-
Liczba zawartości
2656 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Edmund Exley
-
Miło mi, że zdjęcia mojego zegarka posłużyły jako inspiracja Faktycznie, jest tu myślenie o muzyce podobne do rzeczy w stylu "Sheltering Sky" i "Larks'... part 3", ale też np. do instrumentalnych utworów z płyty "ConstruKction of Light". A może i coś z Toola i "Lateralus"? O , czytam, że jeden z muzyków Sonar pobrał trochę lekcji w Guitar Craft. A znasz pierwszą solową płytę Johna Paula Jonesa "Zooma? Pozdrawiam!
-
Nie pozwalasz mi zapomnieć o tym zegarku - trzy zdjęcia w dwa dni
-
... i moim zdaniem jeden z trzech-czterech najfajniejszych. ja zegarek mam jeden, znacznie więcej natomiast muzyki: Pozdrawiam!
-
Po tym, jak takiego sobie przymierzałem, cały czas za mną "chodzi". Super jest. A pasek to na cześć Boca Juniors?
-
Dzięki! Ale że już sprzedany?... A więc pasja Enicarowa zwyciężyła piękną Monzę. Raz jeszcze dziękuję za wstawienie zdjęcia "na życzenie" i pozdrawiam.
-
"Nicholas Nickleby" - prosta w sumie, familijna rzecz z paroma świetnymi angielskimi aktorami. A zarazem, moim zdaniem, wzorowa Dickensowska adaptacja, lepiej oddająca ducha jego prozy niż zrealizowane kilka lat później "chłodne" filmy Polańskiego i Newella. Aha, no i "Bilardzistę" wreszcie obejrzałem - "wreszcie" bo jako dziecko byłem fanem Paula Newmana, w czasach, gdy TVP1 prezentowała jego filmy w piątki o 20:10. Tu Newman jest ok, ale George C. Scott i Jackie Gleason kradną mu show
-
Hehe, no tak - matematyk ze mnie taki sobie O Weather Report słyszałem. W sumie to z tego kręgu znam (i bardzo lubię!) jazzującego Santanę z okresu "Caravanserai", którą uważam zresztą za jego najlepszą płytę. I znam trochę Mahavishnu i Mc Laughlina. Czasem jednak odnoszę wrażenie, że dużo jest takich "przestojów" w tej muzyce. Mam tu na myśli np. "mantryczną" płytę "Welcome" McL i Santany - w sumie interesująca rzecz, ale... No właśnie. Tym niemniej - dzięki za kolejny ciekawy link. ja ostatnio przypominam sobie późnych Beatlesów, z "Abbey Road" na czele. Pozdrawiam!
-
@primabaleron a kiedy będzie Monza? @sneer ten Zenith to nokaut, św. Graal i Złota Nike na własność - wszystko jednocześnie. ale uwaga Pana Irka o funkcjonalności współczesnych Zenithowych chronografów zachwiała moje postrzeganie wielu modeli z tej serii. Znam je tylko ze zdjęć i wczesniej nie zauważyłem, że większość tych tarcz chronografu na siebie nachodzi w sposób uniemożliwiający precyzyjny odczyt. Na szczęście nie jest tak w moim wymarzonym New Vintage 1969, a przynajmniej nie ma tego na renderach.
-
Cześć! Jazzu nie słucham na razie. Cenię tę muzykę, także jako inspirację, ale jednak nie znajduję w niej tego, co by mnie "chwytało za gardło". Skądninąd jednak moim ulubionym perkusistą jest Bruford, a on jest przecież dość jazzujący. No i, jak wiesz, uwielbiam King Crimson 81-84 i 94-96, i te jego ośmiokątne (hmm... znowu coś kojarzy mi się z AP Royal Oak) elektroniczne bębny darzę wielkim sentymentem. Edgar BB to trochę dziwny zespół - czasem nieznośnie popowy, czasem awangardowy, porównuje się ich do Zappy, Beefhearta i Cream, ja widzę też podobieństwa z genialnymi późnymi The Beatles. Najbardziej polecam pierwszą i trzecią płytę. Długie formy też bardzo lubię - także z klawiszami, ale jednak najbardziej lubię takich "szalonych" klawiszowców: bardziej od pięknych pasaży trafia do mnie (fakt - niekiedy pompatyczny) Emerson, błyskotliwy Wakeman czy ciężki ś.p. Lord. Nie mówiłem jeszcze, że moja miłość do rocka zaczęła się od The Doors, do których do dziś chętnie wracam, choć oczywiście nigdy nie oddzielę tej muzyki od sentymentów z dzieciństwa/młodości. A autografów chłopaków z Yes gratuluję. Kurczę, ja nigdy nie zapomnę, jak najpierw słuchałem pirackiej kasety "Fragile, a później tata kupił mi na gwiazdkę 2001 "Close to the Edge". Otworzyłem książeczkę na tej pięknej grafice w środku i po chwili Squire "dmuchnął" basem w głośnlkach, zagłuszając ptaszki i szum wody Pozdrawiam!
