-
Liczba zawartości
521 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez kaido2
-
Niekoniecznie. Bo jeżeli zmieniasz kiepskiego chińczyka 3W na konkret ( nawet chińczyka) 3W to ciepło jakie odda dioda będzie takie samo, ale gęstość światła już zupełnie inna. Nie może się bardziej nagrzewać, bo przewodność cieplna z braku pasty jest gorsza. W standardzie diody mają swoje radio i te w zupełności wystarcza, jednak , aby dioda żyła jak najdłużej poprawia się przewodność cieplną na zewnątrz, zmieniając radiatory na miedziane i o ile body pozwala na większe, oraz "łączy elementy" pastą o najlepszej przewodności we wszystkich miejscach styku dioda/ radiator/ obudowa. W środku dioda się nie gotuje, natomiast teraz to dopiero możesz dostać po łapkach
-
Rozpadną jak rozpadną, bo na różne gówna w środku można trafić, ale: Kiepskie styki (sprężyna, przycisk) = dodatkowa rezystancja, a ta powoduje iż prąd podawany na sterownik, a dalej diodę jest niższy, i w konsekwencji latarka słabiej świeci.
-
Modowanie zależy od tego jaki cel chcemy osiągnąć. Jedni ładują diody sporych mocy, czy dodatkowo innej barwy, dorabia się , albo też kupuje gotowe dopasowane radiatory, przerabia body, poprawia soft do sterownika itd. Ale to są wszystko zabawki, niestety IMO zbyteczne jeżeli chodzi o oświetlenie rowerowe tym bardziej na szosę. Nikt nie będzie przecież jechał na strobo, czy innych bajerach. Na asfalt spokojnie styknie 200 lumenów. Wyjechałem kiedyś z samoróbą 500-ką i zaczął się dramat, bo kierowcy głupieli. Na otwarte przestrzenie wystarczy szerokokątna, tam gdzie dużo lasu dodatkowo druga z długim i waskim strumieniem. O dziwo przerobienie sobie zwykłej lampki za 10 pln nie jest niczym nadzywczajnym, ani kosztownym. Spokojnie można wykorzystać sterownik z takiej lampki. Jedyny większy koszt to aku + ładowarka, Często można do tego celu wykorzystać wiekowego lapka z końca lat 90-tych - dałem za takiego 2 dychy , a i ogniwa w baterii były sprawne. Lapka przerobiłem tak by ładował mi gruby zestaw ogniw I nie tylko. Dioda 3W to góra dyszka. Poniżej zabawka zrobiona na bazie ledówy na 3 aku i to właśnie nią straszyłem kierowców I na rower dla normalnych
-
Tak, na diodę która tam jest wystarczy jeden 18650. Do nich można kupić ładowarkę, można też zrobić , bo porządna kosztuje. Ja ładuje w przerobionym lapku Wrzucam 12 ogniw, 2 godziny i mam zestaw na tydzień. Przypominam, że jeździmy z kadencją 90
-
A gdzie tam, komfort to podstawa inaczej jeździłbym w bawełnie , dżinach luzackich dresach. Nawet przystosowany do zimna wybierze opcje cieplejszych rozwiązań, bo po co marnować zasoby na grzanie skoro można to przełożyć na moc Ale inaczej sprawa wygląda przy jeździe z twardego obrotu, a inaczej z rytmu. Generalnie ciuchy robione są pod kątem sportu, a to oznacza że osoby z brzuszkiem mają ograniczony dostęp względem wyboru, często pozostają im ciuchy z Lidlów które to jak się okazuje nie są do końca złe. Z tym klatowaniem i tytami z Lidla nie przesadzaj, wystarczy koszulka z windstoperem pod spód, a kolana? Jeszcze nigdy nie słyszałem , by komuś wyziębiło, natomiast uda tak, zaraz po wyjściu z domu stąd i można spotkać spodnie z membraną w tamtym miejscu. Bywa, ze piorę spodenki po każdej jeździe, ale to nie dlatego, że