Kolega ma absolutna rację. Produkować zegarek, który psuje się po 2 latach użytkowania to 0 ekologii. Ciekawi mnie fakt, dlaczego działań proekologicznych wymaga się od końcowego ogniwa łańcucha czyli konsumenta a nie od głowy czyli producentów tłukących przysłowiowy "szajs" w ilościach bilionów sztuk (dotyczy to wszystkiego począwszy od majtek a na samochodach kończąc)? Tak, wiem akcje, akcjonariusze, ka$a, ka$a, ka$a... ale powiadam wam, kiedyś to wszystko yebnie, po prostu musi.