Cześć! Jazzu nie słucham na razie. Cenię tę muzykę, także jako inspirację, ale jednak nie znajduję w niej tego, co by mnie "chwytało za gardło". Skądninąd jednak moim ulubionym perkusistą jest Bruford, a on jest przecież dość jazzujący. No i, jak wiesz, uwielbiam King Crimson 81-84 i 94-96, i te jego ośmiokątne (hmm... znowu coś kojarzy mi się z AP Royal Oak) elektroniczne bębny darzę wielkim sentymentem. Edgar BB to trochę dziwny zespół - czasem nieznośnie popowy, czasem awangardowy, porównuje się ich do Zappy, Beefhearta i Cream, ja widzę też podobieństwa z genialnymi późnymi The Beatles. Najbardziej polecam pierwszą i trzecią płytę. Długie formy też bardzo lubię - także z klawiszami, ale jednak najbardziej lubię takich "szalonych" klawiszowców: bardziej od pięknych pasaży trafia do mnie (fakt - niekiedy pompatyczny) Emerson, błyskotliwy Wakeman czy ciężki ś.p. Lord. Nie mówiłem jeszcze, że moja miłość do rocka zaczęła się od The Doors, do których do dziś chętnie wracam, choć oczywiście nigdy nie oddzielę tej muzyki od sentymentów z dzieciństwa/młodości. A autografów chłopaków z Yes gratuluję. Kurczę, ja nigdy nie zapomnę, jak najpierw słuchałem pirackiej kasety "Fragile, a później tata kupił mi na gwiazdkę 2001 "Close to the Edge". Otworzyłem książeczkę na tej pięknej grafice w środku i po chwili Squire "dmuchnął" basem w głośnlkach, zagłuszając ptaszki i szum wody Pozdrawiam!