są... , po prostu bywa, że w ciepłe dni są z "zasolone" i nic się tej wkładce ani spodenkom nie dzieje. Też nie ubieram ich na gołą d..pę. Inna rzecz, że ciuchów mam szafę stąd nawet jak coś nie wyschnie to jadę w czym innym. Tutaj ceny tego typu zabawek są trochę inne, za 100E mam cały komplet PRO z klubu. W wyścigach nie biorę udziału, ale nawet przy normalnym śmiaganiu ciuchy stworzone optymalnie pod rower wygrają z jakimiś substytutami. Przypomnę , jeździmy z kadencją min 90, a wtedy gacie z lajkry i wszytą wkładka są najszybsze i najlepsze
-
Ale to nie było na serio Najzimniej jest w częściach które najmniej pracują, a więc generalnie palce, no i na plaskaczach przedramiona. Z kolanami się nic nie dzieje, chyba że przepychasz z blatu i osi to tak - niewiele trzeba by "popękały", tylko, że to się tyczy każdych warunków. Membrana na udach jest nie bez powodu, po przedramionach, to następna strefa której jest zimno zwłaszcza zimą przy temp grubo poniżej 0. Wszyta wkładka - Nie wyobrażam sobie aby było inaczej. Cokolwiek luźno latającego na d*pie, pomijając sam komfort = obtarcia i odparzenia. Źle dobrana wkładka = podobnie. Częste pranie nic jej nie robi, pierwsze co się w spodniach zużywa to materiał w miejscach gdzie najwięcej pracują. Szelki - przy mocnej jeździe, gdzie całe ciało pracuje, spodnie wiązane zjadą z d*py, dzięki szelkom spodnie są stabilne. Przy zakładaniu nic się nie plącze, kwestia umiejętności zakładania.Wiązane = total rekreacja po DDR w wyprostowanej pozycji. Ja za rajstopami tak samo, jednak jakikolwiek najmniejszy spadochron pod wiatr może skutecznie zniszczyć najtwardszego z najtwardszych. Druga rzecz komfort - nic nie ciśnie, 0 ograniczeń ruchowych. Generalnie jak ktoś jest w stanie wyłapać różnice między rajtuzowym wyglądem , a luzackim, to z lajkry już nie wychodzi nawet jadąc po przysłowiowe bułki Noooo, ale i tak asekuracja była w postaci elementów " waterproof " i deszczowego roweru . Mimo to Karpacz i górasy poćwiczone - wyszło jakieś cztery i pół stówy i ponad 3 klocki pionu licząc od chaty Modowałbym te hample wstawiając takie klocki: Mam je w słabszych single pivotach ZZR i żaden zjazd w Karkonoszach mnie nie zaskoczył, a nie powiem się zap..ło
-
https://www.decathlon.pl/spodnie-na-rower-dugie-z-szelkami-300-mskie-id_8282708.html
-
W sumie plan jest na MRDP, ale 1008 też dobrze by było rabnąć i zastanawiam się czy nie w 2- strony. Tu nie ma jakiejś specjalnej filozofii zwłaszcza, że bufet jest na krótkich dystansach, co innego wspomniany MRDP w kategorii Extreme, czy Total Extreme. Spanie po rowach, sranie po lasach. Przede wszystkim kluczem do sukcesu jest wyjeżdżenie, co oprócz ogólnego wytrenowania pod tym względem, daje precyzyjne określenie kiedy należy się np uzupełniać. Czym? W wielu przypadkach są to własne doświadczenia, ale na pewno nie są to żele, koks czy farmachemia, których tu wielu się spodziewa. W bufecie z tego co się orientuję jest normalne żarcie + batony, woda, izo.... W punktach kontrolnych można się przekimać. Jedyną uciążliwością może być jazda krajówkami. Tirów co prawda w nocy nie powinno być, ale autobusy jeżdżą. Mnie to nie przeszkadza, ale wiem, że wielu.... No i trzeba się kwalifikować dowolnym mararatonem DST 500km, może być "Piękny wschód"