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
dziękuję za dobrą radę. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł coś tu wrzucić. -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Moim zdaniem to naprawdę świetny zegarek. Oczywiście - mam tu na myśli wrażenia estetyczne/wizualne, bo tylko takie mam podstawy. Jestem dość szczupły, ale LLD nie wydawał się za duży, leżał bardzo dobrze. Na żywo jest ładniejszy niż na zdjęciach - nawet napis Automatic w stylu retro (no bo przecież prawie wszystko jest jak w klasycznej, pierwszej wersji) zaczął mi się podobać. A jak spisuje się ten - trochę jednak krytykowany - mechanizm? Zaznaczę jeszcze, że Hydroconquest też bardzo przypadł mi do gustu. Nie przymierzałem wersji chrono, ale ta również wygląda bardzo zacnie. Pozdrawiam. -
Witam ponownie, Yes i Black Sabbath też bardzo lubię, choć nie wszystko - w przypadku Yes uwielbiam okres z Brufordem i Wakemanem (no, moża poza "Tales..."), ale lubię też Morazowego "Relayera" oraz - uwaga! - mam słabość do "90125" jeśli chodzi o Sabbath - pierwszych 5 płyt to absolutna klasyka, późniejsze jakoś mniej mnie zawsze interesowały. Co do ELP - zgoda w 100%. Moim zdaniem jeszcze przed "Love Beach" (ta okladka...) powinni na zawsze zamknąć ten rozdział. To jest zresztą casus wielu gigantów z epoki (wyłączając wszak King Crimson, o czym już pisaliśmy). Nie zmienia to jednak faktu, że 5-płytowy box "From the Beginning" należy do moich absolutnie ulubionych i najczęściej słuchanych rzeczy w całej kolekcji (nawet te późniejsze rzeczy - no ale duża w tym zasługa pięknego wydania ). Iron Butterfly znam, genezę nazwy "In a Gadda..." też. Przypomiało mi się to nawet podczas oglądania jednej ze scen "Wilka z Wall Street" psychodelii słucham mniej, ale lubię np. Czar czy Gandalfa. Zaś co do łączenia melodii i rytmu (plus super brzmienie) - polecam Ci gorąco mój ulubiony zespół spośród niesłusznie zapomnianych gigantów, czyli Edgar Broughton Band. Pozdrawiam!
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Przymierzyłem sobie parę dni temu LLD i Hydroconquesta. Na razie nie mam Longinesa, ale niniejszy klub obserwuję i mu kibicuję -
Jacku, słuchałem polecanej przez Ciebie muzyki. Refugee bardzo ciekawe, wokal taki "czarny", soulowy nieco. Lubię wszak koncepcję tria bas/klaiwsze/perkusja. ELP należą (mimo swych wad) do moich ulubieńców, a i Aardvark chętnie sobie co jakiś czas włączam. A wracając do Refugee - kraina zegarków nieźle miała się muzycznie w latach 70. Na pewno znasz Mainhorse i inne dokonania Moraza. Sandorse przypomniał mi trochę rzadko słuchane przeze mnie zespoły z kręgu Caravan, Marsupilami, Camel, Genesis - czyli raczej harmonia niż zaskoczenie, melodia a nie ciężar brzmienia. Mało akurat wiedziałem o tym zespole - początkowo myślałem sobie: "O fajny wokalista, coś między Rush, Budgie a Yes" W Jonesy fajnie brzmi - wiadomo - melotron. Na pewno wszyscy wykonawcy nie są na jedno przesłuchanie po długim dniu pracy. Jeszcze do nich wrócę. A na wieczór włączam sobie Egg. Pozdrawiam.
-
Zastanawiam się, jak szybko udaje mu się odczytać godzinę...
