-
Liczba zawartości
521 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez kaido2
-
Oczywiście, Favorit nadal jeździ, z tym że kupiłem go kiedyś na złomie za 2 dychy niekompletnego pod opcję szosa w syfie totalnym, robiąc go na 7s i już na klamkomanetkach. Juka miała połamane kółka zatem ją zdjąłem. Obecnie jeżdzi w innej lekkiej ramie związku radzieckiego, ale nieuniknione, że jak rozwalę tego strarego pancernego TZ-ta to wróci spowrotem do swojej ramy. Rowery gravel były już dużo wcześniej poczynając od pierwszych edycji TDF na przełomie XIX i XXw. i były seryjnie produkowane z tym , że ten rower wtedy nazywał sie wyprawowym. Zmianie ulegał tylko napęd. Miałem swego czasu taką Winorę z przełomu lat 70/80 którą uszosowiłem, jednak pierwotnie miała ona błotniki, bagażnik, hample canti, korbę 2s 52/42 z wolnobiegiem 5s 13-27, oraz osłoną na korbę i łańcuch. Geometria była bardzo łągodna, rama była dość lekka, przyjmowała opony do 40mm, szerokość wew obręczy 20mm. Fotka po zdjęciu osłony i bagażnika na oponach 32c. Ale marketing robi swoje i ludzie łykają jak pelikany jakie to są nowe czad rowery, a to wszystko przecież już było. Rozumiem, że bez opon. Aluminiowe nyple jednak bym odradzał, potrafi to pęknąć i jest praktycznie jednorazowe. Oczywiście i ja używam sztywnych kół i lekkich, ale należy pamiętać, że lekkie koła nie zawsze będa lepsze. Jeżeli mam wybrać niski lżejszy profil, a cięższy stożek , to wybieram to drugie. Nawet na podjazdach lepiej się to zbiera, nawet nie ma o czym gadać. Kół używam oczywiście z Chin Raz że są tanie jak barszcz i niczym nie odstępują tym markowym za 2 kafle, a dwa ,że są modele które rozbierzesz bez używania kluicza. Waga kompletu wraz zaciskami 1,7kg, koła pod hamulec szczękowy. 24 szprychy nie musi oznaczać delikatności, powyższe koła są na 24 i dostają niezły wpierdziel po lesie, kamolach itd. Nie ma problemu z rozcentrowaniem. Z obecnymi alu bębenkami nie ma tragedi, wrzery się robią, ale w czym to przeszkadza? Bywa, że trudniej zdjąć kasetę i to wszystko, natomiast pamiętam bębenki gdzie spokojnie dało radę zerwać wielowpust koronką. W ostateczności użyłbym lekkiej stalówki, bo wstawianie insertów między kasetę a bębenek wyjdzie na jedno, chyba , że bębenek będzie kosztował, bo to przecież DT Swiss to wtedy rzeźba.
-
Ale czy to coś zmienia, czy to oznacza, że nie będę mógł sobie poszaleć w lesie? Nie. A to że tłucze? Rura owinięta, stara przerzutka spokojnie to wytrzymuje i nadal przy tym działa jak powinna. Ja tam problemu w niczym nie widzę.
-
Ale, czy rower który pokazałem na zdjęciu przedstawia któryś z podanych przykładów? Wbrew pozorom, bo ten sprzęt nie wygląda na to co mogę robić nim w lesie, czy nawet na kopnym piachu ( dziś właśnie tą ostatnią opcję sprawdzałem) Tylne zmieniarki Favorita to wbrew pozorom bardzo dobre przerzutki, Juka wbrew pozorom jakoś specjalnie ciężka nie była. Po dziś dzień ją stosuję i działa tak samo precyzyjnie jak każda inna. Pewien stereotyp wziął się z tego, że używano do montażu w budżetowych Rometach kiepskich stalowych pancerzy, gdzie często w środku orało linkę i chodziło to ciężko, a ostatecznie nie działało w ogóle. Wszystko zależy od tego co na tym rowerze chcesz osiągnąć. Jest coś takiego co nazywa się adaptacją, ci wszyscy co sobie cały czas śmigają na lekkusich rowerkach dostają łomot od tych co wiedzą jak odpowiednio trenować pod swoją konkurencję. Treningi na ciężkich klocach mają jak najbardziej sens, po przesiadce na startowy, rower ucieka spod d..y. Niska waga to nie jest wymysł nowoczesnej cywilizacji. Alan, 1986r, waga 8kg. Gdyby dało się założyć przełajowe laczki nawet te 32 to spokojnie zrobi to samo co gravel.