-
Racja nie racja, po prostu tak się jeździ. Kadencja nie jest jeszcze jakoś specjalnie zabójcza, znaczy nie męczę się, ale powyżej 55km/h na płaskim przy 50/14 bywało, że noga na obrocie nie wyrobiła powiedzmy 1 na 100 obrotów - za słabo jeszcze wytrenowany jestem, ale staram się i idzie mi coraz lepiej. Na zjeździe jest szybka krótka dokrętka, Nie ma co się śmiać, to są dobre ćwiczenia na rytm, zrywy, często stosuję. Do poprawy parametrów fizycznych wcale nie potrzeba szosówki. W zupełności wystarczy ten cross. Niestety systemy szosowe to konstrukcje mające za zadanie maksymalne ustabilizowanie nogi, by np przy sprincie noga nie pływała, bo czym może skończyć się nagłe przypadkowe wypięcie, o wypadaniu z rytmu już nie piszę. Podobnie na czasówkach, klasykach itd , jednak jeżeli się nie ścigasz to system praktycznie jest bez znaczenia, chociaż jazda w takim, czy takim to zupełnie inne doznania. Ja np stosuje i platformy i spd i spd-sl. Swego czasu jeździłem w jednym systemie zatrzaskowym, jednak z czasem spróbowałem szosowych Looków i shimanowskich spd-sl. A chodzić się da kwestia wprawy. To samo tyczy się wpinania i wypinania najtoporniejszych spd-sl, nawet przy jeździe z samochodami w mieście. Nie no, to już jest idiotyzm na potęgę, ale tak to jest zamiast jeździć to czyta się fora i później widać co widać na załączonym obrazku. Brak słów. "Getry" bierz z deca cena/efekt/jakość jak dla mnie bomba.
-
No to Ci napisze, że w tym przypadku jeszcze długo nie... dla 55 km/h na prostej - 52/16, 50/14, 11-kę owszem przy tarczy 46. dla 55 km/h zjazd - 50/15, 46/12
-
50 km/h siadasz, 60, 70 i więcej, na końcu 8,9 dych i dokręcasz z ramy. Nie od razu Rzym zbudowano. Tak zaczynałem i ja. Podobnie jazda na łokciach, na kierze czasowej, szosą po lesie itd
-
Czyli dobrze się domyślałem, że jednak twardo. Często spotykam tego typu podejście, ale nie martw się, z tego się wyrasta Ja bardzo długo tak jeździłem dopóki nie zauważyłem korzyści z jazdy w rytmie. Jazda w grupie, parami to dobre doświadczenie by zauważyć te zalety. Ale wróćmy na ziemię Skoki o 2 zęby w kasetach szosowych są na tzw. przełożeniach górskich. Na podjazdach zwłaszcza takich od 5% wzwyż, skok o jeden ząbek nie miałby racji bytu, ponieważ, aby dojść do prawidłowego przełożenia trzeba by wrzucić o 2 wyżej, co niestety może powodować( kilka razy to zauważyłem w górach u twardzieli) zatrzymanie i w konsekwencji gleba, poza tym na wyścigu - zazwyczaj straty. Dlatego właśnie oprócz tego by jazda była dynamiczna, "organizm na pełnych obrotach", oraz by łatwo przełączać się na b. wysoką kadencje( w górach, na zrywach...) trenuje się rytm. Ja na góry, zimę i ogólny syf mam szosę z jedną tarczą 46 i kasetą górską 7s, w całości stopniowaną co 2 ząbki. Na zjazdach w bezpiecznych warunkach 52/14 w rytmie to i tak IMO b. dużo. Fakt nie znam okolicy w której mieszkasz, bo być może masz czyste zjazdy pod krechę( bez S-ek) gdzie możesz dochodzić do prędkości w okolicach 100 km/h i wtedy tak można by założyć specjalnie na tą okoliczność nawet 11 -kę,jednak to przełożenie z 14-ką i b.dużą kadencją może dać całkiem konkretną prędkość, zwłaszcza gdzie na zjazdach tylko dokręcasz i od razu d...a na ramę. Jaką osiągasz prędkość na tych zjazdach?
