Filipie, owszem mam trochę starych szpargałów ale one takie raczej różniste. Teraz mam tego o wiele mniej niż dawniej w swej jeszcze chałupie, którą w zadość uczynieniu pozostawiłem pierwszej ślubnej. Z tym bagnetem związana jest historia mego ojca, bowiem w walce w ręcz w czasie zdobywania Koszalina zaciukał swego przeciwnika jego własnym przydziałowym. Później razem ze swym majdanem pogonił, aż za Łabę bym po latach zostając sukcesorem jego dobytku zabrać go do siebie. Pomijając sam fakt walki ojca o Koszalin, to muszę a w ręcz powinienem dopisać coś więcej. Zaczął swą wojaczkę w Wołyńskie Dywizji AK. W czasie jednej z potyczek jego odział wpadł w okrążenie Urodzony na tym terenie jako mody chłopak szlajal się po bagnach nad Prypecią i sobie tylko znanymi ścieżkami przeprowadził swój oddział do Kiwerc gdzie wcielono ich do tworzonej II Armi WP. Z tą też armią dotarł na Pragę gdzie miał to "nieszczęście" poznać mą matkę. Nieszczęściem dla niego było to, że wysłany do Lublina do szybkiej szkółki, zapragnął by jego kobieta życia go odwiedziła. Nie przewidział, iż urokliwa Warszawianka wpadnie w oko napranego jak stodoła ruskiego generała S. Popławskiego. Niewybredne zaloty wzbudziły w młodym człowieku wściekłość i wyrżnął przy całej wierchuszce w ryj generała. Zdegradowany do szeregowca został wcielony do karnej kompani. Z tą też kompanią zwiadowców brał udział w walkach o wyzwolenie Warszawy, na Wale Pomorskim, nad Bałtykiem, Odrą i Łabą oraz Berlinem. Z członków jego kompani od momentu wcielenia do zakończenia walk zostało ich tylko dwóch. Tak więc trochę przeżył ale nigdy nie chciał o nich opowiadać. Rozumiem to dziś czemu. Bowiem by przeżyć, pewnie musiał nie raz znaleźć w sobie cechy pierwotnego człowieka. Męczyło go to już do śmierci. Tym Czasem na sobotnie zegarkowe spotkanie padło na tego typa....