-
Mnie tylko zastanawia co w tym rowerze tyle kosztuje? "Gravel" i ten marketing wokół nieźle seje tylko po to by było bum, a kasa leciała. Pamiętam jak niegdyś to samo działo się z rowerami szosowymi - " nisza, elyta, moda" i jeb hajs. A przecież można normalnie, po ludzku, bez tej całej moim zdaniem śmiesznej otoczki. Rower (zimowa zajeżdżarka złożona z odzysku, rama jest ze złomu za 2 dychy) w lekki teren i na asfalt, czyli do tego wszystkiego pod co definiuje się współczesny gravel.
-
https://www.decathlon.pl/rower-szosowy-triban-rc-520-id_8502389.html ale styknie w zupełności https://www.decathlon.pl/rower-szosowy-triban-rc-500-id_8518726.html W razie opcji las, można założyć szersze laczki, 35c spokojnie wchodzą.
-
Po pierwsze, nie trzeba startować w wyścigach żeby mieć jakieś pojęcie. Wystarczy, że masz możliwość jazdy w klubie, ale nie klubie na zasadzie że się iluś tam jakiś gości zebrało i sobie nap..ją ustawki, tylko w klubie gdzie masz dostęp do trenerów i całego zaplecza z tym związanego. Oczywiście wyścig to nie trening, a trening to nie ustawka i dlatego się mówi tym wszystkim cwaniakom " przejedź sobie wyścig" , bo to są te doświadczenia których nie zaznasz na treningu. Nigdy nie uwazałem się za ściganta, bo nigdy nie uczestniczyłem w tego typu imprezie z uwagi na to iż mnie to nie kręciło, natomiast inna sprawą sa rzeczy wytrenowane pozwalające na taką jazde i zawszę z kimś rozmawiajac nie ważne , czy to na żywo, czy chociażby tu, rozmawiam z tego poziomu. Bo tak i to wiele razy się potwierdziło " Bo ja mogę, a ty możesz co najwyżej chcieć móc" Zauważ też, że najwięcej rozmawiam o sprzęcie, a dokładnie o możliwościach jego modyfikacji, bo w tym najwięcej robię. Zauważ też , że nie rozmawiam jako tako ściśle o treningach, nie rozpisuje ludziom planów, a co nie co mógłbym, po prostu w tym są ludzie lepsi ode mnie zwłaszcza jeżeli rozmawiamy tu o typowym ściganiu szosowym. No właśnie Wisła 1200, to nie jest wyścig szosowy Ultra, który przy tym to można by rzec jest pestką, bo sobie jedziesz asfaltem i w sumie po za tym żeby nie zasnąć i wyjechać gdzieś do rowu nic więcej Cię nie interesi. Leszek w kooperacji zadbali już o to by był wpierdziel i na pewno nie jest to bieganie po krzokach i piachu. Na Wisłę zostały wmontowane wszystkie najmocniejsze odcinki z okolic które się przejeżdża, jedyne co może stanowić utrudnienie to sprzęt, ale tu mozna pójść co najwyżej na kompromis - chcesz szybko po twardym no to taki sprzet, ale na konkretnym piachu będzie pchane, chcesz sobie technicznie i się pobawić, no to taki sprzet, ale na twardym będzie łomot. Oprócz odcinków specjalnych wszystko biegło szlakami rowerowymi co nie oznacza, ze sobie taki przejedziesz typowym trekkingiem, bo wielu na MTB miało problemy, już nie wspominając o gravelach. Odcinków asfaltowych,a chyba o tym wspominałem już - skrócono z 360 do 220 km. Czy był to wyścig? Pierwsza 50-ka się ścigała na czas, pierwsza 10-cha praktycznie bez spania. Czy jest się w stanie przejechać na czas te 1180 km ( wychodziło różnie, bo niektórzy zjeżdżali gdzieś na stację , czy sklep) w 62h typową imprezę terenową? Jak widać da się, ludzie nie musza ścigać się na szosach, by się ścigać. Tak, to jest impreza stricte wyścigowa, jednak ludzie biorący w niej udział różnie do niej podchodzą, zwłaszcza , że limit czasowy na to pozwala. Wisła to jest prawdziwa szkoła jazdy, na prawdę wiele tam się można nauczyć, a jednocześnie się też sprawdzić pod wieloma kątami. Profil trasy można sobie podejrzeć na stravie, jest dostępny ślad od organizatora, można