-
Heh... Nie wiem z jaką kadencją jeździsz, podejrzewam, że dość twardo skoro chcesz wstawiać jeszcze twardsze koronki na taki blat. 52/14 przy cad 90 = 42km/h 52/14 przy cad 100 = 46km/h Robisz treningi pod katem czasówek? Jeżeli jesteś w stanie takie parametry utrzymać to spoko, możesz kombinować z twardszymi koronkami, choć ja jednak inwestowałbym w rytm, bo to samo dobro Inna rzecz że wyrzucając 19-kę posypie się stopniowanie, jeżeli jeździsz twardo, a tak mnie się wydaje to na małej hopie będzie odczuwalny skok mający swe odbicie w utrzymaniu chociażby danej prędkości, natomiast przy rytmie jest to do zakceptowania i skok o 2 ząbki będzie praktycznie nie zauważalny. Jak niedawno pisałem, poczułem ograniczenie przy przełożeniu 50/14 lecąc na prostej 56km/h i tak, blat 52 na tym odcinku okazałby się przydatny, jednak zazwyczaj korzystam z tarcz 46 i 50 i na 12T bardzo rzadko schodzę. Nie wiem czy nie lepszym rozwiązaniem będzie opchanie tej kasety i zakup odpowiedniej.
-
Przez XX - naście lat mogłeś zrobić niewiele km i mieć przy tym szczęście, teraz szczęścia było o wiele mniej. Jazda bez zapasowej dętki to jak proszenie się o kłopoty. Na wytrzymałość opony składają się materiały z jakich są wykonane, oraz niejednokrotnie stosowane rozwiązania, a nie grubość. Zwykłe gumiaki nawet najgrubsze poddadzą się na kamolu, większe dobicie i można załatwić ją na cacy, natomiast " cieńkie " z odpowiednim zabezpieczeniem nie tak łatwo zabić, w tych oplot umiera śmiercią naturalną do tego jak dodać odpowiednią mieszankę to i przejedziesz z przyjemnością naprawdę sporo km i nie zabijesz się na mokrym. Ogólnie nie opłaca się kupować tanich opon. Wspomniane Vittorie Rubino Pro G+ testowałem przez 2,5 miesiąca. Przez ten czas pękło lekko ponad 10 tyś km, tył się trochę wypłaszczył. Wiele km po brukach i parszywych kamolach, dziurawe asfalty, szutrówki. Przez ten cały okres jeden kapeć bo długa igła jednak pokonała zabezpieczenie, rozbite butelki praktycznie nie robiły im krzywdy. Pod treningi, czy ściganie w trudnych warunkach bardzo dobry kompromis. Zabił je bruk, ale w sumie na upartego można jeszcze na nich jeździć, poddała się jedna warstwa oplotu, na uszkodzonej zrobiłem jakieś 500 km jednak dalej nie chciałem ryzykować zabawą z dala od domu. Kolega ostatnio zaproponował mi takie do szosy: Tu już gwoździe nie przejdą, zobaczymy Z tymi reklamami nie przesadzajmy, na dole mały pasek ledwie widoczny. W telefonie zawsze można ustawić tryb eco, poza tym wiele zależy od samego telefonu. Ch...wy sprzęt wiąże się z gubieniem sygnału, krótkim trzymaniem na baterii. Na X-perii E4 bat starczała na 500 km, tak samo mam w podobnie budżetowym Lenovku C2. W wersji 6 na androida jest możliwość wyboru języka polskiego, choć rozumienie komunikatów po angielsku w wersji 4 nie sprawiało mi problemów Dla mnie to dobra rzecz.... Info co km, dst, czas, tempo..., tel mogłem trzymać w plecaku , tylnej kieszeni i skupić się na tym co jest do zrobienia itd... Jaka wielkość blatu?
