Moonwatch zawsze bardzo mi się podobał, ale jakoś nigdy nie było mi do niego po drodze. Na starszych modelach za mało się znałem, by ryzykować zakup, a w ostatniej wersji niezbyt podobał mi się projekt bransolety. Jednakże wraz z premierą najnowszej odsłony zrozumiałem, że należy ponownie przemyśleć kwestię zakupu - dziś mogę pochwalić się własnym egzemplarzem.
Na żywo zegarek robi świetne wrażenie. Bransoleta, nawiązująca do starszych wersji, mocno zwężana, lekka i wygodna, ze stylowym, odchudzonym zapięciem. Nowy mechanizm - cal. 3861 - pierwszy raz na Co-Axialu, z 50 godzinną rezerwą chodu i oszałamiającą odpornością na pola magnetyczne (15 000 gaussów, certyfikowany jako Master Chronometer przez METAS). Stylistycznie natomiast powrót do pięknej, stopniowanej tarczy, jak w vintage'owych modelach, ale za to z działającą lumą, która świeci lepiej niż kiedykolwiek.
Dziś, mając Moonwatcha na ręku i ze świadomością, że jest mój od nowości, gotów jestem tworzyć z nim własną historię. Może nie polecę z nim razem na Księżyc, ale coś tam się wymyśli - jakąś brawurową zmianę paska, albo ekstra zdjęcie w każdy wtorek