prześledzić i u mnie, bo mam profil udostepniony publicznie. Można przyjąć, że impreza płaska jak stół i że niby się zjeżdża, bo co to jest 3 kilosy ( dane z Garmina) na przysłowiowe 1200 km? Było wiele podjazdów i to takich , że wielu wymiękło. Pomijam strome odcinki od Sandomierza do Kazimierza, pomijam podjazdy po piachu za Wyszogrodem ( a te zjazdy w uroczyskach), ale jak ktoś podjedzie Góry Pieprzowe nawet najlepszym góralem dostępnym na rynku to jest mistrzem świata. Wiele materiału z tej imprezy nie ma, nie ma z najgorszych odcinków, a to dlatego, że albo jedziesz albo kręcisz, bo warunki takie, że na to nie pozwalają. Przejeżdżając przed Piekło Przytoku ( podjazd po otoczakach, gdzie na prawdę nieźle łupie) sprawdzałem sobie całkiem przyzwoitą torbę na kierę, dobre szwy na pasach itd, Po kamolach, a pekł tylko jeden szew, torba wytrzyma. Na Wiśle na drugi dzień torba już była na trytytkach , a to dopiero Solec nad Wisłą , gdzie jazda to się dopiero zacznie za Wyszogrodem. Ludzię wiele rzeczy po drodze gubili od prostych takich jak bidony, po karimaty, portfele, telefony a i trackery od organizatora. Mnie na łące tczewskiej wykręcił się Garmin z uchwytu ( gdzie jak mówiłem ludziom to robili oczy, bo przecież to niemożliwe), taka to była wycieczka w dół. Ze swojej strony polecam się z tym zmierzyć, wtedy można mieć w tym temacie wyrobione solidne zdanie. I nie piszę tego pod kątem, że o jak cieżko i , że dostałem w dvpę tylko by co nie co zobrazować, bo wręcz przeciwnie, przyjechałem świerzy. Normalny wyścig Ultra- spoko, dla mnie po Wiśle to by była już nuda, ale jak najbardziej i taki planuje. Jak uda mi się zorganizować wolne na czas Tour de Silesia to chciałbym go pojechać, tak jak np też cykl z tym , ze już ściganckie Road Trouphy w Itebnej , jednak tu na zasadzie by nabrać zupełnie inne doświadczenia.
-
Dokładnie, dlatego nigdy nie używałem pomiaru mocy i nie zamierzam używać. Czas z odcinka treningowego + ewentualny pulsometr ( jak ktoś sobie robi kontrolę) w zupełności wystarcza. Im mniej gratów pomiarowych tym lepszy efekt, bo nie patrzy, nie kalkuluje, psycha się nie blokuje, jedzie co ma jechać i tyle.
-
Przecież przejechałem Wisłe1200, fakt jechałem luźno, bo pierwszy raz na obadanie, ale na metę wjechałem świeży zaraz za koniami. jechałem sprzętem , który w głębokich piachach jednak polegał, natomiast były odcinki , że jechałem sobie a tył na rzęsach. Na 280 z 360 byłem 71 z 54 czasem, wielu jechała edycje wcześniejsza wiec mieli obadane i wiedzieli jak i gdzie zap,,ć, poza tym pierwszy Ultra i to MTB. Typowe ściganie mnie nie interesi, jak chce się zczochrać jadę ustawki, jak wygląda tył to już tylko oni mogą powiedzieć, natomiast to nie zmienia faktu, że są ludzie ode mnie lepsi, którzy mogli by mnie zabić na samym rozjeździe, wystarczy, że przyjade na zgrupkę Klubu ktory caly czas nap..la ( Cyklofan). Nie uważam się za jakiegoś mocnego tym bardziej pod kątem ścigania zwłaszcza , że nakierowałem się pod dystans Ultra i robię zupełnie inne treningi, a więc to tak jak by porównywać boksera do karateki ( w końcu jeden i drugi bije po ryju). w swojej dyscyplinie raczej najsłabszy nie jestem co dobrze ukazuje taka Wisła, czy treningi po 600 do Białowieży w tym jeden MTB. Wiem, że to i tak żaden punkt odniesienia, bo musiałby się ktoś ze mną razem przejechać, albo pojechać na jakimś Ultra. na Wisłe już miejsc nie ma, ale nieuniknione, że inna imprezę tez będę w następnym roku jechał. Chętnych zapraszam. Łukasz może co nieco opowiedzieć, bo mieliśmy przyjemność sobie trochę razem pojeździć.
