Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2773
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. jimmy6, każdy w kinie lubi co innego Akurat ja zgadzam się Jogim (tylko że piękno zdjęć jest nadużywane i staje się sztuką dla sztuki), choć to nie sceny tortur są moim zdaniem największą porażką "Tylko Bóg wybacza", lecz właśnie formalna pretensjonalność i artystowskie napuszenie. Bo Gosling jest sobą - Rasiakiem kina... Wyszedł moim zdaniem film, którego nie powstydziłby się Carson Clay, gdyby istniał:
  2. Piękny zegarek, świetne zdjęcie. Pozwoliłem sobie je sparafrazować:
  3. @eye_lip, jak zwykle u Ciebie - klasa. Szczerze mówiąc, to nawet nie znałem tego modelu. Bardzo ładny!
  4. Time Out Film Guide 2008, ed. John Pym.
  5. Dziś dwa filmy aż: "Moje pieczone kurczaki" większość Kolegów pewnie już widziała. Podobał mi się - skromny, szczery, zostaje w głowie po seansie. Film o przełomie wieków w RP, ale chyba pozostał aktualny? No i "Świat według Garpa". Kilka lat płyta z tym filmem przeleżała u mnie. No i przyszedł odpowiedni dzień... George Roy Hill nie będąc wielkim reżyserem miewał szczęście do aktorów. W "Garpie" wszyscy są świetni, choć wiadomo, dziś skupiałem się na Robinie. Nie byłem jego miłośnikiem, komedii z nim w ogóle nie oglądałem, ale potrafił poruszyć - nawet nie tyle samą grą, co jakimś takim humanizmem, charyzmą czy jak to nazwać - ocalił w ten sposób "Stowarzyszenie...", uwiarygadniając gigantyczny patos tego filmu i samemu przy tym nie tracąc aktorskiej autentyczności. Bardzo podobał mi się też w mniej znanym "Zdjęciu w godzinę". Ogromna szkoda faceta
  6. "Kiss Me Deadly" Roberta Aldricha - przedostatni klasyczny film noir. Najczystsza przyjemność oglądania Esencja gatunku: znakomicie poprowadzona akcja, Los Angeles w blasku słońca i mrokach nocy, świetne samochody, tanie motele i dekadenckie rezydencje, dużo jak na tamte czasy przemocy (wiadomo, Aldrich) i słynne zakończenie - zrobione w dwóch wersjach. W ostatecznej wersji znalazło się to bardziej "optymistyczne" (?), ale w istocie to tylko pozory optymizmu, wszak zimna wojna wchodziła w swe apogeum. Kapitalne zamknięcie jednego z najbardziej fascynujących zjawisk w historii kina...
  7. @Ulotny Świetny zegarek! Rozumiem, że jak minie lato, to wróci pasek?
  8. No to miłego męczenia ale ja jakoś nie rozumiem "idei" ogladania seriali (przebrnąłem tylko przez "Detektywa", nawet niezłego, choć im dłużej od oglądania, tym gorzej oceniam jego zakończenie). Rozmawiałem o tym wczoraj z przyjaciółmi - zwykle jest tak, że 2, no dobra - może nawet 3 czy 4 sezony są dobre (i to niezależnie od formatu - poważnego czy komediowego), a później już zaczyna się brnięcie w ślepe uliczki, gmatwanie wątków, "jump-sharks" itp. Poza tym sezon trwa zawsze kilka-kilkanaście godzin. Można w tym czasie obejrzeć 6-7 filmów Np. bardzo lubię film "Fargo" Coenów - ale to jest dla mnie kompletny film, po co opowiadać tę historię raz jeszcze, nawet jeśli z dodatkowymi wątkami (?). Ale to tylko moje zdanie - miłego oglądania, Cook
  9. Uwielbiam "Żyć i umrzeć w Los Angeles"! Genialne tempo, perfekcyjna realizacja, oświetlenie (taki szczegół, a jak buduje klimat filmu!), zaskakujący finał. A do tego jeden z moich ulubionych soundtracków - Wang Chung! A teraz właśnie odświeżyłem sobie oryginalną wersję "Funny Games". Ten film to wciąż jest cios między oczy, i to kijem golfowym...
