Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2614
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. "Raw Deal" (1948) - Claire Trevor ma na ręku zegarek Gruen Veri-Thin:
  2. Po tygodniu przerwy odświeżę temat - obejrzałem właśnie bardzo dobry noir w reżyserii Anthony'ego Manna "Raw Deal" (chyba nawet nie ma polskiego tytułu). Niewiele ponad godzina, ale pełno treści, wątków, znaczeń (jak to w noir, także symbolicznych), świetne portrety kobiecych bohaterek, doskonały klimat i niebanalna narracja spoza kadru. A finałowe napięcie i fatalizm losu ma coś - przy zachowaniu wszelkich proporcji - z "Życia Carlita". Do tego wszystkiego świetne zdjęcia: Jako czarny charakter wystąpił Raymond Burr, znany z "Okna na podwórze" i serii "Perry Mason" (pamiętam z lat 90. w TV).
  3. Giuseppe Bergomi, słynny obrońca całą karierę związany z Interem. Na ręku chyba Rolex Explorer II z czarną tarczą: To dobra okazja, by w jednym poście umieścić duet obrońców trudny do pobicia. Czyli kto jeszcze? Oczywiście Franco Baresi. Dedykowano mu modele TAG Heuer i Omegi, ale dziś smakowity epizod z zamierzchłej przeszłości: http://www.tecata.it/index.php/dettaglio-video/mediaitem/2161-sakura-orologio-1983
  4. Nie widziałem jeszcze tego filmu, ale czytałem o nim i postaram się niedługo obejrzeć. Myślę, że jeśli Ci się podobała ta konwencja, to docenisz również znakomity angielski "City!" z 1981 roku: https://www.youtube.com/watch?v=35MplfaY77E
  5. Co nie zmienia faktu, że pisząc o Ipswich bardzo się pomyliłeś
  6. Urugwajczyk Enzo Francescoli. W przeszłości wybitny piłkarz, dziś działacz River Plate. Na ręku TAG Heuer Formula 1 Indy 500 Chronograph:
  7. @desmo, po pierwsze warto odróżnić dwie rzeczy - ligę i reprezentację. Anglia miała bardzo silną reprezentację, ale tylko na papierze - rzeczywiście, jak niemal zawsze z kretesem przegrywała wielkie imprezy. Za to angielskie kluby nie miały sobie równych w Europie, tylko kluby z Bundesligi mogły od połowy lat 70. aż do połowy lat 80. rywalizować z Anglikami (Borussia M-G, Bayern, Koeln, HSV, Eintracht). Później doszedł jeszcze Juventus, a tylko i wyłącznie konsekwencje tragedii na Heysel sprawiły, że Everton nie ma dziś dwóch albo trzech Pucharów Europy. Zresztą, oto zdobywcy Pucharu Europy od 1977 do 1984: 1977 Liverpool 1978 Liverpool 1979 Nottingham 1980 Nottingham 1981 Liverpool 1982 Aston Villa 1983 HSV 1984 Liverpool 1985 to Juve w szczególnych okolicznościach, gdyby nie to, to pewnie aż do 1989 roku i Milanu Sacchiego w Europie rządziłby Everton. Dodam, że Ipswich bywał w Anglii na początku lat 80. nazywany "First Class Second Team" - podkreśla to jego klasę, ale i pecha - trafianie na jeszcze mocniejszych rywali w Anglii (NF, LFC, AV, w Pucharze Anglii minimalna porażka z MC w półfinale). Holandia była potęgą reprezentacyjną, choć po 1978 już w fazie zmierzchu, który trwał mniej więcej do Euro 88. Kluby były jednak mocne, zwłaszcza Alkmaar, Feyenoord, PSV i Twente. Pierwsze zdanie Twojego posta można więc traktować wyłącznie w kategoriach żartu lub prowokacji, ale o to drugie Cię nie posądzam. A zdanie - "PS " tractor boys" i " town" nie pozostawiają złudzeń jak traktowani byli panowie z ipswitch na salonach" - to czemu ma właściwie służyć - tezie, że piękne w futbolu są tylko "salony"? Że mały klub jest gorszy i zasługuje na pogardę? Jeśli tak, to wpisuje się w najgorszą tendencję trawiącą współczesny futbol, prowadzącą do jego hermetyzacji i popsucia. p.s. pisze się "Ipswich" - nie ma tam czarownic.