-
To samo zrobili ze starym Tribanem. Ta rama jest praktycznie do wszystkiego, ogranicza ją jedynie szerokość opony, co i tak jest dobrze, bo max jaki można było założyć to 35c do szosowego roweru, oczywiście nie wszystkie wchodziły, ale dało się tym nawet pojeździć po lesie.. Ponadto kompromisowa rama, ni to do końca endurance, ni agresywny race, dało się na tym ścigać, dało się bez bólów przejechać Ultra( bo na nim zaczynałem, później to i na agresywnych ściganckich ramach jechało się Ultra). Istniała możliwość instalacji błotników, bagażników i to co właścicielowi się żywnie podoba, żadnych ograniczeń, multum opcji. I tak na prawdę jeżeli chodzi o mój punkt postrzegania takiego podejścia? Zaje..ście. Nie wiem jak jest obecnie, ale w czasach, kiedy to interesiłem się Decathlonem, sprzęt szosowy ( i MTB zapewne też) projektował im gość z Looka, który to nie był tam jakimś z d..y wziętym kolesiem. Swego czasu Tribany ( które też były dostępne dla typowego zjadacza chleba, podobnie jak inny sprzęt grup PRO) gościły w młodzieżówce AG2R jako podstawowy sprzęt startowy. Zatem g..na raczej nie sprzedają. Bywa, że jeszcze sięgam po rzeczy od nich i są one na poziomie ( mowa oczywiście o rowerówce).
-
A cześć! Mam Tribana 5 z 2012r. Rower z czasów kiedy Deca dawało na ramę 5 lat. Rower przejechał coś ponad 50 kafli i po dziś dzień nie udało mi się go ukatrupić. Co prawda przeszedł mody dokładnie tylko wymianka kół , jednak szpeje z niego ( wspomniane koła) nadal jadą cały czas w innych maszynach... zimowo- deszczowych. Suport który ostatnio myślałem, że z niego zabiłem po dokładnej rozbiórce okazało się, że nadal się nadaje do grzmocenia, suport na HTII z serii stara wąsata Sora 9s. Z dodatkowych plusów - rower nieźle lata. To tyle odnośnie Tribana 5 pod kątem tanich budżetowych rowerów marketowych, natomiast tytułowy rower widziałem osobiście i... spoko jak za ta kasę.
-
Z 10s shimanowskich miałem do czynienia ze 105 i Ultegrą, w dobrych warunkach ( od wiosny do jesieni żyją do 9kkm) zimą trochę krócej ( sól) Tiagry obecnej nie miałem więc się nie wypowiem, ale stare 9-kowe są mi znane ( HG53-93) i do tych nie mam o co się przyczepić. Nieuniknione , ze chcą zmusić użytkowników niskich grup do przejścia na wyższe, ale, tu wystarczy zmienić łańcuch na wyższej grupy, albo użyć KMC X chociażby.
-
Podaj dokładne modele, bo równie dobrze mogę napisać odwrotnie. Praktycznie wszystkie 6,7,8s to plasteliny, wyjątkiem jest Conex serii 800, ale zamiast jego wolę założyć HG53 wychodzi taniej, a km przerobione tyle samo. KMC Z j/w jeden wjazd na Ankę i KO - podjazd jakieś 5km, avg up jakieś 5% z czego końcówa jest najbardziej wymagająca, przeł 50/18 i 50/21 czyli jak widać miękko i pryszcz. Pierwsze serie Z dokładnie 93, tak, te były tak samo wytrzymałe jak HG53. KMC X tak ten trzyma, przejeżdżam podobnie jak na SH 9s, HG93 robione jest w SH, a nie KMC i tak żywotność jest delikatnie dłuższa, średnio starczają w zależności od pory 4-7 kkm ( sól robi swoje). KMC - wydają specyficzny dźwięk, nie wszyscy go lubią, ja to mam w d, tak jak cyrtolenie się z łańcuchem, szkoda na to czasu, bo korzyści wynikających chociażby z przyrostu przejechanych km żadnych. I nie pisze o szosie, bo ten sezon przejechałem w większości trekkingiem w różnorakim gówienku gdzie jak się mogę domyślać wielu tutaj na oczy nie widziało. Campa niby lepsza, ale pamiętam serię Srama PC-951, to było nie do zabicia, przezywało 14kkm szosowej zabawy. Reasumując co powtarzam jak mantrę, to co zabija łańcuch to przyłożona siła, moc jest wypadkową i nawet przy prawidłowo dobranym przełożeniu oraz technice, słabością który ma wpływ na zużycie jest użyty materiał. Warunki pracy nie mają aż takiego wpływu i w pewnych dyscyplinach można je całkowicie pominąć.
