Kolega jeździ po pustkowiach, na których nie ma żadnego sklepu, żeby zrobić przystanek i kupić coś do picia?
Kiedyś miałem taką przygodę na dłuższej przejażdżce, lato upał, ileś tam już km w nogach, pić się chce jak cholera, jestem na totalnym zaścianku w okolicach Łodzi. Mijam stary pamiętający czasy PGR wiejski sklepik. Siedzi przed nim 3 lokalsów piją piwo, zatrzymałem się, kupiłem 1 zimnego browarka i od słowa do słowa za "chwilę" był następny zimny browarek, następny i wyprawa skończyła się na tym, że żona przyjechała samochodem zabrać mnie do domu. I to była jedna z najfajniejszych moich przejażdżek, którą pamiętam do dziś.
Odnośnie starych maszyn do szycia, będę miał do oddania Veritasa z żeliwną podstawą na chodzie.