Dobre podsumowanie. Można w nieskończność rozważać ile jakaś rzecz byłaby warta, gdyby się jej nie sprzedało ileś tam lat temu albo odwrotnie, ale właściwie co z tego? Zegarki drożeją, ale nie jakoś szaleńczo, bo podobnie albo bardziej drożeją samochody, energia, paliwa, żywność itd. Pomijając niedawne sztuczne podgrzanie cen przez "pandemię", branża zegarkowa jest raczej w recesji, da się to przeanalizować to w liczbach.
Kiedy niedawny run na luksusowe zegarki się skończył, a "internetowi wieszcze" (i wieszczki) zaczęli głosić "śmierć rynku" albo "koniec branży", oznaczało to tylko tyle, że znów trzeba z większym wysiłkiem walczyć o nabywcę. Z jednej strony to dla nas dobra wiadomość, z drugiej niekoniecznie, bo ostrzejsza walka o klienta oznacza także mniej ciekawych premier i nowości oferowanych przez duże firmy (mówimy o nowościach istotnych, na opracowanie których trzeba wyłożyć pieniądze, bo w mikrobrandach, wiadomo, co zegarek to "nowość").
W zeszłym roku finansowym 2023, podobno niezłym, duże grupy kapitałowe z branży raportowały zyski na poziomie 10-20% (LVMH <20%, Richemont ok. 20%, Swatch Group <11%). W skali globalnej to duże pieniądze, ale jednak o półkę niżej niż niektóre inne branże, np. globalne firmy IT (Apple 32%, Microsoft 38%) albo big pharma.
Przykład pojedynczego zegarka marki Omega, np. mojej AT 2503.33, kupionej w 2018 r. za ok. 8 tys. ówczesnych złotych, pokazuje że obecnie musiałbym zapłacić za ten model o ok. 80% więcej (w dzisiejszych pieniądzach). Ale co z tego, kiedy w tym samym okresie ceny złota wzrosły o co najmniej 100%? Moja Omega nie była złym zakupem ale na pewno nie była "inwestycją", bo zegarki nie są towarem inwestycyjnym tylko luksusowym (może nie wszystkie, ale w przypadku Omegi możemy chyba tak uznać) czyli nabywanym dla przyjemności i z przyczyn "wizerunkowych".
Wizerunek czyli marketing dodatkowo wpływa na wzrost cen zegarków. Nie tylko dlatego, że marketing kosztuje, lecz również z tego prostego powodu, że dobra luksusowe nie mogą być tanie, bo wówczas ludzie, którzy nie mają co robić z pieniędzmi (czyli my?) straciliby zainteresowanie zakupem. Bawią mnie wywody entuzjastów, że jak taka Omega czy inny JLC śmie aż tak widnować ceny, kiedy produkcja zegarka kosztuje tyle a tyle, a dystrybucja tyle a tyle, więc to jest zbrodnia i zdzierstwo sprzedawać te zegarki za wielokrotność ceny np. Casio. Zdaje się, że na temat Rolexa takich komentarzy jest trochę mniej, chociaż Rolex kosztuje sporo więcej, co może świadczyć o tym, że ludzie jednak niekiedy myślą i wyciągają wnioski.