-
Trekking jak najbardziej się nadaje do MTB https://forum.szajbajk.pl/topic/9393-pochwal-si%C4%99-swoj%C4%85-ostatni%C4%85-jazd%C4%85treningiem/?do=findComment&comment=181290
-
Pogoda zaje..sta! Do trenowania jak znalazł. Ubieram letni strój ( bez rękawków i nogawek) i jest idealnie! No to 57 będzie ok, Accent ( tylko mniejszy) OK, ten drugi ( 56 )w sumie też tylko uważałbym z blatami FSA.
-
Zdecyduj się jeszce co do rozmiaru, bo 56, a L (58) to tu jest różnica. Jezeli Accent ok to jego bym brał.
-
U mnie śniegu jeszcze nie ma no i spokojnie mogę w letnim stroju jeszcze śmiagać bez rękawków i nogawek, choć 70 km pod wiatr dało się odczuć. Pierwszy podjazd plecak pusty, ale pod wiatr, drugi podjazd ( na Kopę ) już z pełnym plecakiem ( Kofola, browary i takie tam. Razem wyszło https://www.strava.com/activities/2749954982 Pozdr!
-
No to jak się wybierasz tak tera w ten lodowiec tessio w letnim stroju to ja robię się maleńki. Poddaje się, to nie ten okres. Pozdr Man! Pogoń te szczyty.
-
Dlatego nawet nie próbuje wchodzić w jakiekolwiek dyskusje. Mój trekking skacze, zap..la po kamieniach, szutrach, piachach,.... śmiga po wszystkim, nieraz jest niezła zabawa jak lecę przez las ( np jak dzisiaj strasząc grzybiarzy na pełnej pi..dzie) Dlatego mam porządne tanie chińskie koła.
-
Wbrew pozorom rower szosowy to idealna rzecz do takiej zabawy. Wielu błędnie myśli , że jest z dykty i łatwo to połamać. Jest sztywny, jest lekki, łatwy do kontroli w locie. Częstym punktem programu testu oprócz kamieni, lei bombowych, szutrowisk są bunny hopy ( np przez tory i duże przeszkody). Pięknie to lata.
-
No dokładnie tak jest, z tym że ta świadomosć jest budowana przez producentów ( marketing) No nie, wiele się zmieniło, bo specjalizacje to wymusiły, a że właśnie jest opcja gdzie da się tłuc i robić kasę to się to rozwija w miarę sensownie, ale gdy temat dojdzie do ściany to będzie ludziom już tylko wpajany przerost formy nad treścią tak jak w przypadku napędów i osprzętu. Tylko porównując koła w trekkingu (nie te fulcrumy co mialem ostatnio), które miałem wcześniej ( też na Wiśle) do tych co mam obecnie to moge napisać wprost, że jest przepaść. Sam głupi bębenek wiele zmienia.