  8. @desmo, Ipswich przełomu lat 70. i 80. to była jedna z najlepszych drużyn w lidze angielskiej, czyli - jedna z najlepszych na świecie. Dwa razy z rzędu byli wicemistrzami Anglii, w składzie mieli takich graczy, jak Muehren, Thijssen, Mills, Wark, Mariner, Osman, Butcher, Brazil... To była drużyna zbudowana mozolnie przez Bobby'ego Robsona, w klubie, który nigdy nie miał budżetu Liverpoolu, MU, Tottenhamu czy Arsenalu. Guardiola i Mourinho bez swoich milionów nic by nie ugrali w takim klubie. Pseudonim klubu to "Traktorzyści", a nie "wieśniacy" (to chyba Hoffenheim). A kelnerami na pewno nie byli. Co więcej - tego możesz też nie wiedzieć - Ipswich był mistrzem Anglii na początku lat 60., to właśnie wtedy swoją pozycję budował Alf Ramsey. Wiadomo, że takie kluby nie są w stanie utrzymać się dekadami na szczycie, ale co najmniej dwa razy w swej historii Ipswich zadziwiał Anglię. Myślę, że należy im się dużo szacunku. A i Eintracht nie był aż taki przeciętny, jak piszesz (widziałem te mecze w TV). W składzie byli m.in. Yeboah, Uli Stein czy mistrz świata Uwe Bein.
  9. Tak, to adaptacje powieści autorki, która napisała też pierwowzór "Nieznajomych z pociągu". "Utalentowanego pana Ripleya" jednak nigdy nie widziałem.
  10. Edward G. Robinson to jeden z moich ulubieńców. Sprawdziłem nawet, że sporo już o nim tu na forum pisałem: http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1517739 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1478290 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1271275 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1252014 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1212546 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1204217 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1192182 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1140556 Bo naprawdę lubię tego aktora. Mam też "Red House", w Polsce nieznany, ale kultowy (nie cierpię tego słowa...) m.in. dla Martina Scorsese. Czekam jednak na odpowiedni czas i nastrój, by go obejrzeć. Robinson był też świetny np. w "Zielonej pożywce", swoim ostatnim filmie. Niektórzy mówią, że to najlepszy aktor bez Oscara i chyba się z tym zgadzam. Co do Lauren Bacall - oczywiście, niesamowita osobowość, choć dla mnie nie była taką typową femme fatale, zazwyczaj bowiem okazywała się "dobra". Femme fatale nr 1 to dla mnie chyba Barbara Stanwyck, Francuskie, a zwłaszcza włoskie stare kino potrafi mnie zauroczyć. O włoskim już tu nie jeden raz pisaliśmy, więc nie będę się powtarzał. Z francuskimi filmami mam mniej wspomnień, nowa fala mnie nieco drażni, choć doceniam jej wpływ na późniejsze kino. Lubię "Windą na szafot", "W pełnym słońcu", "W kręgu zła" i oczywiście "Dublera"
  11. Obawiam się, że Leicester może mieć mistrzowski kryzys, jak Blackburn w 1996, a nawet - oby nie - jak Leeds w 1993. Ale i tak dokonali wielkiej sztuki. Chciałbym, żeby tytuł zdobył Everton, choć szans nie ma właściwie żadnych. Za to City po raz pierwszy od lat zaskoczyło mnie czymś pozytywnym - zmianą logo. Nowe nie przypomina już herbu USA, za to ładnie nawiązuje do tradycji: Fajnie byłoby jeszcze, gdyby Aston Villa wróciła do tego: Chociaż ta uwaga nie jest na razie w temacie Premiership, niestety.
  12. A ja gdy czytałem "Sokoła maltańskiego", to "widziałem" w wyobraźni Piotra Machalicę ze spektaklu teatru TV, który obejrzałem przed filmem Hustona i lekturą powieści. Nasza Brigid dużo ładniejsza od Mary Astor "Children's Hour" nie widziałem, w ogóle w filmach Wylera mam jeszcze sporo luk, choć bardzo go cenię, szczególnie za "Najlepsze lata naszego życia". A znasz filmy Powella i Pressburgera? Widziałem zaledwie kilka, są bardzo specyficznie zainscenizowane i sfotografowane, jest tam wiele świetnych pomysłów. Scorsese jest ich fanem. W planach mam "Red Shoes" i "Życie i śmierć pułkownika Blimpa", ale jeszcze nie znalazłem czasu i nastroju. Za to widziałem kilka lat temu "Czarnego narcyza" i zrobił na mnie świetne wrażenie. "Podglądacz" (samego Powella) też był intrygujący. W ogóle, angielskie kino lat 40. i 50. to złoty okres tej kinematografii, muszę dokładniej się przyjrzeć tym filmom. Większość z tych, które widziałem, bardzo mi się podobały (np. "Niepotrzebni mogą odejść", "Trzeci człowiek"), ale gdy mam czas, to na ogół zawsze sięgam po coś z Hollywood.
  13. Edmund Exley

    Twoja kolekcja!

