Koledzy nie oglądają filmów? Mundial już się skończył, jest czas ja w tygodniu oberzałem dwa: - "Stand By Me" - na podstawie Kinga. Megaamerykańskie, nostalgiczne spojrzenie na przyjaźń z dzieciństwa. Ma swój urok, ale najciekawsze w tym filmie jest to, że obok Dreyfussa (który pojawia się tylko w dwóch scenach) zagrało kilka gwiazd młodzieżowych lat 80.: Wil Wheaton (tak, to ten!), Kiefer Sutherland, Casey Siemaszko, Corey Feldman no i najzdolniejszy i tragiczny River Phoenix. Zresztą - właściwie wszyscy okazali się niespełnieni. Ale filmem tygodnia był... Reżyseria Orson Welles, a w roli głównej Edward G. Robinson, chyba mój ulubiony aktor z kina sprzed lat 70. "Intruz" to świetna rozrywka, a zarazem... obowiązkowy film dla miłośników wielkich zegarów - to mistrzowsko rozegrany w tym filmie motyw.