-
Komy nie mają przełożenia w tym co mnie akurat w tej całej zabawie interesuje, nie mają też realnego przełożenia jeżeli chodzi o ściganie, mogą co najwyżej pomóc ( mobilizacja, motywacja) w treningach czasowych i górskich. Będąc jednak na stravie jakieś tam mam. Niestety w wielu przypadkach średnie z segmentów są powyżej 50km/h, a ja spiny aby iść w trupa kiedy nie muszę nie mam. Keiring, konkurencja torowa, ćwiczona w warunkach w jakich jest rozgrywana. Na szosie motorków się nie stosuje - rozprowadzenie i wyjście sprintera z za koła jest ćwiczone w realiach, czyli rozprowadzający, bądź 2-ch i wypuszczenie po zejściu ze zmiany, albo wyjście minimum 200m przed krechą. Sprinterzy w wielu przypadkach to także torowcy, u nas takim jest np Wojtek Pszczolarski. . . . Kilka razy zdarzyło mnie się trafić na motocyklistę, L-kę, autobus i wieźć ich na kole, czy odpalić strzykawę i im odjechać.
-
Oczywiście.... Jakieś 2 lata temu jeździłem tyle do roboty... . . . 90% trasy - odcinek TT, reszta dojście do spoczynkowego HR. Ja aczkolwiek problemu zbytniego z poceniem sie nie malem, ale ci co próbowali łapać koło krótko mówiać nie wygladali. Kilka razy rabkiem oka udało mnie sie wypatrzyć hirosów w dzinach na " góralach" także ten. Zapewne chętnych , by tylu nie było, jednak no przyznajcie wstydem jest byc objechanym z Ukrainy. Buty muszą być ok, chociąż jak sie okaża uwierające po x km to i na to jest sposób, natomiast PD-R540, mam w kilku szosach i zdecydowanie moge polecić. Najstarsze maja za sobą ponad 10tysi i daleko im do rozkładu.
-
Może mieć normalne szwy, ale jak wspomniałeś - syntetyk z przyzwoitymi ściągaczami, bo właśnie rolujące się nogawki powodują obtarcia i odparzenia. Kolega miał racje, a ja jak do tej pory takowego blatu nie założyłem. W czasówce mam 53 Tak na prawdę wystarcza mi 50-ka, bo z reguły jeżdżę miękko, jedynie jak chce sobie porobić czasy po płaskim, to albo Gazelle z 52-ką, albo Koga pod czas z 53-ką.....
-
Tak A czemu bez bielizny? Jestem zdania, że niech każdy jeździ jak mu wygodnie. Oczywiście ściganie w dżinach i bawełnianej koszulce mija się z celem. Zjazdy, a utrzymanie na prostej to dwie zupełnie inne pary kaloszy, ale bywało że ( jak już o zjazdach mówimy) 52/11 nie starczało. Pamiętam jak po którejś takiej akcji kumpel zasugerował - " Załóż se blat 56"
-
Gdyby gliniarze nie wywali mnie na odcinki czasowe ( wypadek) to by mnie się nie zachciało sprawdzania.... Ale teraz przynajmniej wiem, że 56km/h z przełożenia 50/14 to max do utrzymywania. Po prostu brakło blatu ( tu 52 by się ładnie sprawdził) i ośki 11-ki.
-
Ostatnio przekonałem się jak to rower może ograniczyć. Pojechałbym wyścigowym z normalnym przełożeniem, a problemu by nie było
-
Proszę bardzo Jednak te od tych z lat 50-tych sporo się różnią, mimo to łączy je jedna wspólna cecha są lżejsze od obecnych w tamtym czasie staloszczaków. Vittorie poddały się po 10kkm co uważam za bardzo dobry wynik. Zapewne jakbym nie jeździł po kamolach i unikał szkła wytrzymały by dłużej. generalnie poddał się oplot z tyłu, przód jest tylko ponacinany. W sumie można jeszcze na nich jeździć, w jakiejś dojazdówce zamieniając tył z przodem.
