze mogę zostawić w domu i orientować się w terenie na podstawie wskazań kompasu. Dlatego nie wybrałem Garmina tylko G-shocka. Funkcjonalnie i estetycznie ten zegarek jest jakby syntezą wielu wcześniejszych rozwiązań z G-shocków z wyższej półki. Może żołnierz piechoty, ratownik TOPR albo strażnik znad granicy oceniłby ten zegarek bardziej surowo, ale ja z moimi obecnymi potrzebami jestem z niego bardzo zadowolony. Na razie, czas już na mnie, bo widzę że ciśnienie spada.
-
Mudmaster w naturalnym środowisku (prawie, bo powinien być jeszcze ubabrany błotem, ale wtedy nie byłoby go widać).
-
Cierpliwości, przecież Kolega pisze, że dopiero poszedł. Może ma daleko 🐌🐢🧗♂️🤷♂️
-
Świetny! Powinien się nazywać "Stormtrooper" https://www.starwars.com/databank/stormtroopers
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dzięki. Przy okazji, do tego zegarka lubię też perlon. Jeśli jest dobrej jakości, to w zupełności wystarcza szerokość 20 mm. Chętnie nosiłem taki zestaw, aż w serwisie Swatch Group założyli mi ten perlon odwotnie (czyli spodem do góry🙁). Zauważyłem to dopiero w domu, więc musiałem zdjąć pasek, i wtedy dałem na próbę czarnego krokodyla. Na perlon pewnie znowu przyjdzie czas latem. -
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Trudno zaprzeczyć. Przy okazji dowiedziałem się od jakiego modelu jest bransoleta, którą kiedyś kupiłem. Noszę na niej ultrachrona z 1970 r. -
Prawdziwy kolekcjoner G-shocków powinien mieć co najmniej cztery ręce.
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Żaden problem, zawsze można coś znaleźć. -
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Bynajmniej Omega: "wyśrubujemy ceny na chybił trafił, zobaczymy co i gdzie się sprzeda". IWC: "i tak nie kupią". -
Też tak sądzę, bo trudno o lepszą kolekcję tylu wspaniale absurdalnych projektów w jednym miejscu. Kilka z nich poznałem wcześniej, ale osobno. Chciałbym kiedyś pokazać na Forum nt. takiego Haldimanna na nadgarstku, ale chwilowo mam pilniejsze wydatki 🙂 Poza tym, jak mówi Księga Koheleta, wszystko ma swój czas. Kiedyś minąłem pracownię mistrza Haldimanna co najmniej dwa razy, ale wtedy jeszcze nie wiedziałem kto to jest, i nawet nie zadzwoniłem do drzwi. Byłem wówczas na etapie zachwytu speedmasterami które, choć znacznie tańsze, jednak wyraźniej pokazują upływ czasu i różne inne rzeczy. Przy okazji, istnieje też niejaki Kevin Bertolero https://www.npr.org/2022/07/05/1108814874/rubber-ducky-watches-that-dont-tell-time-clock-in-tiktok-views, ale jego dzieła już chyba zupełnie nie spełniają definicji zegarka. Chociaż, jak chwilę pomyślę, to przychodzą mi na myśl plastikowe hybrydy typu MoonSwatch. Czas niby pokazują, ale mają też jakby trochę estetycznego pokrewieństwa z tymi kaczuszkami.
-
Dlaczego, nazwa niczego sobie. Po polsku "credka". Poza tym niezłe imię dla kota, ewentualnie psa.
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Może tak być, że tarcza zrypana… Owszem, możliwe, ale to trudno ocenić na podstawie zdjęcia. Trzeba by je wykonać w idealnych warunkach, najlepiej ze statywem i poziomnicą. Tarcza musiałaby być idealnie prostopadła do osi wzroku obserwatora, która powinna się dokładnie pokrywać z osią wskazówek. Zaobserwowanie nieregularności tarczy na żywo też nie jest takie łatwe, szczególnie jeśli wskazówki poruszają się "na wysokiej orbicie" czyli w sporej odległości od tarczy i indeksów (żeby to dobrze ocenić, trzeba by zachować powyższe warunki i patrzeć na zegarek jednym okiem). W dzisiejszych zegarkach marki Longines na ogół tak właśnie jest, w przeciwieństwie np. do Grand Seiko, gdzie wskazówki godzinowa, minutowa i sekundowa osadzone są w mniejszych odstępach od siebie. Dlatego niewiele można powiedzieć na podstawie zdjęcia z nałożonymi krzyżującymi się liniami. Należałoby mieć pewność, że w momencie wykonywania zdjęcia zegarek był dokładnie w płaszczyźnie prostopadłej do osi obiektywu (przy czym oś obiektywu pokrywała się z osią wslazówek) i równie dokładnie zorientowany kątowo w tej płaszczyźnie (tak jak się orientuje mapę, czyli godziną 12 na "północ").