  10. Koledzy, dziękuję. Tak, to kwarc. Dobry kwarc nie jest zły Hmm... no tak, to dokładnie ten egzemplarz @kurynio, to chyba optymalna wersja HydroConquesta, choć z wiadomych względów mi ostatnio najbardziej podoba się ta z czerwonym bezelem
  11. Lincoln, oglądałeś "Wybierz mnie"? ja teraz obejrzałem dwa nowsze filmy. "Mój brat jest jedynakiem" - opowieść o dwóch braciach uwikłanych w fascynacje zbrodniczymi ideologiami - faszyzmem i komunizmem. Tylko że w włoskim wydaniu są one jakieś takie... niegroźne. Faszyści są tępawi i robią tylko w sumie niegroźne zadymy, a komuniści to leniwi niechluje. Najlepsza scena filmu to "Oda do radości" zmasakrowana muzycznie i tekstowo, ze słowami o Leninie, Mao i Stalinie kroczącymi w promieniach słońca. Wykonują tego potwora intelektualiści, którzy rzecz jasna nigdy nawet nie powąchali komunizmu. Sam film jest jednak poprawny... i tyle. A to mało, zwłaszcza, że temat pozwalał na dużo więcej. Ale współczesne włoskie kino tkwi w marazmie - poza Sorrentino oczywiście - i powstają filmy poprawne i nic więcej. Kupiłem sobie na DVD i obejrzałem. Muzyka - wiadomo, broni się sama. Sam film przyjemny, ale Curtis - którego twórczość lubię - ma dwa poważne problemy, które tu ujwaniły się z całą mocą. Po pierwsze - kłopot z metrażem. To historia na max. 90-100 minut. A na DVD jest jeszcze jakieś 40 minut niewykorzystanych scen! No i drugi, ważniejszy problem - jest lepszym scenarzystą niż reżyserem. Nieprzypadkowo spod znaku jego kina powstało jedno arcydzieło - "Cztery wesela i pogrzeb" (tak!) - i zostało wyreżyserowane przez Mike'a Newella, fachurę, który wie, co trzeba pokazać w całej scenie, a co wystarczy zasugerować jednym zdaniem. Curtis kończy swe filmy gigantyczną serią kulminacji wszystkich wątków, przez co traci napięcie. A "Cztery wesela..." Newell skończył serią fotografii. Gdyby Curtis reżyserował, to pewnie każda stałaby się sceną... Ale "Radio na fali" i tak warto obejrzeć - jest klimat, ś.p. Philip Seymour Hoffman no i ta genialna muzyka!
  12. Oficjalnie zmieniam swój status w Klubie Longines: z miłośnika na miłośnika i posiadacza.
  13. ja też widziałem film dziejący się w Japonii - ale tuż po wojnie. To "Zbłąkany pies" Kurosawy. Kryminalna historia z mocno narysowanym tłem społecznym. Może jest tu z dzisiejszej perspektywy troszkę dłużyzn, ale to jednak ważny i dobry film. W odbiorze jednak niełatwy. A wczoraj sięgnąłem po coś dość nieoczekiwanego. Zapomniany film "Wybierz mnie" ("Choose me") zapomnianego reżysera Alana Rudolpha. Kiedyś wróżono mu, że zostanie drugim Altmanem, ale... nie został, mimo, że bywał u niego asystentem i miał bliskie mu spojrzenie na kino. "Choose me" nikt już chyba nie pamięta, ale swego czasu to był dość głośny film, wtedy, gdy w latach 80. było w Stanach kiepsko z ambitnym kinem. I jest w tym filmie kilka dobrych scen i dialogów, całość jednak po latach wydaje się być mocno naciągana i niewiarygodna. Dwie rzeczy bronią się jednak świetnie - rola (a jakże - zapomnianej już) Genevieve Bujold, naprawdę znakomita, oraz scenografia. A i muzyka ma coś w sobie, pomyślałem, że Kolegę Lincolna mogłaby zainteresować
  14. A ja szanuję - wiadomo, perfekcyjnie pomyślana płyta i idealnie wykonana - ale nie dostaję od niej dreszczy... Nawet przy wokalizie Clare Torry "Wish You Were Here" ma dla mnie więcej pięknych melodii i bardziej odpowiada mi brzmieniowo.
  15. A która Twoim zdaniem, Jacku? "Wish You Were Here"?
  16. Przepraszam, że nie na temat, ale od razu mi się skojarzyła ta scena:
  17. Panowie, gorąco polecam - dziś 22:15 na TVP Kultura jest "Szkarłatna ulica". Miom zdaniem jeden z pięciu najlepszych filmów w dorobku Robinsona!
  18. Harvester, naprawdę tak sądzisz? Kurczę, już chyba z 7 lat nie słuchałem tej płyty. Mnie wydawała się zawsze zbyt zachowawcza i wygładzona, no i jednak bez pana zgorzkniałego-genialnego... Czasem nucę sobie "High Hopes", ale całość jest daleko w moim rankingu PF. Ale Twój post sprawi, że pewnie po nią sięgnę wkrótce. A zdjęcie - piękne!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.