    Robi wrażenie, trudno wybrać najfajniejszego. Jak wyżej, do tego zdjęcie nadające się na okładkę kalendarza albo książki o Heuerach. Ale to nie wszystkie chyba? Nie widzę niebieskiego Silverstone'a. A może jeszcze zdjęcie Longines/Wittnauer?
  14. Tak, widziałem kiedyś tę wersję, ale nie pamiętam już jej zbyt dobrze. Co ciekawe jednak, chyba wszystkie książki Chandlera czytałem wcześniej i mimo, że filmu z Mitchumem jeszcze wtedy nie widziałem, to jednak podczas lektury to właśnie jego wyobrażałem sobie jako Marlowe'a (oczywiście, wiedziałem, że go grał). Obejrzałem "Trzy oblicza Ewy" z oscarową, dobrą rolą Joanne Woodward. Solidne kino, mimo iż kilka narracyjnych zabiegów nieco się już chyba zestarzało. Przez prawie cały seans oglądałem z uwagą, ale jednak bez większych emocji, aż do momentu, gdy wyjaśniają się przyczyny psychicznych problemów bohaterki. I to mną naprawdę wstrząsnęło, aż sam jestem zaskoczony, jak bardzo. [spojler] Głupi rytuał kultywowany przez dorosłych w starciu z dziecięcą wrażliwością - bardzo przejmująca scena. A dziś nareszcie obejrzałem całe "Ministerstwo strachu". Bardzo Hitchcockowski ten Lang! Podobne konstrukcje bohaterów, relacje między nimi, intryga, "mcguffiny". W sumie porządna rozrywka, wartka akcja, kilka świetnych scen - z przywoływaną już tu niedawno sceną w pociągu i okolicznych ruinach. I sporo niuansów potwierdzających reżyserski kunszt Langa. W ogóle, amerykański okres jego twórczości bardzo lubię i znam dużo lepiej niż niemiecki. Każdy z jego amerykańskich filmów bardzo mi się podobał, w szczególności "Szkarłatna ulica", ale też "Kobieta w oknie", "Ponad wszelką wątpliwość", a nawet uznawany za słabszy "U progu tajemnicy".
  15. A wkrótce nadejdą gorsze - http://www.sport.pl/pilka/1,65041,20519534,liga-mistrzow-la-gazzetta-dello-sport-zapowiada-duze-zmiany.html#MT_2Zdjecia Ale, jak wiesz, mnie to już niezbyt interesuje od kilku lat.
  16. Cieszę się, dzięki. No tak, zapomniałem, bo nie widziałem - tak jak wszystkich innych Bondów
  17. O Longinesach w filmach: http://zegarkiclub.pl/forum/topic/53601-klub-longines/?do=findComment&comment=1797857
  18. Kontynuując ciekawe fakty z historii Longinesa warto wspomnieć o filmach. Na pewno Longines nie ma na koncie tak wyrazistych ekranowych "występów" jak Rolex albo Heuer, jednak w paru filmach dał się zauważyć. Najsłynniejszy film, w którym bohater nosi Longinesa, to "Casablanca", chociaż zegarka nigdy nie widać w nim w zbliżeniu: Stosunkowo często Longinesy pojawiały się w filmach wojennych lub o lotnictwie. Nieznany w Polsce jest "Island in the Sky" z Johnem Wayne'm: Bardziej znany to "Diabelska brygada", a tu Longinesa nosi sam William Holden: Strona watchesinmovies.info podaje też m.in. film "Płetwonurkowie" ("The Frogmen"), w którym zagrali Dana Andrews i Richard Widmark: Oraz biopic "Amelia Earhart": A ja podawałem już w innym dziale przypadek filmu "The Gumball Rally", w którym wyraźnie widoczny jest elektroniczny zegar Longines:
  19. Ale nam się fajne dni amerykańskiej klasyki na forum zrobiły Bartoszu, oczywiście, wszechstronność Curtiza idealnie wpasowywała się w czasy, gdy większość reżyserów była przecież rzemieślnikami w Hollywood. Ale może właśnie w tej niewidoczności stylu był... jego styl? Natomiast co do klimatów Hammettowsko-Chandlerowskich, polecam jeszcze "Żegnaj laleczko" Dmytryka. To nieco zapomniany film, ale jest wręcz kwintesencją obrazu L.A. w kinie noir (obok podsumowującego i właściwie kończącego nurt "Kiss Me Deadly" Aldricha). Kilka kadrów i gif z ujęcia willi nad oceanem: Mam też wreszcie "Tajemnicę jeziora" (całą w perspektywie POV), ale jeszcze nie obejrzałem. Za to dziś widziałem bardzo dobry dramat "Dziewczyna z prowincji", już z lat 50. Jest pełen bardzo gęstej atmosfery, pokazuje kameralne dramaty i tragedie na tle showbiznesu - bardzo lubię takie filmy. Do tego świetne aktorstwo - wspomniana przez nas niedawno Grace Kelly, Bing Crosby i jeden z moich ulubionych aktorów William Holden. I fajny, gorzki tekst, jaki wypowiada Holden: "Kobiety na początku są jak Julie, a później są jak Lady Makbet".