-
No właśnie nie. Dobre koła sporo dają i akurat twierdzenie dobra sztywna rama i dobre sztywne szybkie koła są tu jak najbardziej podstawą i jak najbardziej prawdziwe. Oczywiście można w celach treningowych używać gnących się miękkich pażdzierzy do trenowania, czy nawet samej jazdy, ale nie wszędzie będzie miało to sens zwłaszcza jak zamierzasz szybko golić sektory. Pomiajm już kwestie wagowe, bo kiepskie pod grubą d..pą się po prostu złamią. ( Niedaleko jak wczoraj mieliśmy przypadek kiepskich kół pod 100 kilowym cielskiem, fuks , że facet uszedł z życiem. Sytuacja? Zjazd 80 km/h i pęka całkowicie obręcz w 3-ch miejscach). Ale jak jesteśmy przy kołach to mitem jest, że koła o jak największej ilości szprych i zaplocie 3x - 4x są najwytrzymalsze. Oczywiście nie dotyczy to kół 20" do BMX-ów. Im więcej otworów w obręczy tym koło bardziej gumowe i łatwiej jest taką obręcz złamać nawet w przypadku profilu 30mm. Zaplot mieszany i odpowiedni dobór ilości szprych to najlepsze parametry jeżeli chodzi o sztywność. Oczywiście , o to chodzi, żeby korzystać, tylko w pewnym momencie należy sobie zadać pytanie, czy aby ta opcja jest najlepsza. Ja moge napisać tak, z punktu świerzaka jest wygodniej, po czasie lepiej mieć napęd z koronkami, które dla mnie są istotne. 7 w zupełnosci styka i tyle wykorzystuje z każdej kasety nieważne ilu rzędowej, w każdym miejscu w tym kraju. Po co mam się przerzucać miedzy pośrednimi koronkami tracić na to np czas, wrzucam, cyk i sobie lecę. Dla wielu, a jednak na tym spd kończą. To co jest istotną różnicą, pomiędzy platformą, zatrzaskiem to to że przy już dobrym nachyleniu ( bo nie mam na myśli tam jakiś 6%) mogę nadal utrzymać obrót, spróbuj zrobić to na platformach. Dlatego widzisz Łukasz, wszystko przychodzi wraz z doświadczeniem.
-
I dla mnie ten kompromis to jest kupno najtańszej opcji z dobrą ramą, bo dobrych kół to poza kilkoma wyjątkami w rowerach do 5 k nie znajdę. Czy 9s jest lepsze od 11s? To kwestia tylko i wyłącznie wytrenowania i możliwości wykorzystywania pewnych cech wcześniej wypracowanych. Wszędzie bębni się że im więcej przełożeń tym łatwiej dopasować odpowiednie dla siebie w zależności od sytuacji. Otóż, tak jest łatwiej, ale czy lepiej? Z mojego punktu widzenia nie, nadal zamiast zarzynać 9s i myśleć nad 11, używam 7 ( nawet z łańcuchami 10 i 11s) i żeby było śmieszniej MTB nawet w szosie. Bo jest szybciej, pewniej i bez zbędnego strzelania przełożeniami. Precyzja to tak naprawdę kwestia odpowiedniego poprowadzenia i wyregulowania, a nie jak się w wielu miejscach pisze, bo to tanie, to nie będzie działać. Czy są mi potrzebne hydro i inne cuda techniki? Napewno nie, a cudować tylko po to, żeby później mieć z tego tutułu problemy? Po co sobie grób kopać. Ale wszystko jest cacy w zależności z której strony kto na co patrzy. Przy obecnej wiedzy i pompowania marketingowego jest tak jak to się pisze w internetach i to miałem na myśli, a że jest inaczej to może powiedzieć powiedzmy niewielu. Ot głupi przykład, głupi prosty temat który omawialiśmy razem z jednym z mechaników o bardzo długim stażu i doświadczeniu, a mianowicie HTII kontra kwadrat. Wszyscy wiemy że Holowtech to większa sztywność na korbie, bo łożyska zewnętrzne, bo oś zintegrowana: Cacy glancy. No ale bzdura. Nie ma różnicy między tym, a zwykłym rozwiązaniem na kwadrat.
-
Przy tej wadze? To może być chwila. Obręcze poddają się bardzo szybko na nyplach. I jak zwykle karbon, nabite osprzętu a koła ... ? No ale cóż, podejście do tematu w obecnych czasach to jakaś kupa.
-
Tylko koła, ale wymieniałbym dopiero jak obecne umrą. Inna rzecz, że max udźwig ich jak wszystkich ichnich 90kg, dlatego proponowałem opcje za tysia w postaci 100.
-
[quotre]Jak patrzę na oferty, to okolice 2k są najgorszym pułapem. Dlatego nie ma co sie szcypać. https://www.decathlon.pl/rower-szosowy-rc-100-ltd-id_8545770.html https://www.decathlon.pl/rower-szosowy-rc-120-id_8545836.html Ale jak potzrebna jest w sumie tylko rama to się bierze setkę. To już bym się na starcie z tego wymiksował.