-
Większa rama - w przypadku szosowej wiemy jak to się kończy, cross, damka itd..... jest do wyprostowania jeżeli mówimy już o tym 1-m cm. Dętki i opony trochę się różnią jeżeli chodzi o zawarte mieszanki w porównaniu do tych z lat 50-tych oczywiście są pewne granice przy których przekroczeniu dętka się podda i po prostu je..nie. Zsiadam i wsiadam z pedału...., bo jak inaczej zrobić to w zatrzaskach? Zresztą w platformach podobnie,- tak do końca to nie wiem co autor miał na myśli... Skórzane siodełka - tak szosowe w latach 50-tych były skórzane, obecnie mamy lepsze materiały syntetyczne przy których gołej d*py w upał nie odparzysz. Ustawienia siodełka = rzecz indywidualna wiążąca się z typem/geometrią roweru, niektórzy są tak krzywi, że siodło muszą mieć wyżej by wykrzesać max mocy. Hamowanie na mokrej jezdni = kwestia mieszanek, ale jak założysz konkretne laczki to i możesz się w zakręcie położyć i na bank się nie odkleisz.... Ból kolana nie jest zależny od samego siodełka te często jako ostatnie jest rozpatrywane - istotna technika " pedałowania".. Pomijam już wszelkie nakrętki i inne technologie z tamtych lat... można korygować ten warnung do skutku.... Oliwienie łańcucha - jest w tym sporo racji. Obecnie mamy tyle rozmaitości, że głowa mała, ale bywa że przyspieszają one jego zużycie. Niestety producenci swoich cudów nie podają składu.... Żarcie - ja operuję generalnie na energetykach ( nie żadne żele i inne kolarskie duperele) - są lekkie, można zmieścić w kieszonce. A co jest nie tak z plecakiem, że aż na pół roku wyłącza? Kwestia lekkiego przyzwyczajenia, należy wybrać lekki i wytrzymały, nie niszczący ciuchów. Bukłak - IMO bidon jest lepszym rozwiązaniem, nawet na maratony nie biorę bukłaka. Inna sprawa gdy jedziesz jakiś extreme 1kkm po trasie gdzie nawet psa szczekającego dupppą nie spotkasz. Jeżeli chodzi o tego lapka, swego czasu jak musiałem...... Bez baterii ważył jakieś totalne grosze... Można spotkać jeszcze mniejsze....
-
Połowa z tego jest już nie aktualna
-
Jeszcze jakbyś woził tego lapka 300 km jak i mnie się zdarzało, to można by coś rozkminiać, chociaż? Ale 10 km? Chociaż.... Tak naprawdę wszystko rozwodzi się wokół ciuchów, a nie systemów wentylacyjnych plecaka, tak czy siak jeżeli myślisz o szybkim przemieszczaniu się plecy będą zawsze mokre i nie ma to nic wspólnego z plecakiem. Jedyne na co należy zwrócić uwagę przy wyborze to jego wykończenie co wpłynie na jego żywotność i zniszczenie odzieży. Inna rzecz, wożenie tego lapka, - o wiele lżejsze są peny, czy @ Wracając do koleżków z którymi spędziłem mnóóóóóstwo czasu to ten jest moim ulubieńcem: https://www.decathlon.pl/plecak-turystyczny-arpenaz-10-id_8331382.html?gclid=EAIaIQobChMIi7epieCY1gIV08myCh2gdASiEAQYASABEgIMBfD_BwE Po 25 tyś km paski się już przetarły po bokach, ale nadal nie rusza ciuchów, pomimo tego nigdzie nie pękł, przy okazji przeżył takie rzeczy, że długo by można opowiadać. Jeździł po 300-350 km w najgorsze upały, grady, mrozy itd....
-
A ja durny woziłem browary z Czech i nie czułem, że miałem cokolwiek na plecach...... . . . . Nie od razu Rzym zbudowano... Aby móc bez jakichkolwiek odczuć jeździć z plecakiem po 350 km ( bo na razie tyle najwięcej w tym roku przejechałem), trzeba było sporo wysiedzieć i aby było lżej wiele w paskudnych warunkach. Po co? Przecież można trzymać łachy w robocie. Dżiny na lajkrę? Fuuuu....