-
Wiem, widziałem wielokrotnie zdjęcia Twojego LLD i nawet je chyba raz czy dwa komentowałem. Bardzo mi się podoba ten zegarek.
-
"Pętla" oczywiście, bardzo lubię ten film, moim zdaniem to najlepszy "neo-noir" w historii. A postać grana przez Pearce'a jest świetnie skonstruowana i niejednoznaczna, stąd też ten nick.
-
No tak, widzę, że jesteś znawcą dużego kalibru. O Refugee i Sandrose słyszałem, ale samej muzyki nie znam - wkrótce to nadrobię. Tak jak Ty uwielbiam szukać mniej znanych wykonawców: zapewne znasz - wymienię kilku ulubionych - Edgar Broughton Band, Andromedę, High Tide, Arzachel, Five Day Week Straw People... Kurcze, ile wtedy było kapitalnej muzyki! Pozdrawiam!
-
Też "Wilka z Wall Street" wreszcie obejrzałem. Narracyjnie powrót do świetności (ten montaż!), temat wzlotu i upadku powraca (pewne proporcje niemal takie jak w "Chłopcach..."), ale w nowej odsłonie i tu duży plus dla Scorsese. Humor czasem ryzykowny, może nawet za bardzo wdzięczący się do widza, ale... taki urok portretowanego środowiska. Szkoda tylko, że nie było montażowych "dreszczy" muzycznych (jak Stonesi w "Ulicach...", Cream w "Chłopcach...", Beck i Animals w "Kasynie" czy nawet The Clash w "Mrocznej stronie miasta" i Dropkick Murphys w "Infiltracji") - w żadnym filmie Scorsese nie wykorzystywał tak mało ciekawej muzyki. Chyba Umberto Tozzi ma tu najlepszą piosenkę ale film dobry, rzeczywiście.
-
Wczoraj przymierzyłem sobie Longinesy: HydroConquest Automatic i Legend Diver. Ależ to są pięknie zrobione zegarki...
-
Miło mi w przypadku THRaKaTTaK się zgadzam - mam tę płytę chyba od 2004 roku i od A do Z wysłuchałem ją bodajże dwa razy... A Sandrose jeszcze nie znam - muszę dotrzeć do tej formacji. Ze swojej strony z kontynentalnego grania chciałbym polecić Museo Rosenbach i album "Zarathustra" (choć podejrzewam, że doskonale już znasz tę płytę). Pozdrawiam
-
Świetny. A tło nietypowe
-
No tak, choć mam nadzieję, że regularna płyta pójdzie w innym kierunku niż "Scarcity...". Martwi mnie brak Belew w tym nowym składzie. Bo o powrocie Bruforda już nie ma co marzyć. Bez wahania zamieniłbym jednak obu perkusistów na jednego Billa I tu powraca iście filozoficzny dylemat o istotę muzycznej idei Frippa, King Crimson i magii - dla większości to jednak zespół (bez wątpienia magicznych) płyt z lat 69-74, utworów takich jak "Epitaph" i "Starless". A dla innych, w tym i dla mnie, o czym już zresztą tu pisaliśmy, esencja poszukiwań i przekraczania granic rocka. I gdy się tak o tym pomyśli, to Fripp/Eno naprawdę może się podobać choć rzecz jasna - zawsze wraca się potem do "In the Court...", "Lizarda", ale też "Discipline" czy "THRAK". Natomiast żeby nie odejść za daleko od tematu dodam, że po wczorajszym seansie filmu "Uwaga! Mr. Baker" w głośnikach nie mogło być nic innego: Pozdrawiam!
-
@Lexxus moim zdaniem są Breitlingi-złotemegabrzydale, ale i są takie jak Twój - gdzie ten ciężki styl jest atutem. Mnie najbardziej podoba się chyba "zwykły" Superocean. proszę wybaczyć, ale mi się skojarzyło (genialne użycie najazdu i wstecznego zooma!):
-
Byłem ciekaw, czy Kolega się odezwie no tak, dam trochę czasu, oczywiście. Ale jednak słowo "ProjeKct" trochę mi tu nie pasuje... Przyznam Ci, że w Święta moim pierwszym odruchem po "Scarcity..." było sięgnięcie po ProjeKcty z lat 90., żeby przypomnieć sobie - dosłownie i w przenośni - ciężar tego pojęcia. Za to płyta Frippa i Eno mnie powala - jako bonus mam m.in. "Heavenly Music Corp." w "half speed" - odjazd! Pozdrawiam!
