No ja też miałem kryzys w czasie oglądania, ale jakoś się zmobilizowałem do końca. O rany, dzięki, choć to chyba za dużo powiedziane... Mam nadzieję, że nie przesłodzę, jak przyznam, że Ty dla mnie jesteś autorytetem stylu: zegarki, mercedesy, zdjęcia, a teraz do tego - taki staż Z cudzysłowem wyglądałoby bardziej jednoznacznie i lepiej... Premingera z Paulem Newmanem? Dwa razy - w dzieciństwie (cykl "Piątki z Newmanem" - jedno z pięknych wspomnień z dzieciństwa...) i parę lat temu. Hipersyjonistyczny i jednostronny film. A sylwestrowo/noworoczny czas wykorzystałem nieźle. W towarzystwie: - najnowsi "Nędznicy" - miło się ogląda, choć męczą trochę te komputerowe efekty. Muzycznie natomiast wydał mi się trochę jednostajny. - "Była sobie dziewczyna" - lekkie, ale mądre kino. Świetna rozrywka! No i własne filmowe zboczenia: - "39 kroków" - pomijając logikę, dobrze się to nawet dziś ogląda. Choć odnoszę wrażenie, że anglosasi przeceniają jednak ten film. - "Kto się boi Virginii Woolf?" - no, nareszcie obejrzany. Warto, jest tu sporo mocnych momentów i świetne aktorstwo. Zabawne, zamieniłem kiedyś parę zdań z autorem oscarowych zdjęć do tego filmu film dobry, choć myślę, że Polański z tego typu historii umie "wycisnąć" więcej. - "Ponad wszelką wątpliwość" - późny kryminał Fritza Langa. Niech malkontenci narzekają, ale dla mnie super rzecz - na żadnym innym filmie nie bawiłem się ostatnio tak dobrze