  20. Dzięki! Zegarek jest u mnie już ponad dwa lata, nosi się go bardzo wygodnie. Bardzo podoba mi się to zdjęcie. Hehe, Pawle, mamy więc polskie dni [tzn. z pominięciem mechanizmów - bo u Ciebie w środku też radziecki?]
  21. Bartoszu, to naprawdę była właśnie ta scena? Co za zbieg okoliczności A "Ministerstwo..." niebawem chcę obejrzeć w całości. Wczoraj obejrzałem "Mildred Pierce" i się nie zawiodłem. Nie znam chyba w kinie lat 40. innego tak dobitnego portretu toksycznej relacji matki i córki. Ciekawe podejście do kina noir. Przyjemnie mi się oglądało, tym bardziej, że jest tu też fajny obraz LA lat 40. Co ciekawe, tak jak w "Listonosz dzwoni zawsze dwa razy" - innej adaptacji prozy Caina - ważny jest wątek restauracji i biznesu w tej branży. A co do Curtiza, to dla mnie (zresztą, nie tylko dla mnie) jest to wzorowy rzemieślnik Hollywood epoki studyjnej. Niemal w każdym gatunku się sprawdzał. Film gangsterski? Proszę bardzo - utkani z archetypów, legendarni "Aniołowie o brudnych twarzach". Melodramat? Najsłynniejszy w dziejach kina. Film bokserski (to przecież istotny podgatunek w Hollywood lat 30.-50.) - "Kid Galahad", bardzo dobry. Biopic? "Yankee Doodle Dandy", w Stanach do dziś kultowy. Do tego przygodówki, kostiumowe, jakiś western, bardzo ciekawa romantyczna wariacja na temat egzotycznej historii ("Szarża lekkiej brygady"), a "Mildred..." potraktować można jako udaną próbę noir. Myślę, że jakby miał nakręcić jakiegoś undergroundowego hollywoodzkiego pornosa (a zdaje się, że w latach 40. nie były one rzadkością), to też by sobie poradził.
  22. Bartoszu, rzeczywiście, "Gasnący płomień" jest trochę niedoceniony. Jestem też ciekaw angielskiego pierwowzoru - niebawem może uda mi się go obejrzeć (bo, jak zapewne wiesz, mieli go zniszczyć, lecz do tego nie doszło), ale teraz nr 1 do obejrzenia to "Mildred Pierce" Curtiza. "M jak morderstwo" widziałem i nawet chyba napisałem tu kiedyś kilka słów o tym seansie. A skoro jesteśmy na forum zegarkowym - zauważyłeś, że podobnie jak w "Nieznajomych z pociągu" zegarek w tym filmie został całkowicie pozbawiony napisów? (zapewne z powodów finansowo-reklamowych) http://watchesinmovies.info/img/f/DialMForMurder_Unknown.jpg Nie wiadomo więc, co Milland nosił w tym filmie. Za to w "Nieznajomych..." zakryty (ale dużo mniej enigmatyczny) zegarek Roberta Walkera to, jak mi się wydaje, Rego Sport: http://watchesinmovies.info/movies/strangers-on-a-train-1951/ "Stracony weekend" oczywiście znam i bardzo cenię, za to "Ministerstwa strachu" nie widziałem w całości jeszcze. W dzieciństwie jednak (to było chyba w 1992 albo 1993) przypadkiem natknąłem się na ten film i obejrzałem scenę z "niewidomym" kradnącym ciasto w pociągu i odebrałem ją jako bardzo mroczną i dość straszną, na tyle, że do dziś mam ją mocno zapisaną w pamięci. Za jakiś czas trzeba będzie uzupełnić całość "Skutki miłości" widziałem, ale chyba bardziej podobał mi się łatwiejszy w odbiorze (i bardziej nostalgiczny) "O jednego więcej". W planach mam też "Przyjaciela rodziny".
  23. I obejrzałem. Super film! Wiktoriańska Anglia oczywiście w całości wykreowana w studiach MGM, ale ja lubię tę lekką sztuczność filmów z lat 30. i 40. A Ingrid gra kryształową postać, ale naprawdę doskonale oddaje jej stan psychiczny. Oscar zasłużony. Polski akcent to muzyka Bronisława Kapera. A na koniec gif z pierwszej sceny filmu:
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.