U mnie stosunkowo niewiele filmów ostatnio, ale same dobre, jeden doskonały i jeden zgrzyt, niezawiniony przez autorów filmu. - "Moja matka" - Sobolewski jest nim zachwycony, ja może nie aż tak, ale film mi się podobał. Spokojny, refleksyjny, ale z dawką naprawdę zabawnych scen (Turturro grający scenę w samochodzie ). - "Ostatni seans filmowy" - jak to się stało, że ja, wielki miłośnik kina amerykańskiego lat 70. nie widziałem przez tyle lat tego filmu? Genialne kino, pod każdym względem. Jedyny taki film Bogdanovicha, ale jeśli urodził się po to, by go zrobić, to można mu wybaczyć wszystkie pozostałe klapy. - "Intymność" - swego czasu bardzo głośny. Początek znakomity, naturalistyczne sceny seksu, nerwowy rytm. Później kilka niepotrzebnych wątków, kilka za długich rozmów, ale aktorstwo (zwłaszcza Kerry Fox - zawsze dobrej) świetne. Zostaje jednak ten film w głowie, choć w tym "gatunku" bardziej jednak lubię "Pianistkę" czy "Gorzkie gody". - "Magnolia" - a tu ten zgrzyt, by nie powiedzieć wkurwienie (zostańmy przy zgrzycie, jak na dżentelmenów przystało). Jakoś tak się złożyło, że przez lata (tak jak "Ostatni seans...") ten film mi jakoś uciekał (jest zresztą takich wiele). Dostałem wreszcie przypadkowo DVD z jakiejś gazety - i tu ostrzegam Kolegów - ale z wersją krótszą o godzinę! Henry Gibson pojawia się na moment, deszcz żab następuje po niespełna stu minutach, a po dwóch - koniec. Czyli widziałem 2/3 filmu. Gdy zaczęły spadać żaby, pomyślałem "To już?", a później nagle - koniec, nawet bez napisów. Jestem zły, bo teraz nie mam ochoty na pełną wersję, skoro już wszystko wiem. No chyba że obejrzę po to, by podelektować się stylem Andersona - w niemal tak dobrym wydaniu, jak w "Boogie Nights" - znakomitym aktorstwem (Cruise!) i brawurowym montażem (mam nadzieję, że w prawdziwej wersji filmu także). Podsumowując - uważajcie na podejrzane, udające oficjalne DVD tego filmu.