Cztery filmy ostatnio: - "Borgman" - Lynchowski koszmar z Holandii. Potencjał może nie do końca wykorzystany, ale film intryguje. Gdybym był złośliwy to napisałbym, że ten film wyjaśnia wiele z psychiki nielubianych przeze mnie panów w rodzaju Robbena, van Bommela, de Jonga, van Persiego... - "Więzień Drugiej Alei" - troszkę się rozczarowałem, bo od dawna chciałem obejrzeć ten film. Nie było chyba w historii kina amerykańskiego aktora, który tak dobrze jak Jack Lemmon wcielałby się w role dojrzałych facetów w kryzysie (zawodowym i emocjonalnym). I tu też jest świetny, ale siłę wyrazu osłabiają komediowe wtręty w scenariuszu Neila Simona. Amerykański widz może łapie tę konwencję, u nas chyba jednak przez to film się nieco gubi i irytuje... Ale i tak warto znać. - "Pianistka" - bardzo lubię Hanekego, ale o dziwo ten film zobaczyłem dopiero wczoraj. I wbił mnie w fotel! Chyba tylko "Ukryte" spośród jego filmów podobało mi się bardziej! - "Suddenly" z Frankiem Sinatrą. Mam słabość do kina klasy B z lat 40. i 50. Uroczo naiwny, momentami drętwawy (dialogi, które mógłby wpowiadać Leslie Nielsen w "Nagiej broni"), ale jednak - dobra rozrywka, oczywiście dla kogoś, kto lubi takie klimaty. Sinatra naprawdę niezły, a Sterling Hayden odpowiednio - jak na konserwatywnego szeryfa - toporny.